Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Rocznicowy wpis

Zainspirowana wpisami urodzinowymi na innych blogach i pragnąca coś wrzucić, coby się działo coś stwierdziłam, że też notkę skrobnę na podsumowanie kolejnego roku wpisów na tym jakże zacnym i pustawym skrawku internetów, który zajmuję.

Mija dziś trzeci rok od pierwszego wpisu. Bardziej niestety jest to przyczynek do mobilizacji (mojej) niż chwalenia się, jako że wpisów, jak widać, mniej niż bym chciała, a wpisów wypełnionych Naprawdę Dobrą Fanfikcją czyli meritum tego bloga jeszcze mniej. Niemniej. Coś tam podsumujemy i w przyszłym roku zobaczymy, czy poszło coś do przodu.

Tak więc w roku tym trzecim od narodzenia tego bloga wpisów w sumie było 9, czyli może nie jakaś kompletna katastrofa (jak w pierwszym roku ;)), ale i tak smętnie, bo choć jeden mógł by był się pojawić na miesiąc. Wniosek jedyny z tego i twardy, że trzeba więcej siedzieć w netach, a mniej na fejsie i pintereście w książkach, filmach i grach.

W tymże roku nadmienionym nie pojawił się niestety ani jeden wpis przybliżający coś wybitnego w fanfikcjosferze. Tak więc tragedia w kropki i porażka w kreski. To wszystko wina internetów, tam jest za mało dobrego. I może i jakaś mała sugestia dla mnie, że trzeba może jakąś nową metodę poszukiwań obrać.

Wpisów czytadłowych było 7, z czego aż 4 ze Star Treka 2009, co zamierzonym nie było, ale świadczy o aktywności tegoż fandomu przy jego przyzwoitym poziomie umysłowym ;) (skoro aż tyle rzeczy czytalnych się znalazło). Poza tym jedna sztuka ze starego serialu Herkules, jedna ze Star Wars i jedna z Charliego i fabryki czekolady. Wszystko w języku Szekspira, choć niekoniecznie na jego poziomie, więc w sumie też popukać można byłoby się w pierś, aczkolwiek jednak ten anglojęzyczny net kusi mnogością… człowiek liczy, że łatwiej wyłowi coś wartego uwagi… mta. Z tychże czytadeł największą popularnością w netach cieszy się Atlas ze Star Treka 2009 (przygodowe, z nutą romansu, prawie pięć tysięcy favów, szaleństwo!), ja sama jeśli miałabym już wybierać to mimo wszystko za najlepsze uznałabym Convergence, również ze Star Treka 2009 (krótki wgląd w paru bohaterów), choć przyznam, że Atlasa też przyjemnie się czytało.

No i jakby ktoś chciał mieć w jednym miejscu wszystkie czytadła z tego roku (linki bezpośrednie, nie do recenzji):

https://www.fanfiction.net/s/5344838/1/Atlas (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/9621350/1/Eros-Turannos (Star Wars)

https://www.fanfiction.net/s/1004468/1/Norse-by-Norsewest-Revisited (Herkules serial)

https://www.fanfiction.net/s/5104111/1/A-Captain-s-Regrets (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/5084949/1/Three-People-Captain-Kirk-Did-Not-Sleep-With (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/2234800/1/Abracadabra (Charlie i fabryka czekolady)

https://www.fanfiction.net/s/6471195/1/Convergence (Star Trek 2009)

I tym fascynującym akcentem kończę niniejsze lanie wody, które może zmobilizuje mnie do dłuższego ślęczenia nad fanfikami :).

 

Reklamy

Czytadełko ze Star Trek 2009 #06

Jak widać w tytule posta nihil novi na tym blogu ostatnimi czasy; czyli znowu zapchajdziura czytadłowa. W sumie nawet nie taka zła, zwłaszcza pierwszy i ostatni rozdział (z aż czterech), wręcz nawet całkiem przyzwoita i czyta się ją przyjemnie, aczkolwiek nic wielkiego nie wnosi. Niemniej dla fanów Star Treka (2009) na pewno będzie to miła rozrywka pomiędzy bardziej poważnymi lekturami czy w ogóle zajęciami.

Fabuła jest prosta – ot, komandor Pike ma okazję po raz pierwszy zobaczyć kadłub budowanej Enterprise. I przy okazji zostaje namówiony na pozostanie w Akademii. I przy okazji namawia Kirka młodszego do wstąpienia do Akademii. I przy okazji komandor Toland namawia na to samo McCoya. I przy okazji obaj panowie się poznają i przypadają sobie do gustu (nie, nie w tym sensie ;) ). Bardzo przyjemnie się czyta opis wewnętrznych przeżyć i rozważań Pike’a, bardzo przyjemnie czyta się też interakcję pomiędzy McCoyem i Kirkiem.

Tak więc nic to ambitnego, ale naprawdę niezłe czytadełko. Język angielski, a linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/6471195/1/Convergence

A ja tymczasem żywię nadzieję, że może kiedyś w końcu znowu trafię na coś naprawdę świetnego. Choć tak po prawdzie to ostatnio zaczynam mieć poczucie, że chyba już wszystko, co ambitne na necie, przeczytałam, skoro tak długo nic się nie pojawiło na mojej drodze.

Pozdrawiam i czekajcie z utęsknieniem :).

Czytadło z „Charliego i fabryki czekolady” #01

Żyję, żyję, wbrew pozorom. Nawet czasem można mnie napotkać w jakichś komentarzach na innych blogach. Szkoda, że częściej nie można mnie napotkać na własnym… no cóż, jakoś życie mnie nie wynagradza ostatnio dobrymi fikami. Wszystko, co mi w łapki wpada jest mizernej jakości, niestety.

Tak więc znowu nie będzie naprawdę dobrego fanfika i porządnej jego recenzji, tylko ponownie czytadełko, żeby nie było, że blog już tak całkiem opustoszały i straszy pajęczynami i innymi tam upiorami przeszłości. Czytadełko jest z „Charliego i fabryki czekolady”, który to utwór większość z Was pewnie zna z filmu, a niektórzy też i z książki wydanej już ponad 50 lat temu.

Czytadełko jest bardzo przyjemnie napisane, autor ma rzadki talent do tworzenia sugestywnych opisów i niezwykłej, magicznej atmosfery (idealnie pasującej do tematu) i niezmiernie miło się w nim zanurza… do momentu, gdy dochodzimy do głównego tematu czytadełka czyli romansu między Charliem a Wonką. Tak że ten, nie dość że pedofilią pachnie mocno (mimo że Charlie jest tu już dorosły), to niestety umiejętności pisarskie też mocno zawiodły na bardzo grząskim gruncie opisu sceny łóżkowej. Na pociechę mogę dodać, że nie on pierwszy i nie ostatni na tym się poślizgnął i malowniczo wy… odniósł porażkę, bo umiejętność sensownego opisywania seksu łatwą nie jest. Co nie zmienia faktu, że czytadło to obyłoby się doskonale bez tego.

Podsumowując polecam przeczytać do sceny ze sztucznym śniegiem, super się czyta,  a że scena ta jest pod koniec opowiadania, więc w sumie jego zdecydowana większość jest warta uwagi. Resztę sobie odpuśćcie, chyba że rozwijacie swój talent pisarski za pomocą podglądania, jak się pewnych rzeczy nie pisze i jak warto wiedzieć, kiedy skończyć.

Linka poniżej, język angielski:

https://www.fanfiction.net/s/2234800/1/Abracadabra

A, i żeby nie było, pedofilii też nie popieram, ale jeśli się nie doczyta do końca, to można nawet nie zauważyć, o co chodzi i nacieszyć się samym klimatem, który opowiastka ma :).

Star Trek 2009 Czytadełko #05

Mta, nie ukrywajmy, znowu trochę zapchajdziura – króciutkie czytadełko o charakterze humorystycznoromantycznym (z naciskiem na to drugie). W sumie przyjemne, jeśli lubi się Star Treka i romansidła. Linka:

https://www.fanfiction.net/s/5084949/1/Three-People-Captain-Kirk-Did-Not-Sleep-With

I postaram się poprawić w końcu i wrzucić coś z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że jeśli w końcu uda mi się znaleźć lepszą pracę, w związku z czym nie będę już sobie zajmować głowy dokwalifikowaniem się i znalezieniem lepszej pracy, to będę czytać więcej i wrzucać więcej :).

Czytadło ze Star Trek 2009 #04

Za górami, za lasami żyła sobie Aśka z bloga Dobra Fanfikcja i łudziła się, że pewnego pięknego czasu będzie na jej blogu przynajmniej chociaż minimum bodaj raz w miesiącu wpis. Pewien piękny czas póki co nie nadszedł, ale nadeszło czytadełko ku zapchaniu pustek.

Czytadełko, jak nadmienia tytuł wpisu, jest na bazie serialu Star Trek z 2009 roku i jest króciutkim jednostrzałem opisującym sytuację bezpośrednio po niesubordynowanych wyczynach Kirka, w ramach których dowodził on statkiem Enterprise, a konkretnie rozmowę tegoż z komandorem Pike’iem. W sumie nie ma w tym czytadełku nic wybitnie wyróżniającego, ale jest napisane dobrze i ludziom, którym zawsze za mało fików startrekowych polecam. iwcaleniejesttakżetopróbazagłuszeniawyrzutówsumieniazpowodumałejilościwpisów

Język angielski, linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/5104111/1/A-Captain-s-Regrets

Życzę Wszystkim udanej majówki (nawet takim, co pracują, jak ja)

Czytadło z Herkulesa #01

A dziś wrzucam kolejne czytadełko – tym razem z dawno już chyba zapomnianego uniwersum serialu „Herkules”. Ktoś poza mną pamięta przygody sympatycznego siłacza (jakoś tak mniej kontrowersyjnego niż w oryginalnym micie ;) ) i jego pomocnika Jolaosa? Na pewno ktoś z Was się znajdzie w tym gronie. A jeśli jeszcze ma ochotę na krótkie czytadełko z gatunku takich, w których niewiele się dzieje, a ważna jest atmosfera (w tym wypadku przyjaźni między dwoma bohaterami), to można sobie przypomnieć ów serial poniższym fanfikiem:

https://www.fanfiction.net/s/1004468/1/Norse-by-Norsewest-Revisited

Jak mówię, niewiele tam się dzieje, ale jest coś w atmosferze, co przykuwa uwagę i mimo wszystko pozostaje w pamięci. Albo może to tylko ja :). Tak czy siak w te zimowe lutowe wieczory, wśród zgiełku i hałasu beznadziejnych narracji fanfikowych, lepszy rydz niż nic :).

Czytadełko ze Star Wars #01

Dziś kolejna „sezonówka”, jak to mawiają w moim miejscu pracy, czyli kolejny wpis okolicznościowy, razem tym związany z jakże lubianym i niekontrowersyjnym świętem świętego Walentego :). Stwierdziłam, że może takie sezonowe wpisy bardziej mnie zmuszą do regularnych publikacji moich wystukań na klawiaturze dotyczących fanfikcji. Choć, wiadomo, jeśli nie znajdę niczego przyzwoitego na necie, to cudów nie wymyślę.

Na szczęście jednak udało się coś znaleźć na tę okazję, choć jest to czytadełko bardziej niż nie wiadomo jak ambitny i poważny fanfik. Ma swoje potknięcia i słabości, niemniej jest na tyle dobrze i ciekawie napisane, że można poczytać i przymknąć na nie oko, przynajmniej jeśli ma się ochotę na przyjemny i dość lekki romans.

Akcja toczy się w alternatywnym uniwersum Star Wars wokół popularnej w fikcji pary – czyli Darth Vadera i Padme Amidali. Odejście od oryginału – o ile dobrze się orientuję, a orientuję się umiarkowanie, bo filmy oglądałam dość dawno i akurat mnie nie utopiły w miłości do tej serii – polega na fakcie, że Anakin zostaje Lordem Vaderem znacznie wcześniej, zanim poznaje Padme, i oboje spotykają się, gdy Palpatine jest już imperatorem dążącym do wytępienia rebeliantów. Palpatine doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że senator Amidala należy do buntowników i obmyśla wcale niegłupi plan osadzenia Padme pod bezpośrednią opieką swego jakże czułego i pełnego empatii Dziedzica Tronu, który ma doprowadzić ją do osłabienia psychicznego i, prędzej czy później, potknięcia, którym udowodni swoją przynależność do rebelii, a z drugiej strony zamiesza trochę w szeregach przeciwnika, który może zacząć podejrzewać Amidalę o załamanie się, współpracę i dekonspirację jej przyjaciół. Jak się wszyscy domyślają, plan ma skutki oczywiste natury stosunkowo romantycznej.

Mimo że są słabe momenty, typowe zwroty akcji czy pewne (na szczęście niezbyt wielkie) naiwności, jak to w czytadłach romansowych, generalny poziom jest całkiem niezły i czyta się dobrze. Padme nie razi głupotą (choć są momenty czasem, gdy podejmuje dość nieuzasadnione decyzje), choć niestety nieraz spędza cały rozdział na rozważaniach, które można streścić w jednym akapicie ;)), Vader jest sobą, a nawet wręcz mroczniejszy i groźniejszy niż w oryginale, jest wciągająco, są sceny seksu, na Walentynki jak najbardziej fanowie i fanki Star Warsów mogą poczytać.

Język angielski i linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/9621350/1/Eros-Turannos

Zastrzegam, że przeczytałam dopiero kilkanaście rozdziałów (z sześćdziesięciu!), więc nie ręczę za to, co dzieje się później, aczkolwiek mam nadzieję, że poziom fanfikcjowania tego fanfika nie spada w dalszych rozdziałach. Popularnością też się cieszy ogromną, więc nie jestem sama w dość pozytywnej ocenie tego opowiadanka, aczkolwiek wiecie dobrze, jak to z tą popularnością bywa (przeczytałam już kilka opowiadań romansowych ze Star Warsów o znacznie większej popularności, co wcale im nie przeszkodziło w byciu bardzo kiepskimi ;) ).

 

EDIT

Niestety, okazało się z czasem, że poziom powoli, ale stabilnie się obniża i coraz więcej czasu zajmują rozważania iście z kiepskiego romansu, a coraz mniej ciekawe, w miarę realistyczne rozdziały. No cóż. A zapowiadało się przyzwoicie… :(. Ja dałam sobie spokój w połowie, jeśli ktoś doczyta dalej i stwierdzi, że jednak warto, niech da znać :).

Podsumowanie roku 2017

Skończył się nam stary 2017 rok, nadszedł nowy 2018, a z nim tradycyjne podsumowanie kulturalne minionego roku na moim blogu. Jak już wspominałam rok temu, mimo iż niby jest to podsumowanie minionego roku, to tak naprawdę jest to toplista rzeczy, z którymi JA zapoznałam się w ubiegłym roku, a nie takich, które zostały wydane w tym roku. Zatem może być i tak (i raczej będzie, znając moje tempo zapoznawania się z osiągnięciami kulturalnymi), że znajdą się tu utwory wydane 10 czy 15 lat temu.

…i tak po prawdzie, jak naszkicowałam sobie w umyśle swym, co chcę tu wrzucić, to wyszła lista klasyków, które prawie wszyscy znają… no cóż, pocieszam się, że skoro istnieję ja, która dopiero się z nimi w tym roku zapoznałam, to może istnieją i inne rodzynki, które jakimś cudem tych tytułów/nazw nie znają…. No nic, jakby nie było, to i tak zaczynamy :):

Blog roku – Rybie udka

Blog traktujący o komiksach (głównie superbohaterskich) i książkach sci-fi i fantasy, który odwiedzam co jakiś czas już od kilku lat. W tym roku jednak zaskarbił sobie wyjątkowo moją wdzięczność, albowiem w końcu przeczytałam „Młot” i „Zabójczy żart”, które polecał. Warto było :).

Książka roku – „Młot”, K. J. Parker

Ten rok wyjątkowo mi obrodził w dobre książki, w efekcie czego ciężko było wybrać tę jedną, zwłaszcza jeśli porównuje się tytuły z różnych gatunków. Koniec końców wygrał „Młot” Parkera, gdyż niemal wszystkie elementy, których oczekuję w książce są w tym tytule dopieszczone – tj. jest wciągająco, jest realistycznie, są i rozważania moralne poważne. Jedyna wada, która niezmiennie niezmiernie mnie irytuje to niestabilny punkt widzenia narratora. Ewentualnie kogoś może drażnić też, że autor sprawia wrażenie, jakby nie mógł zdecydować się, jaką książkę pisze… Przygodową? Kryminał? Psychologiczną? Coś jeszcze innego? Mnie tam nie przeszkadzało, i tak nie lubię ani nie umiem szufladkować książek. Tak czy siak polecam.

Komiks roku – „Zabójczy żart”, Alan Moore, Brian Bolland

Klasyka klasyków. Ludziom czytającym komiksy nawet nie ma sensu polecać. Ludziom nie czytającym komiksów powiem tyle, że to jeden z najważniejszych tomów Batmana przedstawiający historię Jokera. Z mojego punktu widzenia wart uwagi przede wszystkim ze względu na genialny monolog Jokera dający wgląd w to, jak może wyglądać świat szaleńca „od wewnątrz”.

Film roku – „Biała wstążka”, Michael Haneke

Film, którego zapewne (znowu) nie trzeba przedstawiać kinomanom, aczkolwiek recenzje są rozbieżne i często widzę zarzuty wtórności. Powiem szczerze, że filmów oglądam mało, Hanekego obejrzałam pierwszy, więc problemu nie widzę. Zwłaszcza że filmów o smętnej ludzkiej naturze nigdy nie jest za mało, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Ja zatem polecam, jeśli tylko chcecie wciągający i równocześnie przygnębiający film o tym, jak ponure potrafią być (i często są) interakcje międzyludzkie, zwłaszcza w małych, zamkniętych społecznościach.

Serial roku – „Breaking Bad”

Tak, tak, znam tylko jedną osobę, która tego nie widziała i zapewne jest jedyną osobą na świecie. Jeśli jednak jest Was więcej i macie ochotę na coś wciągającego i przygnębiającego (bo „Biała wstążka” to było za mało), to polecam szczerze, przynajmniej pierwszy sezon (bo na razie tyle obejrzałam). Co mnie zaskakuje tylko, to ogromna popularność tego serialu. Jest realistyczny. Jest przygnębiający. Nie bardzo jest to połączenie cieszące się wzięciem mas… a jednak. Ktoś mi to wyjaśni? Społeczeństwo ma przebłyski dojrzałości między „Zmierzchem” a Grayem?

Gra roku – Dragon Age Origins, BioWare

To w ogóle jest mój utwór roku w ogólności i uzależnienie roku i miłość roku i jak to tam jeszcze nazwiecie. I tradycyjnie klasyk klasyków. Jeśli jednak nie gracie w gry i nie znacie tego tytułu, to może warto zacząć właśnie od niego? Przynajmniej jeśli chcecie bardzo dobrą historię, z bardzo szerokim wachlarzem wyborów, z których część jest wcale nieoczywista moralnie, z wciągającymi romansami, interesującymi bohaterami, no i niezbyt trudną (jeśli ja dałam radę, co tutoriala w Mass Effect nie jestem w stanie przejść, to każdy da radę), to zdecydowanie bardzo niezmiernie niesamowicie gorąco z całego serca POLECAM! Chyba że macie alergię na fantasy. Choć myślę, że nawet z alergią na fantasy warto choć troszkę spróbować (wówczas szczególnie polecam zacząć grę, pomimo Waszej alergii na elfy, właśnie elfem, ale nie magiem czy dalijskim, ale koniecznie miejskim).

Album roku – Undertale, Toby Fox

Przyznam, że jakoś ubogi był ten rok w albumy. Z tych nielicznych, które przesłuchałam, ścieżka dźwiękowa do gry Undertale była jedyną, która pozostała mi na dłużej w pamięci ze względu na mój wielki sentyment do muzyki ze starych gier, tj. gier stworzonych na NESa, SNESa czy wczesnego PSXa. Autor Undertale ewidentnie jest wielkim miłośnikiem tejże, gdyż w swoich utworach doskonale oddaje nastrój tamtych gier, perfekcyjnie wychwytując charakterystyczne dlań motywy i doskonale przywołując atmosferę tamtych lat. Prywatnie szczególnie uwielbiam utwory Heartache i ASGORE :).

Utwór roku – ‚Sing me to sleep’ Marshmello remix

O ile albumów ciekawych było mało, o tyle pojedynczych kawałków więcej. Po długich trudach wybrałam po prostu ten utwór, którego słuchałam najwięcej razy. Polecam szczerze, bo gitara elektryczna jest tam cudowna (co prawda ja się nie znam, ale co tam, słucha się świetnie :) )

Wystawa roku – Najpiękniejsza szopka, Muzeum Etnograficzne we Wrocku

Oj, było tych wystaw ciekawych w tym roku całkiem sporo… koniec końców wybrałam szopki robione przez dzieci, bo mimo wszystko jednak nieskończona pomysłowość dzieciaków (a pewnie i rodziców trochę też ;) ) jest nie do przebicia przez żadnego, najbardziej nawet twórczego artystę :). Poza tym zawsze to pozytywny akcent. Wystawa organizowana jest co roku, ale nie gwarantuję, czy co roku jest równie ciekawa, bo, wiadomo, eksponaty się zmieniają :). …chyba ;).

Deviant roku – https://bowenbonsai.deviantart.com/gallery/

Przepiękne minidrzewka bonsai wykonane z drutu

Restauracja roku – „Bułka z masłem” na Włodkowica we Wrocku

Trochę tytuł dostaje na kredyt, bo byłam tam tylko raz i to na raptem przystawce (która była olbrzymia nota bene, jak na przystawkę) i drinku, ale oba były przepyszne. Ilość pozytywnych opnii na Google Maps też raczej sugeruje, że warto się wybrać. Tu wstawiam też niedokońcakryptoalenapewnoreklamę bloga, którego autorka mnie wyciągnęła do tej restauracji – http://pearlsvision.blogspot.com/

Przepis roku – łagodny żurek

Bardzo prosty przepis. Czyli taki, jakie uwielbiam :). Do przeczytania na https://www.przyslijprzepis.pl/przepis/delikatny-zurek-z-jajkiem

PS:

Żarełko roku – pierożki z grzybami z Bacówki :)

Alkohol roku – każda Soplica smakowa <3 ;)

PS2

Jak ktoś już dotarł aż tak daleko, to życzę świetnego kolejnego roku! Jak najmniej problemów, wsparcia w nich i jak najwięcej przyjemnych chwil (w tym spędzonych na fajnej fanfikcji poznanej dzięki mnie :) ), a także pinionszkuf, oczywista rzecz

Świąteczny post 2017

Witam znowu serdecznie czy inne tam dzień dobry bardzo, jeśli kogoś „witam” razi niezmiernie (choć w tym kontekście wydaje mi się poprawne, ponieważ to Wy zawitaliście w te progi, by czytać poniższe wypociny). Poniżej będzie spóźniony odrobinę post świąteczny (aczkolwiek Święta się niby jeszcze nie skończyły, więc powiedzmy, że zdążyłam dobiec na przystanek w ostatniej chwili), więc Czytelników, którzy czują obrzydzenie czy naruszenie ich uczuć religijnych tą tematyką uprasza się o wpadnięcie tu na Nowy Rok, ewentualnie zostawienie sugestii dotyczących innych Świąt, które powinny zostać nadmienione na blogu, by nie było, że katolicka i pseudokatolicka, a także byłokatolicka, a teraz już tylko tradycyjna większość dyskryminuje kogoś ;).

Tak więc primo: udanej resztki Świąt Wam życzę, czy to w duchu religijnym czy w duchu przyjemnej tradycji, z dala od kłótni, za to bardzo blisko przyjemnego wypoczynku, co byście poszli do swych zadań codziennych zregenerowani, a nie wykończeni (tak, wiem, łatwo mi, singlowi bezdzietnemu, z bardzo małą rodziną, mówić ;) ). Pozdrawiam również uczniów i innych studentów, co do żadnych zadań póki co nie wracają (kiedyś i Wam się dobre skończy :P ).

Secundo, poza ogólnymi życzeniami stwierdziłam, że w duchu świątecznym złożę również imienne życzenia szczególnie zaprzyjaźnionym (czy przynajmniej tak przeze mnie postrzeganym ;) ) blogom, czyli:

Artysta nie posiada ciała , którego to bloga Autorka jest na tyle miła, by skrobnąć czasem jakiś komentarz, a który to blog jest świetnie napisanym blogiem o wszystkim i o niczym, z dużą ilością bardzo praktycznych porad życiowych (zwłaszcza przepisy polecam!)

Pogderanki wachmistrzowe – niezmiernie ciekawy blog o historii Polski (zwłaszcza polskiej wojskowości), napisany staropolskim językiem przez człowieka o ogromnej wiedzy z tej dziedziny, który nie tylko z niezmierną życzliwością zawsze odpisuje na liczne komentarze na swoim blogu, ale i nawet wpadł tutaj napisać mi życzenia :)

Węglowy szowinista – tym razem niezmiernie ciekawy blog o nauce, pełen zarówno interesujących ciekawostek, tekstów obalających mity, świeżych newsów za świata odkryć, jak i recenzji wartych uwagi książek. Wspieram go na Patronite niewielką kwotą, co i Wam polecam, bo naprawdę warto!

Tertio, z okazji tej pięknej od miesiąca siedziałam w fikach z motywami świątecznymi, żeby klimatycznie coś tu wrzucić odpowiedniego, ale oczywiście szukajcie, a i tak guzik znajdziecie, innymi słowy nic na poziomie niestety nie przeczytałam. Nawet nic nie było na absolutnym antypoziomie, co można by jako dowcip wrzucić. Tak więc logiczny i smętny wniosek z tego, że nic nowego dla Was nie mam i zwalam winę na kiepski poziom morza wypocin netowych :(.

Quarto, ponieważ nic nowego nie znalazłam, to pozostaje mi tylko przypomnieć co ciekawego z motywami świątecznymi już się było pojawiło w długiej i ubogiej historii tego bloga:

Dla każdego gwiazda – trzecia część znanego cyklu Slytheriniada, traktująca w ogólności o interakcji pewnej sierotki ślizgońskiej i internetowej wersji Snape’a (tzn. Snape’a w takiej wersji, w jakiej przedstawia go internet, to jest klimatycznego, inteligentnego, sarkastycznego, dobrego człowieka, czyli nie do końca jak w oryginale… ;) ), a w szczególności w tym opowiadaniu o Świętach tejże sierotki w Hogwarcie. Przyznaję, że lukru świątecznego, słodkokwaśnego jest tu dość dużo, co nie każdemu przypadnie do gustu, ale przyjemnej świątecznej atmosfery też sporo i humoru niezłego

Ad Astra Per Aspera – niedawno wspominane przeze mnie bardzo przytulne, cieplutkie i pogodne romansidełko ze Spockiem i Kirkiem w roli głównej. I atmosferą i faktem, że w jednym rozdziale prym wiodą Święta u Kirka w domu bardzo pasuje do czytania z czekoladą gorącą przy choince (chyba że jest to ultrakatolicka choinka zakazująca czytania homoseksualnych romansów :( )

Quinto: postwigilijny offtop. Jeśli nie będzie się Wam chciało robić uszków w przyszłym roku, to gorąco polecam pierożki z grzybami z Bacówki. PRZEPYSZNE. Również polecam morszczuka w cieście, którego kupiłam w Stokrotce (aczkolwiek chyba jestem jedyną osobą na świecie, której się nie chciało samodzielnie usmażyć ryby na Wigilię :D. Na niewielkie usprawiedliwienie dodam, że Wigilię spędzałam sama i jeszcze byłam w pracy prawie do 15ej ;) ). Offtop nie jest sponsorowany przez Bacówkę ani Stokrotkę (a w sumie szkoda, bo kasa się przydałaby po świętach ;) )

No to tyle na dziś. Dalej będę szukać dobrych fików, ale sami widzicie, jak ciężko z tym… Na pociechę, niedługo będzie tradycyjny noworoczny offtop :).

Czytadło ze Star Treka 2009 #03

Znów nie było mnie tu dwa miesiące. Stwierdzam ów fakt z najwyższym zażenowaniem dodatkowo zakrapianym wyraźnym nieukontentowaniem z moich osiągnięć w dziedzinie blogowania. I nawet nie bardzo jest to czym usprawiedliwić… Cóż, przynajmniej wciąż nie jest to smętny poziom pisania raz na kwartał. Niemniej pamiętam o Was i brnę sobie powoli przez różne kwiatki wyrosłe na żyznej glebie fantazji początkujących pisarzy.

Póki co, to nie mam nadal niczego wybitnego, więc będziemy musieli poprzestać na kolejnym czytadle (w dodatku kolejnym ze Star Treka), które zatrzymało mnie na tyle, by chciało mi się czytać do końca. Czytadełko jest na podstawie serialu z 2009 roku, a jego akcja zaczyna się w Akademii, po wesołej działalności Nerona.

Pierwsze rozdziały opisują podnoszenie się Akademii po ciosie, jakim była utrata dużej części kadry profesorskiej, w czym czynny udział bierze James T. Kirk; następne zabierają nas na kilka pierwszych misji Enterprise pod nowym dowództwem wyżej wspomnianego młodego kapitana. Całość obserwujemy oczami Spocka i w teorii jest to kolejny spirk (czyli romans między owym Wolkanem a jego dowódcą). Czemu w teorii? Bo w praktyce przez dobre trzy czwarte historii nie dzieje się tam zupełnie nic romansowego, no może poza bardzo rzadkimi pojedynczymi myślami Spocka, zresztą iście wolkańsko powściągliwymi. Romans rozkręca się dopiero w kilku ostatnich rozdziałach, a i tu obywa się bez żadnych scen seksu. Tak więc mimo iż zamierzeniem autorki była opowieść o miłości pomiędzy oboma panami, to w praktyce wyszła jej typowa przygodowa opowiastka, wykorzystująca wszystkie dobrze znane nam chwyty z seriali przygodowych – ataki w niespodziewanych momentach (najczęściej tych cichych i pogodnych, żeby był większy szok i smutek ;) ), chytre intrygi arcywrogów Kirka, pełne akcji misje, dramatyczne sceny umierania-ale-jednak-nie-do-końca kluczowych charakterów itp itd. Jest też trochę przyzwoitego, a w kilku momentach nawet i bardzo dobrego humoru, jest trochę przesadnie rozdramatyzowanych (w akcji, nie zachowaniach bohaterów) czy zakrawających na podniosłość scen, trochę nieśmiertelnego kiczu w momentach okołośmiertelnych i co prawda nie jest to zdecydowanie nic wybitnego, ale w swojej kategorii czytadełka przygodowego jest napisane mocno wciągająco i nie razi jakąś koszmarną naiwnością. Ludzie liczący na dobry romans raczej się zawiodą, aczkolwiek jego zaletą jest to, że jego największą wadą jest, że prawie go nie ma ;) (autorka chyba podświadomie wyczuwała swoje ciągoty do Wielkiego Romantycznego Kiczu, więc ograniczała się, jak mogła, zatem efekt jest całkiem do przeżycia).

Tak więc można przeczytać, jeśli jest się fanem Kirka bądź Spocka bądź Star Treka w ogólności i chciałoby się z czymś tam nowym zapoznać z tego fandomu czy po prostu rozerwać się nad typowo przygodowym, pełnym akcji czytadełkiem.

Język jest angielski, rozdziałów 25 i linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/5344838/1/Atlas

Swoją drogą, fanfik ten cieszy się NIESAMOWITĄ wręcz popularnością na FFnet, mając prawie pięć tysięcy uwielbień, co jak na ten portal jest liczbą ogromną. W sumie to dziwi mnie to, bo aż TAK wybitny nie jest. Ale z drugiej strony przynajmniej nie jest tragiczny (a jak wiadomo, takie „50 twarzy Greya” też się cieszy ogromną popularnością… tak więc gustów ludzi biez wodki nie razbieriosz).

PS Już całkowitym offtopem, jeśli chcecie słodki niekanoniczny komiks spirkowy, to bardzo prosię:

neetols.tumblr.com/post/160880083698/prequel-a-prequel-to-whatever-this-is-pre

(link sobie skopiujcie, bo jak wstawiam działający, to mi całą stronkę wkleja)

Post Navigation

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Subiektywnie o finansach - Maciej Samcik

Prześwietlam produkty finansowe, informuję o nowościach w świecie pieniędzy, daję porady dotyczące rodzinnego portfela

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny