Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Shipmates, Star Trek 2009

Zgodnie z obietnicą dziś recenzja z tzw. prawdziwego zdarzenia fanfika z uniwersum Star Treka. Analizowane w tym wpisie opowiadanie dotyczy wydarzeń z alternatywnej rzeczywistości przedstawionej w najnowszych filmach i koncentruje się na odpowiedzi na pytanie, jak doszło do tego, że Spock uczył w Akademii. Autorka słusznie zastanawia się nad tym, czemu tak młody i zdolny oficer miałby zajmować się uczeniem młodych kadetów zamiast latać na misje i tworzy bardzo ciekawą historię ten fakt wyjaśniającą.

Jak można się zatem domyślić całe opowiadanie koncentruje się na Spocku i obejmuje krótki okres na parę lat przed wydarzeniami z pierwszego filmu, w którym to okresie pół-Wolkanin podejmuje ostateczną decyzję o odsunięciu się od czynnej służby w kosmosie. Z reminiscencji dowiadujemy się o jego wcześniejszej, niebezpiecznej misji w pobliżu terytorium Romulan, jej niezbyt udanym zakończeniu, bolesnej decyzji, jaką musiał podjąć i traumie, jaką w nim zostawiła rzutując na aktualne postanowienia życiowe.

Nie należy się jednak obawiać, że to typowo introspektywna historia, gdzie czytamy tylko i wyłącznie o emocjach i wspomnieniach jednej postaci; wręcz przeciwnie fanfik jest wielowątkowy. Poza tym, co przechodzi Spock w związku z odbytą misją obserwujemy też jego aktualne zadania, a są to wątki bardzo ciekawe – rozwiązanie zagadki katastrofy statku, na którym wcześniej służył oraz pomoc w postępowaniu przeciwko kadetom, którzy oferowali usługi o jednoznacznym charakterze w zamian za poprawę stopni w systemie. To drugie z rutynowego dochodzenia przekształca się w polityczne bagienko, kiedy okazuje się, że sprawa zaczyna dotykać osób na wysokich stanowiskach, tajnego projektu dotyczącego sztucznej inteligencji i poddaje w wątpliwość bezpieczeństwo całej Federacji, a także naszego, właśnie budowanego, w przyszłości sławnego prototypu Enterprise.

Poza Spockiem jest też cała masa innych postaci; jest nieustraszona w kontaktach ze zwierzchnikami Uhura, jest seksowna i inteligentna Gaila, jest często pijany McCoy, przemyka gdzieś Kirk, jest budząca respekt wszystkich matka Spocka, jest oczywiście już żałujący niektórych swoich decyzji Pike, jest też mnóstwo postaci własnych autorki, które napisane są bardzo dobrze, przekonująco i tak świetnie pasując do wszystkiego, że łapałam się na sprawdzaniu, które z tych postaci są oryginalne, a które rzeczywiście istniały w uniwersum Star Treka.

Opowiadanie jest ciekawe, bez dłużyzn, akcja goni akcję, a nowy wątek kolejny wątek, choć wszystko z sensem splecione; postaci oddane wiernie; humor jest naprawdę doskonały; różne drobne scenki są świetnie przemyślane, naprawdę warto poczytać.

Żeby nie było tak słodko, to oczywiście są i pewne wady. Jeden z głównych wątków ma koszmarnie schematyczne rozwiązanie. Cały poprowadzony jest bardzo ciekawie, ale sam finał żywcem wyjęty z najbardziej wyświechtanych historii. Troszeczkę razi, ale da się przeżyć. Poza tym kilka rozdziałów pod koniec było ewidentnie pisanych w pośpiechu, bo czuć, że nie zostało to porządnie zbetowane, a i styl pisania w nich jest trochę gorszy niż w poprzednich (ale opowiadanie było pisane na przestrzeni kilku lat, więc znam ten ból, gdy nie można siąść parę miesięcy na tyłku i napisać jednym ciągiem wszystkiego – później właśnie takie są efekty, że człowiek traci klimat i styl danej historii). Ogólnie też momentami pojawiają się drobne babole autokorekty. Można na upartego przyczepić się do zmiennego punktu widzenia, co ja zawsze traktuję jako wadę, jeśli nie jest to ładnie konstrukcyjnie kontrolowane, ale trzeba przyznać, że tu nie rzuca się to w oczy znów tak mocno. Choć momentami narrator stosuje spockowy sposób określania przedmiotów nawet gdy to nie Spock jest narratorem ;). No i oczywiście jest nieskończone, typowy problem wielu dobrych opowiadań, ech. Niemniej ma 25 rozdziałów i wiele wątków zostaje w nim rozwiązanych, więc nie zostajemy z milionem pytań i silnym niedosytem.

Co do samego autora bądź autorki – nic o niej nie wiadomo niestety. Poza Star Trekiem ma tylko dwa inne opowiadania, a szkoda że tak mało, bo pisze dobrze.

Tak więc polecam

https://www.fanfiction.net/s/5300836/1/Shipmates

Czytadła z Dragon Age Origins #03

Dziś znowu Dragon Age Origins. Tym razem mamy parę czytadełek koncentrujących się na Alistairze. Tym razem są zdecydowanie mniej przygnębiające (i bardziej realistyczne) niż w poprzednim odcinku.

W pierwszym Alistair, zgodnie z jedną z opcji dostępnych w DAO, zostaje królem u boku Anory. Opowiadanko przedstawia nam kilka dni z życia nowego króla Ferelden w stosunkowo nietypowej sytuacji, bo podczas oficjalnej wizyty na dworze w Orlais. Alistair bliżej poznaje tutejszą kulturę i obyczaje dworskie oraz bierze udział w co bardziej popularnych rozrywkach mając u boku wierną strażniczkę (nie Bohaterkę Ferelden), która pochodzi właśnie z tego kraju.

Opowiadanko króciutkie, raptem dwa rozdziały, ale czyta się bardzo przyjemnie, jest wprowadzonych kilka bardzo dobrych małych wąteczków, ogólnie polecam.

https://www.fanfiction.net/s/6171946/2/The-Rain-in-Val-Royeaux

W kolejnym opowiadanku, jeszcze krótszym, mamy kilka scenek z życia Alistaira i jego rozmyślań związanych z jego ojcem, Marikiem. W tej wersji zdarzeń Alistair zostaje królem samodzielnie i możemy zaobserwować jak zmieniało się jego podejście do Marika wraz z upływem czasu. Czytadełko dobrze napisane, wciągające, polecam.

https://www.fanfiction.net/s/5670455/1/King

Dodam, że już w następnym odcinku będzie recka z prawdziwego zdarzenia, ze Star Treka 2009 :)

Czytadła z Dragon Age Origins #02

W dzisiejszym odcinku mamy króciutkie i dobrze napisane czytadełka z Dragon Age Origins.

Pierwsze koncentruje się na Wynne i obejmuje parę dni z jej młodych lat w Wieży Magów. Wynne ma w nim pomóc w wypędzeniu demona z ciała jednego z członków nowicjatu templarskiego. Przy okazji mamy krótki wgląd w codzienne życie (w tym romanse) młodych magów mieszkających nad Jeziorem Calenhad. Niby nic wielkiego, ale przyjemnie się czytało. Gratka dla wszystkich fanów Wynne, ale też i w ogóle przyjemne czytanie dla każdego nieuprzedzonego do tej postaci fana Dragon Age.

https://www.fanfiction.net/s/6455435/1/The-Taste-of-Strawberries

Drugie jest dość ponure pod względem tematu – jest odpowiedzią na wyzwanie „opisz śmierć Alistaira”. Jest bardzo dobrze napisane, wciągające, z ciekawym wątkiem dodatkowym z Morrigan. Przyczepić można się tylko do tego, że nie do końca pewne zachowania i rozwiązania pasują mi do oryginału – po pierwsze opowiadanie to zakłada, że Strażniczka jest zakochana w Alistairze i absolutnie nie widzę tego, żeby w takiej sytuacji doszło do skazania Alistaira. Wygnanie owszem, jeszcze pasuje, ale nie ma fallusa w Lothering, żeby zakochana Strażniczka pozwoliła sobie na jego zabicie. Druga sprawa to zachowanie Morrigan. Nie powiem, bo ciekawy wątek, nietypowy pomysł, ale i tak jakoś nie do końca widzę, żeby ona tak się zachowała. Ale i tak czyta się dobrze, polecam.

https://www.fanfiction.net/s/6323693/1/This-is-Going-to-Hurt

Kolejne czytadełko to ledwie krótki wpis w kodeksie – list znaleziony przy ciele kobiety w Cumberland. Wpis ten z nietypowej perspektywy naświetla nam, jak mogłaby się potoczyć historia Ferelden, gdyby Strażnik przegrał z kretesem na sejmie szlacheckim. Ciekawy pomysł na fika, dobre wykonanie.

https://www.fanfiction.net/s/6285756/1/The-Last-Days-of-Ferelden

Podsumowanie noworoczne 2020

Jak co roku początkiem stycznia ląduje na moim blogu offtopowe podsumowanie kulturalne ubiegłego mojego roku. Jak co roku nie są to tytuły, które zostały wydane w tym roku, a po prostu te, z którymi ja się zapoznałam w tym okresie. To lecimy z tym ekogroszkiem (ba dum ts).

Książka roku – „Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao” Junot Diaz

Było w czym wybierać, niemniej bezapelacyjnie wygrywa Oscar Wao. To niezwykle napisany utwór o realiach życia Dominikańczyków w okresie dyktatury generała Trujillo (nie tak znów odległe czasy, bo świeży wciąż dwudziesty wiek). Fakty przedstawione w tej książce są niezwykle przygnębiające (jak to bywa z dyktaturami, choć ta wydaje się wyjątkowo upiorna), ale przekazane w zupełnie niespodziewanej narracji – pełnej humoru, ironii, szyderstwa, nawiązań do popkultury, mieszającej poważne problemy z błahymi; przy tym wszystkim niezmiernie wartkiej i wciągającej. Wystarczy, że powiem, że główny bohater historii to spasiony nerd, na dodatek prawiczek, idealista i niespełniony autor książek fantasy, a opisujący go narrator to uganiający się za kobietami student kompletnie nie rozumiejący fascynacji Tolkienem czy Doctorem Who. Książka jak dla mnie doskonała pod każdym względem. Polecam każdemu. Zresztą polecam każdemu całą serię „Proza” Znaku – wszystkie znane mi tytuły w tej serii to były perełki (choć fakt, że znam niewielką część z nich)

Komiks roku – „Miracleman. Złota era” Neil Gaiman, Mark Buckingham

Może nie jest to wybitne arcydzieło wszechczasów, ale spośród przeczytanych przeze mnie w tym roku (a trochę ich było) zdecydowanie tytuł najlepszy. I mówię to jako osoba, która nie jest zbytnią fanką Gaimana. Komiks ten to ciekawa wizja utopii; mamy typowy świat, w którym wszystkim żyje się dobrze, a gdy ktoś ma problemy może postarać się o pozwolenie na wspięcie na szczyt świątyni Miraclemana, by poprosić go o spełnienie swojego życzenia. Ale tradycyjnie szybko okazuje się, że piękny świat ma swoje rysy – w dalszym ciągu ludzie umierają, chorują, szukają sensu życia, miłości, czują się niespełnieni twórczo czy rodzinnie… co w tym takiego ciekawego i nowatorskiego? Ano sposób przedstawiania tej w sumie typowej fabuły – komiks jest naprawdę różnorodnie narysowany, każda z opowieści ma swój klimat i mimo typowych pytań i problemów pozostają one w pamięci. Może nie jest to coś przełomowego, ale zdecydowanie warto się zapoznać.

Film roku – „Capote”, Bennett Miller

Bardzo realistyczne przedstawienie pisarza Trumana Capote. Obraz niezmiernie wierny, w najmniejszym stopniu nieidealizujący, świetnie pokazujący, że bycie wybitnym artystą niekoniecznie idzie w parze z byciem wspaniałym człowiekiem (co niby jest truizmem, ale widzę, że wciąż zaskakuje ludzi). Nie żeby Capote był tu ukazany jako zły człowiek. Nie jest ani szczególnie dobry ani szczególnie zły. Dokładnie tak jak większość ludzi, jakich znamy. Fascynuje śledzenie jego (niekoniecznie szlachetnych) metod pozyskiwania materiału do książki, jego walka z nią, zaangażowanie emocjonalne, które zaczyna go wyczerpywać i którego zaczyna mieć dość. Świetny portret człowieka. Dla ludzi nie w temacie – Truman Capote napisał wiele świetnych tytułów, w tym doskonałe „Z zimną krwią” – historię „zwyczajnego morderstwa” opartą na faktach. Film opisuje pozyskiwanie materiałów do tej właśnie książki przez rozmowy z mordercami, policjantami, rodziną i znajomymi ofiar i proces tworzenia samego dzieła, a także wpływ tego wszystkiego na Trumana.

Serial roku – „Sześć stóp pod ziemią”, Alan Ball

Serial znany wielu – doskonała opowieść o tzw. zwykłych ludziach i ich zwykłych problemach. Co ją wyróżnia? Dotykanie wielu ignorowanych bądź źle przedstawianych w innych tytułach problemów, które jednak istnieją w życiu codziennym – od powszechności śmierci przez wszelkiej maści problemy (nie zawsze będące stricte problemami, choć nieraz tak postrzegane przez wielu) natury seksualnej po konflikty na linii kariera zawodowa/odpowiedzialność za rodzinę itp. Serial bezpruderyjny, realistycznie przedstawiający najróżniejsze charaktery i podejścia do życia, wciągający, momentami bardzo zabawny, momentami bardzo przygnębiający. Przede wszystkim nieosądzający! Chyba pierwszy raz widziałam gdziekolwiek tak doskonałe i wcale nie negatywne przedstawienie seksoholika i jego problemów życiowych! Nie mówiąc, że jest to w końcu jakiś obraz, gdzie nie tylko nie ma problemu, gdy całują się geje, ale są najzwyklejsze w świecie sceny seksu gejowskiego! Aż dziw że w Polsce nikt przeciw tym bezeceństwom nie protestował. Jedyne, do czego ja mogłabym się przyczepić, to fakt, że seks zajmuje bardzo wiele miejsca w życiu każdej jednej postaci i brakuje mi tu jakichkolwiek reprezentantów asów czy demi (no był jeden chyba as przez chwilę, ale był przedstawiony trochę jak dziwak). No i jedyna weganka jest tu przedstawiona trochę negatywnie, co mocno irytuje. Ale i tak jest naprawdę dobrze.

Gra roku – PySol (fanclub edition)

W tym mroku bardzo słabiutko było u mnie z grami, był to bardziej rok filmów i komiksów. Niemniej i tu jest jakaś perełka – tym razem wyjątkowo nie będzie to żadna gra z fabułą a logiczna. PySol jest najlepszym programem do pasjansów (a także paru innych gier), jaki znam. Co prawda można się przyczepić, że nie ma takich bajerów jak sortowanie pasjansów według poziomu trudności czy szans na wygraną, ale przebija wszystkie ilością dostępnych gier. Wszelkiej maści pasjansów jest tam nie przesadzając parę setek. Do tego dochodzą nietypowe pasjanse, grane innymi taliami niż powszechnie nam znana, a także dodatkowe gry typu mahjongg, shisen-sho, hex-a-deck itp. Głównie jest to jednak program do pasjansów i jest w tym świetny. Wersja niestety tylko angielska, ale program jest na tyle prosty w obsłudze, że metodą poklikania we wszystko szybko połapiemy się, o co chodzi. Dużym plusem jest to, że przy każdym można włączyć demonstrację gry, dzięki czemu możemy połapać się, o co chodzi w danym pasjansie (część pasjansów ma opisane zasady ich układania, ale jednak przy takiej ilości nie są przy każdym). Kolejny plus to możliwość oznaczenia ulubionych pasjansów, dzięki czemu nie trzeba ich wyszukiwać spośród tak wielu. Gorąco polecam każdemu, kto lubi gry logiczne. Nie każdy pasjans to tępe przekładanie kart! W części trzeba wykazać się strategicznym myśleniem na wiele ruchów do przodu, w innych wymagana jest silna koncentracja na wszystkich dostępnych kartach… A, właśnie, PySol jest darmowy! :)

Utwór roku – „Everything is Nothing” Sefiros (aranżacja „Compression of Time” Nobuo Uematsu)

Nie jest to co prawda utwór, który usłyszałam pierwszy raz w tym roku, ale w tym roku wyjątkowo za mną „chodził”. Wróciłam do niego po latach i w dalszym ciągu uważam, że to jedna z najwybitniejszych aranżacji muzyki z gier w ogóle. Bardzo polecam! Doskonale sprawdza się też jako podkład do epickich momentów w książce, komiksie czy rpgu.

Deviant roku – https://www.deviantart.com/cochalita

Przepiękne, liryczne, delikatne zdjęcia natury. Może nie tzw. fotografia ambitna, ale patrzenie na te zdjęcia to czysta przyjemność.

Restauracja roku – Baraboo (Katowice)

Pyszności, uwielbiam. Zresztą w ogóle Katowice są pyszne. Polecam.

Alkohol roku – Nalewka Babuni

Polecam, jeśli kochacie słodkości. I nie jest jakoś straszliwie mocna.

Życzenia

W związku z popularnymi w Polsce i na świecie świętami Bożego Narodzenia (w części kultur) oraz Nowego Roku (w innej części kultur) życzę Wam wszystkim trochę odpoczynku od codzienności, chwili na konstruktywną i pozytywną refleksję i miłych wspomnień z tego okresu. Tym, co niczego takiego jak święta jakiejkolwiek maści nie obchodzą życzę po prostu udanego wolnego czasu :) (który można poświęcić na przykład na czytanie fanfików ;) ). I wszystkim, niezależnie od przekonań, życzę lepszego kolejnego roku!

A żeby nie było, że w tym wpisie nie ma żadnych fanfikcji, to przypominam dotychczasowe okołoświąteczne opowiadania, jakie pojawiły się do tej pory na moim blogu:

Dla każdego gwiazda – Harry Potter (można też znaleźć na ao3, jeśli ktoś nie lubi ffnet)

Ad Astra Per Aspera – Star Trek TOS

Warm – tyż Star Trek TOS

A Shadowy Christmas – Superman

To tyle, pozdrawiam!

Uranus, Boku no Hero Academia

Wahałam się czy pacnąć tę historię do czytadeł czy jednak zaliczyć do porządnej Dobrej Fanfikcji, ale uczciwie na nią patrząc naprawdę ciężko się tu do czegoś przyczepić, więc ląduje na piedestale ;).

„Uranus” jest fikiem z popularnego aktualnie anime, Boku no Hero Academia i koncentruje się na rzadkiej parze (fachowo #rarepair ;) ) – All Might’cie i Sir Nighteye’u. W sumie nie jest to tak znowu bardzo zaskakujące połączenie, biorąc pod uwagę jak długo obaj panowie ze sobą współpracowali i że Sasaki był jedynym pomocnikiem, jakiego Yagi kiedykolwiek zaakceptował. Mimo wszystko fiki z nimi nie cieszą się aż taką popularnością jak nie mający zbyt dużego sensu erasermight.

„Uranus” nie jest typowym romansem – nie ma tu scen seksu; bliskości fizycznej są wszystkiego aż dwa pocałunki na całe opowiadanie. Przez 90% czasu panowie nawet nie są parą – najpierw długo mamy do czynienia z jednostronnym uczuciem nieodwzajemnianym przez Toshinoriego, a po krótkim okresie bardziej intymnej zażyłości Sir Nighteye, jak wiemy, opuszcza All Mighta. Ten ostatni nie zabiega o jego powrót i spotykają się dopiero, gdy Mirai umiera.

Opowiadanie jest dość krótkie – jeden długi rozdział – i opisywane z punktu widzenia Sasakiego. Bardzo dobre wrażenie robi styl autora/autorki – wiedzie nas on/a przez całe życie Nighteye’a – od wczesnego dzieciństwa, gdy świat wciąż jest nieustabilizowanym po pojawieniu się Darów i co za tym idzie niebezpiecznym i niesprawiedliwym miejscem przez pierwsze spotkanie z młodym jeszcze Yagim, postępującą fascynację zyskującym popularność All Mightem, współpracę z nim, aż po konflikt i śmierć Miraia. Wydawałoby się, że taka koncepcja skończy się czymś długim i nudnym, ale autor(ka) stawia na serię krótkich a bardzo trafnych i zostających w pamięci scenek z różnych momentów życia Nighteye’a. Dzięki temu unikamy jakichkolwiek dłużyzn, a całość składa się w ciekawą, choć niewesołą historię Sasakiego.

Niestety właśnie fik jest raczej przygnębiający. To nie miły, ciepły romans pokroju „Transformations” idealny na święta – ludzie tu giną, związki rozpadają, a człowiek pozostaje z przeświadczeniem, że ma się zbyt mało czasu i na dodatek często nie jest on wystarczająco dobrze wykorzystany. Ale cóż, tak właśnie jest w życiu. Warto „Uranus” przeczytać, jeśli lubi się Sir Nighteye’a albo w ogóle Boku no Hero Academia. To jeden z tych fików, które bardzo dobrze rozwijają ledwie zarysowane w oryginale wątki.

Na koniec tradycyjnie wspomniałabym o autorze/autorce, ale niestety nie za wiele o nim/niej wiadomo. Ma na koncie bardzo niewiele fików, głównie z BNHA. Szkoda. Tak czy siak polecam gorąco „Uranus”. Co charakterystyczne ma bardzo mało kudosów, co jak zwykle świadczy o tym, że dobre rzeczy nie zawsze są doceniane.

https://archiveofourown.org/works/22485103

PS: Jak już jesteśmy w klimatach Sir Nighteye’a to nigdy nie przestanę się śmiać z tagu „no beta we die like sir nighteye” XD.

Czytadło z Young Justice #01

Dziś mamy czytadełko z Young Justice czyli po polsku Ligi Młodych (jeśli wierzyć Wikipedii). Historyjka opiera się na założeniu, że Wally ginie w jednej z misji, by zostać odnalezionym żywym w jednym z laboratoriów Cadmus kilka lat później. Opowiadanie przedstawia powrót Wally’ego do świata żywych i na celu ma głównie humorystyczne i ciepłe opisanie relacji pomiędzy różnymi postaciami z szeroko pojętego kręgu Young Justice i ich rodzin oraz przyjaciół.

Czyta się miło, fabuła wciągająca, dialogi zabawne; jedyne, co dla mnie było stosunkowo trudne do przełknięcia to specyficzny styl – narracja jest notorycznie rozrywana wewnętrznymi uwagami bohaterów w sposób, który w moim opinii trochę psuje płynność opowieści i wymaga mocno skoncentrowanej uwagi. Albo może to tylko ja nie jestem przyzwyczajona do tego typu pisania. Tak czy siak polecam, jeśli lubicie Young Justice i ich przyjaciół.

https://www.fanfiction.net/s/8119798/1/We-Were-Once-Perfect

Coś na poprawę humoru

Dziś coś zupełnie nietypowego, niemniej jak najbardziej w temacie. Już dawno miałam Wam podrzucić bardzo zabawną youtuberkę, która dość sympatycznie i autokrytycznie podśmiewuje się z fanfików, ich twórców i odbiorców – ColeyDoesThings . Na jej kanale można znaleźć bardzo przyjemne i humorystyczne filmiki o typowych motywach w fanfikcji, typowych problemach czytelników, typach odbiorców itp itd. Każdy, kto siedzi w tej sferze i zna angielski na pewno poprawi sobie humor jej nagraniami. Polecam!

Czytadła z Boku no Hero Academia #01

Dzisiaj mamy sporo czytadełek z Boku no Hero Academia, w oglądanie którego wciągnęła mnie dobra znajoma.

Pierwsze czytadełko to króciutka i zabawna historyjka o Aizawie dzwoniącym do programu radiowego Yamady. Opowiadanko opiera się na założeniu, że obaj panowie są razem. Sama fanką tego shipu nie jestem, kompletnie go nie widzę, ale fanfik jest bardzo dowcipnie i sympatycznie napisany; tchnie też pewnym realizmem życia codziennego chyba każdej pary. Bardzo miło się czyta, polecam.

https://archiveofourown.org/works/12450219

Drugie czytadło to tak naprawdę zbiór scenek z życia codziennego (głównie szkolnego, choć nie tylko) klasy 1A oraz Aizawy i Yagiego. Większość z nich ciepła, przyjemna, wiele humorystycznych, wiele naprawdę ciekawych pomysłów – może nic bardzo wybitnie ambitnego, ale przyjemnie się czyta. Nie ma praktycznie żadnych pairingów, poza bardzo bardzo delikatnie zasugerowanym TodoDeku (czyli Todoroki + Midoriya), aczkolwiek nawet tu nie ma nic wyraźnie napisanego, można w zasadzie wziąć to za przyjaźń. Polecam, aczkolwiek zaznaczam, że autorka nie trawi Bakugou. Co prawda jest na tyle miłą i sympatyczną osobą, że nie widać tego w samych opowiadankach (poza tym, że jest w nich mało Bakugou), ale są dwa metarozdziały poświęcone tylko i wyłącznie analizie tego chłopca, w której miażdży ona zupełnie tę postać. Nie zmienia to faktu, że pisze ona o nim bardzo dojrzale, sensownie i wszystkie jej argumenty są doskonale uzasadnione. Tyle że fanki BakuDeku takie jak ja teraz będą do końca życia mieć wyrzuty sumienia ;).

https://archiveofourown.org/works/13163142/chapters/30105321

Trzecie czytadełko to tylko krótka, ale świetnie napisana historia o tym, jak Aizawa dowiaduje się, że Midoriya przez większość życia był postrzegany jako pozbawiony Indywidualności.

Pewnego dnia Aizawa zauważa, że Midoriya miewa problemy z precyzyjnymi czynnościami manualnymi typu pisanie czy posługiwanie się pałeczkami. Chłopiec oczywiście nie ma najmniejszego zamiaru komukolwiek tego zgłaszać, więc Eraser Head bierze sprawy w swoje ręce. W fiku tym mamy naprawdę doskonale przedstawionego Aizawę (co nie jest takie znów częste) i świetną rozmowę, jaką przeprowadza z Deku, która pozwala mu lepiej zrozumieć zielonowłosego ucznia. Bardzo polecam!

https://archiveofourown.org/works/20854136

Czwarte opowiadanie bardzo przypomina poprzednie – i tutaj wątkiem głównym jest dowiedzenie się przez Aizawę o przeszłości Midoriyi. W tej historii akcja potoczyła się trochę inaczej – jeden z dawnych kolegów Izuku z gimnazjum daje się namówić na wywiad, w którym bardzo negatywnie wypowiada się o Deku – jego zdaniem to pozbawiony Indywidualności oszust, który dostał się do UA jakąś chytrą sztuczką. UA ma jednak (w tym opowiadaniu, ale znając Nezu pewnie i w oryginale też) restrykcyjną i świetnie działającą politykę dotyczącą nieautoryzowanych wywiadów na temat jej uczniów i w jej ramach Aizawa udaje się do dawnej szkoły Deku, aby wymóc na dyrektorze ukaranie szkalującego Midoriyę ucznia. W trakcie wizyty okazuje się dobitnie, że ciało pedagogiczne owego gimnazjum podziela negatywne nastawienie do Izuku. Aizawa wraz z Nezu wyciągają od dyrektora wszelkie możliwe informacje na temat problemów z Deku… i nadchodzi dla tej szkoły zasłużone piekło. Równocześnie Aizawa, wreszcie zrozumiawszy, z czego wynika zachowanie i różne problemy Midoriyi, jak na porządnego nauczyciela przystało, stara się przekonać go, że jego celem jest mu pomagać i że powinien był mu zaufać. Oczywiście miejsce ma również mało przyjemna rozmowa Aizawy z Bakugou.

Opowiadanie jest dłuższe od poprzedniego i powiedziałabym, że odrobinę mniej perfekcyjne (tamto w zasadzie jest doskonałe w oddaniu wszystkiego), ale i tak bardzo dobre. Polecam! Jedyne, czego mi w nim trochę brakowało, to jakiejkolwiek próby zrozumienia zachowania Bakugou. Po cichu liczyłam na podwójne odkrycie – że Bakugou również jest dzieckiem przemocowym, tyle że w tym wypadku ze strony matki. Bardzo by mi to pasowało do ogólnego wydźwięku historii, czyli faktu, jak to dorośli potrafią zepsuć dzieciom psychikę.

https://archiveofourown.org/works/22258702

Piąte opowiadanie to rzadkość – pisane jest z punktu widzenia Nezu, co prawie się nie zdarza i na dodatek jest całkiem dobre. Można się przyczepić do dosłownie jednego czy dwóch szczegółów w charakterze Nezu, ale cała reszta jest na świetnym poziomie.

Znowu jest to króciutka, jednorozdziałowa historyjka – tym razem jeden – dość ciężki – poranek z życia nietypowego dyrektora najbardziej prestiżowej szkoły średniej kształcącej bohaterów. Opowiadanie zakłada, że Indywidualność Nezu nie wpłynęła znacząco na resztę jego organów (oczywiście poza mózgiem), co oznacza że jego ciało nie jest przystosowane do chodzenia na tylnych kończynach przez cały czas. Niby drobiazg, ale w praktyce oznacza walkę z chronicznym bólem. A gdy on się nasila, nadchodzą również różne nieprzyjemne wspomnienia, których komuś z jego historią raczej nie brakuje… na szczęście jest jeszcze Aizawa i jest Yagi, a także inni przyjaźni Nezu ludzie, którzy w nienachalny sposób pokazują, że dbają o swojego dyrektora.

Bardzo przyjemny one-shot, zwłaszcza dla osób szukających czegoś dobrego z Nezu.

https://www.fanfiction.net/s/13324351/1/Just-Be-Near

Born Under a Bad Sign, Batman

Znowu mamy naprawdę dobrą fanfikcję, choć znów jest to romans. W przeciwieństwie jednak do ostatnio tu recenzowanego ‚Transformations’ tym razem nie jest to historia rozgrzewająca serca i poprawiająca humor. Wręcz przeciwnie, opowiadanie jest poważne, wręcz ponure, dość pesymistyczne, pełne przemocy i śmierci. A o co dokładnie chodzi?

Rzecz dzieje się w alternatywnym uniwersum Batmana, w czasie, gdy Damian jest już Robinem, choć wciąż jest młodziutki (10 lat, jeśli mnie pamięć nie myli). Ziemia została zaatakowana przez doświadczonych w podbojach najeźdźców; napaść została zresztą najprawdopodobniej dokładnie uprzednio przygotowana, biorąc pod uwagę, jak szybko nasza planeta znalazła się pod całkowitą kontrolą Anathemów, jak nazywa się owych obcych.

Opowiadanie nie opisuje przebiegu inwazji; zaczyna się w momencie, gdy Ziemia jest już podbita, a większość bohaterów i metaludzi zniknęła za sprawą szczególnie ich tępiących Anathemów. Z rodziny i przyjaciół Batmana przy życiu pozostaje Jason, przebywający w więzieniu razem z wieloma innymi, którzy narazili się nowej władzy oraz Damian, Tim i komisarz Gordon, którym udało się przetrwać w ukryciu w Gotham. Chociaż w przypadku Tima niestety przetrwanie to dość dużo powiedziane – trujący gaz stosowany przez Anathemów, a nieznany do tej pory na Ziemi, uszkodził jego płuca na tyle, że w skromnych warunkach życia w podziemiu jego stan stopniowo się pogarsza i nie może liczyć na przeżycie.

Atmosfera na ziemi jest dość postapokaliptyczna – ludzie są zastraszeni, małe miasteczka opustoszałe bądź przez masowe mordy bądź porwania na eksperymenty, duże miasta jeszcze jakoś funkcjonują, aczkolwiek nikt nie jest pewien swojego życia; oczywiście standardowo obiecuje się też lepsze życie każdemu, kto wyda bohatera, metaczłowieka czy po prostu buntownika. Tak więc każdy, kto chce w choć minimalnym stopniu sprzeciwiać się Anathemom musi schodzić do podziemi – w miastach często dosłownie, poza miastami oznacza to partyzantkę w lasach.

Główny wątek to Red Hood w więzieniu i jego wyczekiwanie na dogodne okoliczności na ucieczkę. Dogodnymi okolicznościami okazuje się przybycie do więzienia Dicka, który zostaje tu przywieziony z laboratoriów Anathemów i, jak się okazuje, cierpi na amnezję i wybuchy agresji. Nie należy się jednak obawiać, Dick mimo braku pamięci, jest dobrze napisany i to wciąż jest ten sam Dick Grayson, którego znamy, tyle że odrobinę bardziej wybuchowy, ale ma to sens biorąc pod uwagę jego przejścia i okoliczności. Życie w więzieniu, jak można się spodziewać, jest napisane niezwykle przygnębiająco. Anathemów nie interesuje zbytnio, co robią więźniowie – dla nich ludzie to zwierzęta. Tak więc gwałty, morderstwa, przemoc są tu na porządku dziennym. I jeśli Dick z Jasonem chcą mieć jakąkolwiek szansę na ucieczkę, niestety muszą wywalczyć sobie odpowiednią pozycję w takim miejscu. I bynajmniej nie jest to szlachetna walka. Przygotujcie się więc na naprawdę dużą dozę nieprzyjemnych sytuacji, stanu beznadziei i koszmarnych przeżyć bohaterów.

Jak już wspomniałam w teorii jest to romans – i rzeczywiście bardzo ważnym wątkiem są rozwijające się uczucia między Dickiem i Jasonem. Jak jednak można się domyślić, nie jest to ciepły, pogodny związek, a raczej coś przypominającego desperackie szukanie bliskości w tym bardzo ponurym świecie. I nie jest pozbawiony bardzo wielu tarć między oboma panami.

Dużą zaletą opowiadania jest umiejętne trzymanie w napięciu czytelnika. Jest cała masa wątków i elementów, które budzą silny niepokój i niepewność, co do tego jak potoczą się losy bohaterów. Ucieczka z więzienia wcale nie zapowiada się na szybką i łatwą; Tim jest umierający; Damian dostaje sygnał od kogoś, kto może być ocalałym członkiem rodziny (ale równocześnie może być pułapką); Jason w wyjątkowo stresujących momentach cierpi na zaniki świadomości, które zwykle kończą się zabiciem kogoś; Dick będąc ofiarą eksperymentów też przywodzi na myśl tykającą bombę… Całość bardzo wciąga, choć równocześnie ma się przygnębiające wrażenie, że to wszystko nie może się dobrze skończyć.

Generalnie polecam.

No, dobrze, nie polecam jedynie osobom, które nie lubią ciężkostrawnych tematów takich, jak tortury, gwałty, przemoc (w tym psychiczna i seksualna), bo nie brakuje tego w tym opowiadaniu. Zdecydowanie można się przyczepić do braku dokładnej bety – zdarzają się tam błędy gramatyczne czy nieprawidłowe autokorekty. I tradycyjną już wadą jest fakt, że opowiadanie jest nieskończone – jest dość długie, 40 krótkich rozdziałów, więc i tak jest co czytać, niemniej fakt ten jest irytujący, zwłaszcza że autor(ka) wciąż pisze (inne opowiadania). Ech.

Tak czy siak polecam

https://www.fanfiction.net/s/8131277/1/Born-Under-a-Bad-Sign

https://archiveofourown.org/works/408296/chapters/677130

Autor(ka) ma napisaną sporą ilość opowiadań, wszystkie z DCU, więc myślę, że zapewne warto pozaglądać i na inne, jeśli poszukujemy fanfików z tego uniwersum.

Post Navigation

Proza, Poezja, Grafika

Moje pasje artystyczne

読書と映画

Czyli co warto przeczytać

niedowiary

Czyli co warto przeczytać

Kuchnia Breni

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Czasopismo Lege Artis

Prawie wszystko, co chcieliście wiedzieć o prawie -- i nie tylko

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać