Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Czytadło Infinity War 01

Dawno, dawno temu ostrzegłam, że „w najbliższym czasie” będzie „mniej” wpisów. Jak widzicie „najbliższy czas” to już kilka miesięcy, a „mniej” to zero. W sumie nie skłamałam ;). Bardzo mi przykro, że jest jak jest, ale tak się składa, że próbuję napisać książkę dla dzieci, a także w wolnych chwilach dokształcić się z angielskiego, by się mniej zastanawiać nad przedimkami i past perfectami, poza tym mam dwie prace… więc niestety blog tymczasowo musi zapaść w drzemkę. Na pewno do niego wrócę (jeśli nie wróciłam, tzn. że umarłam i proszę bardzo, żeby pośmiertnie ktoś opublikował na ao3 moje fanfiki :D), ale póki co niestety nie spodziewajcie się wpisów.

No chyba że czasem jakaś mania mnie ogarnie i coś tam wygrzebię z netów.

Jak teraz na ten przykład :).

Z jakiegoś powodu bliżej mi niejasnego nagle zainteresowała mnie postać Ebony Mawa z Marvela (w zasadzie z MCU) i zafrapowało, czy można napisać z nim romans czy choćby cokolwiek z wątkiem romantycznym. I voila, coś tam się znalazło!

Dzisiejsze czytadełko to właśnie króciutki romans między Ebonym a doktorem Strangem. Dziwne połączenie i fanfik w sumie nie do końca przekonujący, jeśli chodzi o wyjaśnienie, czemuż obaj panowie wykazali sobą wzajemne zainteresowanie (chyba że założymy po prostu sapioseksualność), ale i tak dobrze napisany. Co prawda jako takiego romansu tam mało, a scena seksu nie została opisana, ale w sumie w tym wypadku to dobrze pasuje. Obaj czarodzieje mają dobrze oddane swoje charaktery, więc nie musicie się obawiać, że któryś z nich na siłę został przeformowany, żeby można było stworzyć ten romans. Generalnie polecam, choć oczywiście zastrzegam, że to tylko króciutkie czytadełko, ale w sumie interesująca para i dobre wykonanie założenia, jakim było połączenie obu tych magów.

https://archiveofourown.org/works/18932584

Zatem do zobaczenia kiedyś, raczej później niż szybciej, ale obiecuję, że tu wrócę, bo fanfiki to moja raison d’etre :).

Walentynkowy wpis 2022

Tak, wiem, że z opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale :). Na Walentynki tradycyjnie wrzucam romansidełka – dziś niestety tylko dwa i oba ze scenami seksu, w związku z czym przepraszam bardziej „waniliowych” Czytelników, że niestety nie znalazłam dla nich niczego bardziej niewinnego. Postaram się na przyszły rok bardziej :)

W tym roku głównymi bohaterami są Eddie Brock i Venom. Wszystkim zaskoczonym przypominam, że rzeczywiście są oni kanoniczną parą w komiksach i nawet mają parę dzieciaków :).

Less Defined as Days Go to historia mająca miejsce po pierwszym filmie, w której obserwujemy rozwijającą się relację pomiędzy Eddiem, Venomem, Annie i Danem. Fanfik jest niezmiernie przyjemny, ciepły, idealny na (po)walentynkowy wieczór przy kominku. Mamy w nim sympatyczne wspólne obiady, pikniki, wspólne gotowanie, granie w karty; takie właśnie klimaciki. Mamy jedną scenę seksu, która jest całkiem nieźle napisana, ale szczerze powiedziawszy, więcej miejsca w historii zajmuje jedzenie niż ciupcianie ;) (swoją drogą to jest jedna z cech, które uwielbiam w fikach z Venomem – tam ciągle coś się je :) ). Fanfik dąży do stworzenia poliamorycznej rodzinki między całą czwórką, ale jako że niestety jest nieskończony, to nie dochodzi do niczego więcej pomiędzy dwiema parami, ale i tak kończy się w na tyle dobrym miejscu, że warto poczytać. Choćby dla przepięknej, relaksującej sceny pikniku na świeżym powietrzu i karmienia Venoma winogronami i czekoladą. I dla genialnych tytułów i podtytułów rozdziałów.

Will You Chew Until It Bleeds? jest już zdecydowanie pieprznym fikiem – to jednostrzał, którego znaczną część zajmuje bogato opisana i dość ostra scena seksu między Venomem i Eddiem. Co nie zmienia faktu, że jest napisana dobrze (jeśli lubicie trochę pornograficzniejsze klimaty ;) ) oraz tego, że pozostała część fanfika też jest super napisana. A jaka jest historia? (bo jakaś tam jest) Venom wraz z Eddiem mijają klub z głośną muzyką, które to miejsce wzbudza ciekawość Venoma. Eddie jest już trochę w innym okresie życia, by takie rzeczy go jeszcze fascynowały, niemniej postanawia zaspokoić zainteresowanie swojego symbionta i przypomnieć sobie młodsze, bardziej szalone czasy picia, tańczenia i zupełnie niebezpiecznego seksu w toalecie. Wbrew pozorom historyjka naprawdę dobrze opowiedziana.

I to tyle. Niewiele, ale dobre i to :).

A jeśli ktoś bardzo pragnie bardziej niewinnego romansu między tą dwójką, to przypominam, że niedawno recenzowałam świetne czytadełko The Roundabout Way, które tym właśnie jest i gorąco je polecam.

Równocześnie ostrzegam, że niestety w najbliższym czasie będzie jeszcze mniej wpisów niż zwykle, gdyż stety/niestety goni mnie postanowienie noworoczne, by dokształcić się w jednej dziedzinie w celach finansowych, więc trzeba przysiąść na fotelu i czytać niestety nie fanfiki. Ale wrócę jak najszybciej się da :).

Czytadło Boku no Hero Academia 02

Coś szalejemy w tym roku z ilością wpisów ;). Dziś mamy naprawdę dobrze i zabawnie napisane czytadło z Boku no Hero Academia (znane też jako My Hero Academy). Opowiadanie owo należy do zwykle słusznie krytykowanej kategorii self-insertów – czyli historyjek, w które wstawia się własną osobę (choć doceniam fakt, że przynajmniej ludzie się do tego faktu przyznają, zamiast tworzyć jakąś wyśnioną Mary Sue). Niemniej, jak już nieraz mówiłam, dobry autor i z kiepskiego pomysłu zrobi coś dobrego. W tym wypadku nie jest to może jakiś wybitnie ambitny fik, ale kawał naprawdę porządnej rozrywki został zaserwowany.

Głównym bohaterem jest tu Bakugou, który to właśnie został poddany wspomnianemu wyżej zabiegowi selfinsertyzacji, jeśli mogę sobie pozwolić na słowotwórsto :D. Wyjaśnione zostało to dość ciekawie, choć zupełnie nienaukowo (ale nie jest to też poważny fik, jak mówiłam ;) ) – reinkarnacją. Katsuki w wieku trzech lat zaczyna orientować się, że ma sporo wspomnień z zupełnie innego życia w innym wszechświecie, w którym był kobietą, a świat, w którym aktualnie żyje, znał jako japońską kreskówkę. To wpływa na trochę na jego charakter – z jednej strony nie traci go zupełnie, nie martwcie się, w dalszym ciągu jest to wrednawy Bakugou mający problem z jakimikolwiek pozytywnymi interakcjami z ludźmi; z drugiej strony jednak jest on o wiele bardziej dojrzały nie tylko niż normalnie by był, ale też niż wszyscy jego rówieśnicy. Na początku jest to najbardziej w sumie irytująca cecha tego fanfika – dzieciak trzyletni z taką wiedzą i słownictwem, jakie on ma, powinien byc traktowany jak geniusz przez wszystkich i w wieku 10 lat już być na uniwersytecie, tymczasem w fanfiku nikt zupełnie nie zwraca na to uwagi, co kompletnie nie ma żadnego sensu. Początkowe kilka rozdziałów w ogóle jest trochę słabsze – tzn. na tyle wciągające i nieźle napisane, że chce się czytać dalej, ale też bez szczególnych zachwytów. Dopiero gdy Bakugou dostaje się do UA, to zaczyna się złoto – tzn. doskonały humor, który zdecydowanie jest najlepszą cechą tej opowieści. Oczywiście trzeba brać poprawkę, że nigdy nie miałam bardzo wysublimowanego poczucia humoru, ale myślę, że mimo wszystko większość osób powinna, podobnie jak i ja, bardzo dobrze się bawić.

Opowiadanko nie jest ukończone, ale jest na bieżąco pisane, więc istnieje szansa, że nie utknie w sekcji „on permanent hiatus” ;). Ma też kilka tysięcy kudosów, więc nie jestem sama w pozytywnej ocenie :).

https://archiveofourown.org/works/17662220/chapters/41654810

Czytadło Avengers

Ledwie się rok zaczął, a już mamy całkiem pokaźną liczbę wpisów; aż miło się pochwalić :). Dziś mamy krótki jednostrzał koncentrujący się na Starku i Rogersie, aczkolwiek NIE jest to romans. Obaj panowie zostają porwani (z umiarkownie sensownym wyjaśnieniem, czemu Kapitan Ameryka dał się porwać – mowa tu o zachowaniu jego anonimowości, a mi się coś wydaje, że anonimowy to on nie był) i spędzają sam na sam, w dość ekstremalnych warunkach, sporo czasu.

Niby nie dzieje się tu wiele, ale przyjemnie się czyta; ma też bardzo miłe zakończenie. Nie jest to nic wybitnego i ambitnego, ale dla fanów Kapitana Ameryki bądź Ironmana myślę, że miła historyjka. Żeby nie było, pod koniec pojawiają się gościnnie na krótką chwilę i pozostali Avengersi.

Swoją drogą historyjka niby niczym szczególnym nie jest, a ma prawie 700 favów! Widać tematyka popularna :).

https://www.fanfiction.net/s/8583510/1/Side-Effects

Czytadło Hannibal/Kapitan Ameryka

Dziś znów dziwna krzyżówka – Hannibala (serialu) i Kapitana Ameryki. Coś, czego chyba nigdy nie widziałam do tej pory. Niemniej, jak to zaskakująco często bywa z dziwnymi krzyżówkami, opowiadanko jest bardzo dobre. W czytadłach ląduje tylko i wyłącznie dlatego, że jest to jednostrzał, który nie bardzo pasuje na jednostrzał, a nawet wręcz krzyczy o rozbudowanie w coś dłuższego, więc zostajemy z ogromnym poczuciem niedosytu.

A o co chodzi? Pewnej nocy Willa Grahama budzi niepokój psów. Okazuje się, że dwa z nich wymknęły się z domu, więc oczywiście nasz ulubiony, empatyczny, nie do końca zdrowy psychicznie, doradzający nieagent FBI w środku nocy idzie szukać swoich psów, by znaleźć je w towarzystwie samotnego i najwyraźniej niezbyt kontaktującego z otoczeniem mężczyzny o przydługich, ciemnych włosach i zaniedbanym ubraniu. Szybko okazuje się, że mężczyzną tym jest nie kto inny a Bucky Barnes (choć sam zainteresowany swojego imienia nie zna).

Historyjka napisana bardzo dobrze, ale niestety jeden krótki rozdzialik, w którym prawie nic się nie dzieje to zdecydowanie za mało. Ale i tak polecam.

https://www.fanfiction.net/s/11758719/1/Pack-Mentality

https://archiveofourown.org/works/5840443/chapters/13460176

Clashing with Legends, Avengers/Rise of the Guardians

Dziś mamy bardzo dobrego, aczkolwiek odrobinę dziwnego fika. Co jest w nim dziwne? Połączenie dwóch wszechświatów, które nie bardzo wydają się być dobre do połączenia. Mówię o Avengersach, serii filmów superbohaterskich niby dla wszystkich, niemniej jednak w sumie stosunkowo bardziej poważnych (stosunkowo) z uniwersum Strażników Marzeń, które (z tego, co jestem w stanie ocenić nie znając ani książek ani filmów) jest adresowane do młodszych dzieci. Zresztą sami oceńcie – czy Nick Fury i Święty Mikołaj (prawdziwy) w jednej scenie nie zgrzyta Wam czasem trochę? Że o Króliku Wielkanocnym nie wspomnę ;). Ale, jak zwykle, dobry pisarz zrobi wszystko dobrze, dlatego ten fik ląduje między naprawdę świetnymi opowiadaniami.

O czym jest dzisiejsza historia? Otóż pewnego pięknego dnia radary najbardziej wścibskich osób w USA, to jest Fury’ego i Starka, wykrywają rozbłysk jakiejś dziwnej energii (któremu towarzyszy coś na kształt fajerwerków). Stark będąc w okolicy wyrusza naocznie sprawdzić, co się zadziało, ale znajduje tam tylko dziwaczne pudełeczko, którego, mimo usilnych starań, nie jest w stanie otworzyć. Co dziwne, prześwietlenie tegoż wykazuje, że w środku są dziecięce zęby. Brzmi trochę upiornie, prawda? Parę dni później system alarmowy w Stark (w zasadzie to już Avengers) Tower wykrywa intruza, który jest niewidoczny dla kamer, a który ma na celu ukraść właśnie to pudełeczko… W ten właśnie sposób Stark poznaje Jacka Mroza (aczkolwiek jeszcze nie wie, kim jest ten zombioblady chłopak posługujący się mrozem). Fury, jak to Fury, szybko dowiaduje się o wszystkim, a że jest człowiekiem kompetentnym i profesjonalnym, udaje się mu schwytać podejrzanego chłopaka. Nawet nie wie, biedaczysko, że właśnie naraził się Świętemu Mikołajowi, Wróżce Zębuszce, Sandmanowi (sory, ale nie akceptuję tłumaczenia „Piaskowy Ludek” :D) i Królikowi Wielkanocnemu…

Brzmi jak komedia? Cóż, humoru nie brakuje, ale generalnie jest to rasowa historia o superbohaterach, gdzie poza humorem są i całkiem poważne, świetnie napisane bitwy, są i bardziej przygnębiające tematy, wszystko jest stosunkowo (powiedzmy, w ramach tego gatunku i tych wszechświatów) realistyczne, postaci tak naprawdę nie są kreowane pod kątem młodego czytelnika – ewidentnie wszyscy są tu dorośli i myślą przyziemnie. Fabuła jest naprawdę bardzo ciekawie poprowadzona i ciężko się oderwać. Mimo olbrzymiej ilości bohaterów z obu światów autorka nie wprowadza niepotrzebnego zamętu, wszystkie wątki są sensownie splecione, każda postać ma swoje ważne miejsce i odpowiednią ilość „czasu antenowego”. Wszystkie postaci są też zgodne ze swoimi charakterami, o co można było się obawiać, bo jednak zderzamy tutaj „obrońców szczęśliwego dzieciństwa” z taką np. Czarną Wdową, która zawodowo zabija ludzi. Ogółem czyta się zaskakująco dobrze, jak na takie połączenie. I naprawdę, naprawdę, naprawdę warto zobaczyć, jak Fury reaguje na informację o tym, że istnieje Święty Mikołaj, Królik Wielkanocny, a nawet Wróżka Zębuszka :D.

Historia ma swoją kontynuację w fiku o nazwie „Mythical Intervention”, która jest nawet jeszcze lepiej napisana niż pierwsza część. Generalnie bardzo polecam obie historie, zwłaszcza w okresach świątecznych ze względów wiadomych ;). Sama w tej ocenie nie jestem, bo na fanfiction net opowiadanie to ma ponad 1600 favów, co na tej stronie jest jakimś kosmosem :).

Tradycyjnie parę słów o autorze/autorce – osoba ta pochodzi z Finlandii i mimo, że nie jest nativem języka angielskiego, to posługuje się nim doskonale (tu wstaw moje zazdro ;) ) i jest do tego stopnia sympatyczny/a, że mimo upływu lat i sporej popularności swoich fanfików zawsze odpowiada na komentarze, co jest rzadkością. Poza powyższymi uniwersami pisze też fanfiki z Yu-Gi-Oh, Dragon Age i Detroit: Become Human. I tradycyjnie linka:

https://www.fanfiction.net/s/9216541/1/Clashing-with-Legends

Podsumowanie noworoczne 2021

Jak co roku o tej porze wrzucam kulturalne the best of z tego, z czym miałam kontakt w ubiegłym roku (tak więc w większości przypadków będą to starocie sprzed dziesięciolecia ;) ). Polecam zapoznać się z tytułami, są tego warte!

Czasopismo roku – „Tygodnik Powszechny”

Zawsze byłam wielką fanką „Polityki”, ale coraz częściej i częściej mam wrażenie, że jest ona coraz bardziej przyklejona do klasy średniej i zaczyna mieć coraz większe klapki na oczach, jeśli chodzi o ludzi na mało poważanych społecznie a bardzo potrzebnych stanowiskach. Dlatego zaczęłam szukać alternatywy i wyszło na to, że jedynie „Tygodnik Powszechny” jest tworzony na naprawdę godnym szacunku poziomie (przynajmniej z polskich tytułów). Chociaż mi, agnostykowi, czasem dziwnie jest czytać z wielką powagą pisane artykuły o istnieniu Boga, o tyle wciąż uważam, że nawet dla agnostyka i ateisty jest to tygodnik pełen bardzo dobrze napisanych artykułów politycznych i społecznych. Brakuje mi jedynie czegoś w rodzaju „Afisza” z „Polityki” – tzn. Szerszego działu kulturalnego, gdzie pojawiałyby się nie tylko książki i filmy, ale i komiksy, seriale oraz gry.

Książka roku – „Czasy secondhand” Swietłana Aleksijewicz

Nazwisko, którego nie trzeba przedstawiać nikomu siedzącemu głębiej w literaturze – białoruska noblistka (2015 rok) specjalizująca się w historii Związku Radzieckiego i państw postkomunistycznych. Ma sporo dobrych książek, wybrałam tę, która na mnie prywatnie wywarła największe wrażenie (może ze względu na bliską mi tematykę) a będącą zbiorem opowieści ludzi wspominających Związek Radziecki, jego rozpad i życie po rozpadzie. Historie robią w większości wypadków bardzo przygnębiające wrażenie – kapitalizm, wbrew obietnicom, wcale nie przyniósł lepszego życia wielu ludziom, a często wręcz przeciwnie, ściągnął ich na dno. Doskonała lektura dla tych, którzy chcą zrozumieć, czemu tak wielu ludzi tęskni za komunizmem, a także po prostu dla tych, którzy chcą sobie po raz kolejny przypomnieć, jak to człowiek potrafi człowieka zgnoić.

Komiks roku – „Lanfeust z Troy”

W tym roku nie natrafiłam na żaden tytuł, który mogłabym nazwać wybitnym, aczkolwiek było całkiem sporo na tyle wciągających, że ciężko było wybrać. Koniec końców zdecydowałam się na Lanfeusta, gdyż chyba każdemu czasem potrzeba trochę lżejszego humoru (którego zawsze jest mało w moich podsumowaniach ;) ). „Lanfeust z Troy” to schematyczny komiks fantasy, który dyskretnie nabija się z formy takich komiksów – wszystko jest tu na granicy przejaskrawienia, aczkolwiek nie zamienia się w parodię tego gatunku. Mamy więc dużo przaśnego humoru, piękne i skąpo odziane kobiety, bohatera, który jest Zwykłym Chłopakiem a staje się Wybrańcem, starego maga, a także dowcipnego trolla (który nota bene jest strzałem w dziesiątkę i najlepszym elementem tej serii, a także w zasadzie prawdziwym bohaterem, bo bez niego zginęliby oni wszyscy jak przysłowiowe ciotki w Czechach ;) ).Nic ambitnego, ale bardzo przyjemnie się czyta, zwłaszcza jeśli nie będziemy się zbyt oburzać na zastosowane schematy. Lekko, wesoło, z zaleceniem zachowania dystansu :).

Animacja roku – „Iniemamocni 2”

Nie spodziewałam się żadnych cudów po tej bajce, choć kilka osób o dobrym guście mi ją mocno polecało, a tymczasem ku mojemu zaskoczeniu bawiłam się niezmiernie ją oglądając. Wątek kryminalny jest dość wciągający, rozterki i wyzwania rodzicielskie przedstawione sympatycznie a równocześnie stosunkowo realistycznie, humor bardzo udany, postaci sympatyczne. Jedna z najlepszych bajek, jakie oglądałam w życiu, bez dwóch zdań :).

Serial roku – „True Detective”

Serial polecony mi przez kolegę w pracy i będący absolutnym strzałem w dziesiątkę. „True Detective” to tak naprawdę trzy seriale, które łączy tytuł i motyw zepsutych policjantów oraz jeszcze bardziej zepsutych bogatych elit. Dlaczego twierdzę, że to trzy seriale? Bo każdy z trzech jego sezonów nie tylko ma zupełnie odrębną fabułę, ale i kompletnie inny klimat i inne priorytety. Można je oglądać w dowolnej kolejności; można, jeśli dany sezon się nie spodobał, przeskoczyć na inny. Pierwszy sezon ma ciekawą narrację i specyficzny klimat pełen dysput filozoficznych. To typowy serial dla ludzi, którzy lubią po raz kolejny zadać sobie różne podstawowe pytania o byt w ogólności i człowieka w szczególności. Efekt moim zdaniem psuje trochę zakończenie, ale i tak ogląda się świetnie. Drugi sezon natomiast jest bardzo realistycznym serialem o zepsutych policjantach, wszechobecnej korupcji, niesprawiedliwości i potędze pieniądza. To historia dla wszystkich, którzy lubią realistyczne tytuły o tym, w jak piekielnym świecie tak naprawdę żyjemy. Trzeci sezon za to jest typową historią kryminalną – z ciekawą zagadką, wciągająco prowadzonym śledztwem i ciekawym rozwiązaniem. Polecam dla fanów kryminałów. Każdy z tych sezonów bardzo mi się podobał, każdy był strzałem w dziesiątkę w swoim klimacie.

Film roku – „Wszystko może się przytrafić” Łoziński

W tym roku było całkiem sporo dobrych tytułów i ciężko było wybrać jeden, ale koniec końców zdecydowałam się na ten, który najbardziej utkwił mi w pamięci, mimo iż jest dość nietypowy. Reżyser, Marcel Łoziński, nagrywa w warszawskim parku rozmowy swojego kilkuletniego syna z napotkanymi staruszkami. Pytania zadawane przez chłopca są momentami na tyle poważne, że sprawiają wrażenie zasugerowanych przez ojca, ale mimo tego film nie traci na naturalności. Prosty pomysł owocuje naprawdę przejmującymi refleksjami i wspomnieniami staruszków w konfrontacji z małym dzieckiem. Niby nic, ale na mnie zrobił bardzo wielkie wrażenie.

Gra roku – Humbug

Z grami była w tym roku straszliwa posucha. Z braku laku ląduje więc tutaj całkiem ciekawie wymyślona i zaprojektowana gra logiczna na smartfona, w której naszym celem jest „zaliczenie” odpowiednich pól na planszy za pomocą bardzo ograniczonej liczby ruchów oraz owadów o określonym sposobie poruszania się. Przyjemna wizualnie i zmuszająca do ruszenia głową. Polecam, jedna z rzadszych smartfonowych gier, w których trzeba myśleć ;).

Album roku – „Ok, I’m sick” Badflower

Dla mnie zdecydowany muzyczny hit tego roku. Praktycznie każdy z utworów z tego krążka jest wart uwagi. Niemniej nie jest to lekka i przyjemna muzyka – wręcz przeciwnie, autorzy tekstów mówiąc kolokwialnie jadą po bandzie – mamy tu zarówno utwór, w którym w niewybredny sposób atakują polityków pokroju Trumpa, życząc im śmierci, utwór o dzieciach gwałconych przez własnych rodziców czy utwór atakujący niewegan za torturowanie zwierząt. Tak więc na pewno nie jest to muzyka dla każdego.

Utwór roku – „Nadzy na mróz” Happysad

Oj, ciężko było w tym roku wybrać jeden tytuł, ale koniec końców zdecydowałam się na „Nadzy na mróz” ze względu na naprawdę dobry i zawsze aktualny tekst. Muzycznie też oczywiście bardzo dobrze.

Deviant roku – manjikpictures

Francuski fotograf (a może fotografka?) robiący przepiękne zdjęcia natury i architektury. Może nie jest to sztuka wybitnych lotów, ale i tak talent i umiejętności na najwyższym poziomie.

Wystawa roku – wystawa kraszanek w Muzeum Wsi Opolskiej

Są przepiękne. Kropka.

Alkohol roku – Nemiroff o smaku miodu, chilli i bodajże brzoskwinią? :)

Advent, Harry Potter

I rzutem na taśmę jeszcze jeden fik bożonarodzeniowy (choć już prawie po Świętach). Dla osób nie przepadających za tą tradycją dodam, że motywów stricte świątecznych nie ma aż tak strasznie dużo w tej opowieści – większość historii to po prostu zima i nawracająca kwestia prezentów, ale poza tym niewiele więcej :).

Tym razem nie jest to czytadełko (!) – trochę się tu wahałam, bo historyjka nie jest jakoś szczególnie poważna i ambitna, ale naprawdę nie było się w niej do czego przyczepić, więc uznałam, że trochę niemiło byłoby potraktować ją czytadłem :).

Jak widać w tytule fanfik jest z uniwersum Harry’ego Pottera, aczkolwiek tym razem nie ma tutaj tytułowego bohatera, bo czas akcji umiejscowiony jest w przeszłości, gdy Huncwoci uczęszczali do Hogwartu. Historia jest ciekawie rozplanowana – ma 25 dość krótkich rozdziałów, z których każdy ma miejsce w kolejnym dniu grudnia: pierwszy pierwszego grudnia, ostatni dwudziestego piątego czyli właśnie w Boże Narodzenie.

Treść nie jest zbyt wyszukana – ot, po prostu mamy wgląd w życie Huncwotów na przestrzeni tych kilku tygodni. Jedyne ważne elementy fabularne to wprowadzenie nas w to, jak, zdaniem autora/autorki Potter dołączył do Zakonu Feniksa i jak Lily przestała go nie znosić z całego serca. A, i autor/ka jest też fanką połączenia Syriusza i Remusa w parę, więc to również ma miejsce w fiku, aczkolwiek na samym końcu, więc jeśli to nie Wasza bajka, to nie musicie się zniechęcać.

Generalnie fik jest lekki, przyjemny, zabawny, choć momentami pojawiają się tam i bardziej ponure elementy (zbliżająca się wojna, znikający mugolacy, prawa dyskryminujące wilkołaki). Napisany jest naprawdę dobrze, bez niepotrzebnych dłużyzn, irytujących opisów romansów, z ciekawymi hecami autorstwa Huncwotów, wciągającymi dialogami. Ogółem bardzo sympatyczna opowiastka.

W tym miejscu powinno byc tradycyjnie kilka słów o autorze/autorce, ale niestety nie za wiele o nim/niej wiadomo (poza tym, że jest ze słonecznej Kalifornii). Wiem tylko, że napisał/a kilka fików z Pottera, a także Check Please!, Raven Cycle, Supernatural oraz Tortall. Jeśli są tak dobre, jak ten fik, to będzie co czytać :).

https://archiveofourown.org/works/1066630/chapters/2139636

Czytadło z Harry’ego Pottera 04

W końcu nam coś wpada; znowu jest to czytadło z Harry’ego Pottera – jak możecie się domyślić, ostatnio siedziałam głównie w fanfikach z tego uniwersum. Ostatni fik z Pottera, jaki miałam w planach przeczytać, zanim wrócę do świata Batmana bądź Star Treka (a w rzeczywistości wskoczyłam w pochłanianie wszystkich bożonarodzeniowych symbrocków ;) ), okazał się być naprawdę dobrym opowiadaniem, z jednym dużym minusem, za który ląduje niestety w czytadłach.

Od razu, bez owijania w bawełnę powiem, że ową wadą trudną do zniesienia jest tu wątek romansowy, który nie dość, że jest bardzo mało przekonujący (przynajmniej w narzuconym tu tempie rozwoju zaangażowania), napisany językiem przeciętnego romansidła pełnego zachwytów, wzruszeń i innych tam nastoletnich uniesień, to na dodatek jest to jeszcze romans Snape’a z Hermioną (sic!). Na szczęście bez scen łóżkowych. Bogom internetu dzięki wątek ten pojawia się dość późno w fanfiku, dopiero gdzieś w okolicy jego połowy, więc nie męczymy się z nim jakoś strasznie długo.

Dlaczego polecam w ogóle? Bo ogólnie opowiadanie jest napisane naprawdę dobrze. Fabuła (poza romansem) jest dobrze przemyślana i ciekawie poprowadzona; postaci są zgodne z kanonem (przynajmniej do czwartego tomu, bo wtedy ten fik powstał) i zachowują się z sensem; nie brakuje udanego poczucia humoru; intrygi są dość realistyczne i trzymające w napięciu; język też przyjemny, w żadnym momencie nie zgrzytający (poza ochami i achami romantycznymi). Podsumowując, gdyby nie ten nieszczęsny romans, bez chwili wahania opowiadanie bym oceniła jako jedno z najlepszych ze świata Pottera. No ale niestety ciężko znaleźć dobrego fika z tego uniwersum, który nie byłby spaprany jakimś kiepsko napisanym i dziwnym pairingiem (jeszcze przeżyłabym dziwne pairingi, sama właśnie coś takiego piszę, ale żeby to było sensownie przeprowadzone…). Ten nie jest wyjątkiem. Mimo to polecam – naprawdę jest to kawałek dobrej rozrywki z Pottera, a tę nieszczęsną wielką miłość Severusa i Hermiony jakoś da się zignorować dla dobra poznania zakończenia innych wątków ;).

A, właśnie, tak z grubsza może przybliżę fabułę: samo opowiadanie powstało po czwartym tomie, więc autorka nie znała dalszych losów Pottera (a mimo to nieźle się wstrzeliła z niektórymi motywami), nie znała też dokładnie przeszłości Snape’a – stworzyła więc własną wersję dalszych zdarzeń. W jej świecie Voldemort zostaje zabity przez Harry’ego pod koniec jego szóstego roku. W ostatecznej walce nie obywa się niestety bez ofiar śmiertelnych, co wpływa, jak możemy się domyślić, niezbyt pozytywnie na psychikę Pottera. Opowiadanie zaczyna się właśnie tuż po tych wydarzeniach i jest skoncentrowane na tym, jak Harry radzi sobie z tym, co zaszło oraz z faktem, że na świecie wciąż jest sporo złych ludzi, którzy nie mają zamiaru zostawić jego i jego bliskich w spokoju. A dalej możecie sobie przeczytać sami ;).

https://www.fanfiction.net/s/834017/1/The-Buried-Life

Bożonarodzeniowy wpis 2021

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia czy innego tam przesilenia zimowego, w związku z którymi tradycyjnie życzę Wam, żebyście ten czas spędzili miło, niezależnie czy będziecie siedzieć przy stole wigilijnym zastawionym dwunastką dań czy będzie to po prostu wolny wieczór z fanfikami, komiksami czy innymi filmami (a osobom pracującym życzę jakiejś ekstra premii za pracę w ten dzień)!

W tym roku mamy nowe, przyjemne, odprężające romansidełko bożonarodzeniowe do poczytania w ten świąteczny czas – https://archiveofourown.org/works/16250231/chapters/37992866. Opowiadanko to jest z uniwersum Marvela, konkretnie ze świata, w którym dzieją się wydarzenia z filmu Venom (z 2018 roku). Historia ma miejsce po tym właśnie filmie (sam fanfik też został napisany tuż po nim, więc informacje z Carnage’a nie są znane) i odrobinkę odbiega od kanonu (np. Eddie nie pozwala tu w ogóle na jedzenie ludzi Venomowi), ale mnie to osobiście nie raziło.

Jako że to romans, to można się domyślić, że mamy tu do czynienia z Symbrockiem, zwanym też Veddie’m (czyli kanonicznym zresztą połączeniem w parę Eddiego i Venoma). Po wydarzeniach z filmu Eddie przyzwyczaja się do życia ze swoim paso.. ehkm, symbiontem i obaj pracują nad tym, by to życie było możliwie najlepszej jakości dla obu stron. Eddie stara się znaleć sposób, by zaspokoić potrzeby żywieniowe Venoma, a Venom zauważa inne potrzeby Eddiego, którymi ktoś powinien się zająć. Jakkolwiek wyuzdanie by to nie zabrzmiało ;) tak naprawdę nie mamy tu do czynienia z żadnymi scenami seksu, Venom po prostu szuka sposobu na to, by Eddie nie czuł się samotny czy odcięty od życia, które mają „prawdziwe” pary. W to wszystko w zabawny sposób bywają wplątani Annie z Danem.

Fanfik jest bardzo miły, ciepły, zabawny; postaci wydają się mi być całkiem zgodne ze swoimi charakterami z filmu. Akcja, dialogi, narracja – wszystko niemal bez zarzutu. Czasem jedynie są jakieś nie do końca jasne przeskoki emocjonalne czy pominięcia, ale nie ma ich zbyt dużo i generalnie wszystko zasługuje na pozytywną ocenę. Oczywiście koniec końców jest to czytadełko, ale naprawdę przyjemne. Polecam!

Post Navigation

Proza, Poezja, Grafika

Moje pasje artystyczne

読書と映画

Czyli co warto przeczytać

niedowiary

Czyli co warto przeczytać

Kuchnia Breni

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Czasopismo Lege Artis

Prawie wszystko, co chcieliście wiedzieć o prawie -- i nie tylko

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać