Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Czytadła z Boku no Hero Academia #01

Dzisiaj mamy sporo czytadełek z Boku no Hero Academia, w oglądanie którego wciągnęła mnie dobra znajoma.

Pierwsze czytadełko to króciutka i zabawna historyjka o Aizawie dzwoniącym do programu radiowego Yamady. Opowiadanko opiera się na założeniu, że obaj panowie są razem. Sama fanką tego shipu nie jestem, kompletnie go nie widzę, ale fanfik jest bardzo dowcipnie i sympatycznie napisany; tchnie też pewnym realizmem życia codziennego chyba każdej pary. Bardzo miło się czyta, polecam.

https://archiveofourown.org/works/12450219

Drugie czytadło to tak naprawdę zbiór scenek z życia codziennego (głównie szkolnego, choć nie tylko) klasy 1A oraz Aizawy i Yagiego. Większość z nich ciepła, przyjemna, wiele humorystycznych, wiele naprawdę ciekawych pomysłów – może nic bardzo wybitnie ambitnego, ale przyjemnie się czyta. Nie ma praktycznie żadnych pairingów, poza bardzo bardzo delikatnie zasugerowanym TodoDeku (czyli Todoroki + Midoriya), aczkolwiek nawet tu nie ma nic wyraźnie napisanego, można w zasadzie wziąć to za przyjaźń. Polecam, aczkolwiek zaznaczam, że autorka nie trawi Bakugou. Co prawda jest na tyle miłą i sympatyczną osobą, że nie widać tego w samych opowiadankach (poza tym, że jest w nich mało Bakugou), ale są dwa metarozdziały poświęcone tylko i wyłącznie analizie tego chłopca, w której miażdży ona zupełnie tę postać. Nie zmienia to faktu, że pisze ona o nim bardzo dojrzale, sensownie i wszystkie jej argumenty są doskonale uzasadnione. Tyle że fanki BakuDeku takie jak ja teraz będą do końca życia mieć wyrzuty sumienia ;).

https://archiveofourown.org/works/13163142/chapters/30105321

Trzecie czytadełko to tylko krótka, ale świetnie napisana historia o tym, jak Aizawa dowiaduje się, że Midoriya przez większość życia był postrzegany jako pozbawiony Indywidualności.

Pewnego dnia Aizawa zauważa, że Midoriya miewa problemy z precyzyjnymi czynnościami manualnymi typu pisanie czy posługiwanie się pałeczkami. Chłopiec oczywiście nie ma najmniejszego zamiaru komukolwiek tego zgłaszać, więc Eraser Head bierze sprawy w swoje ręce. W fiku tym mamy naprawdę doskonale przedstawionego Aizawę (co nie jest takie znów częste) i świetną rozmowę, jaką przeprowadza z Deku, która pozwala mu lepiej zrozumieć zielonowłosego ucznia. Bardzo polecam!

https://archiveofourown.org/works/20854136

Czwarte opowiadanie bardzo przypomina poprzednie – i tutaj wątkiem głównym jest dowiedzenie się przez Aizawę o przeszłości Midoriyi. W tej historii akcja potoczyła się trochę inaczej – jeden z dawnych kolegów Izuku z gimnazjum daje się namówić na wywiad, w którym bardzo negatywnie wypowiada się o Deku – jego zdaniem to pozbawiony Indywidualności oszust, który dostał się do UA jakąś chytrą sztuczką. UA ma jednak (w tym opowiadaniu, ale znając Nezu pewnie i w oryginale też) restrykcyjną i świetnie działającą politykę dotyczącą nieautoryzowanych wywiadów na temat jej uczniów i w jej ramach Aizawa udaje się do dawnej szkoły Deku, aby wymóc na dyrektorze ukaranie szkalującego Midoriyę ucznia. W trakcie wizyty okazuje się dobitnie, że ciało pedagogiczne owego gimnazjum podziela negatywne nastawienie do Izuku. Aizawa wraz z Nezu wyciągają od dyrektora wszelkie możliwe informacje na temat problemów z Deku… i nadchodzi dla tej szkoły zasłużone piekło. Równocześnie Aizawa, wreszcie zrozumiawszy, z czego wynika zachowanie i różne problemy Midoriyi, jak na porządnego nauczyciela przystało, stara się przekonać go, że jego celem jest mu pomagać i że powinien był mu zaufać. Oczywiście miejsce ma również mało przyjemna rozmowa Aizawy z Bakugou.

Opowiadanie jest dłuższe od poprzedniego i powiedziałabym, że odrobinę mniej perfekcyjne (tamto w zasadzie jest doskonałe w oddaniu wszystkiego), ale i tak bardzo dobre. Polecam! Jedyne, czego mi w nim trochę brakowało, to jakiejkolwiek próby zrozumienia zachowania Bakugou. Po cichu liczyłam na podwójne odkrycie – że Bakugou również jest dzieckiem przemocowym, tyle że w tym wypadku ze strony matki. Bardzo by mi to pasowało do ogólnego wydźwięku historii, czyli faktu, jak to dorośli potrafią zepsuć dzieciom psychikę.

https://archiveofourown.org/works/22258702

Piąte opowiadanie to rzadkość – pisane jest z punktu widzenia Nezu, co prawie się nie zdarza i na dodatek jest całkiem dobre. Można się przyczepić do dosłownie jednego czy dwóch szczegółów w charakterze Nezu, ale cała reszta jest na świetnym poziomie.

Znowu jest to króciutka, jednorozdziałowa historyjka – tym razem jeden – dość ciężki – poranek z życia nietypowego dyrektora najbardziej prestiżowej szkoły średniej kształcącej bohaterów. Opowiadanie zakłada, że Indywidualność Nezu nie wpłynęła znacząco na resztę jego organów (oczywiście poza mózgiem), co oznacza że jego ciało nie jest przystosowane do chodzenia na tylnych kończynach przez cały czas. Niby drobiazg, ale w praktyce oznacza walkę z chronicznym bólem. A gdy on się nasila, nadchodzą również różne nieprzyjemne wspomnienia, których komuś z jego historią raczej nie brakuje… na szczęście jest jeszcze Aizawa i jest Yagi, a także inni przyjaźni Nezu ludzie, którzy w nienachalny sposób pokazują, że dbają o swojego dyrektora.

Bardzo przyjemny one-shot, zwłaszcza dla osób szukających czegoś dobrego z Nezu.

https://www.fanfiction.net/s/13324351/1/Just-Be-Near

Born Under a Bad Sign, Batman

Znowu mamy naprawdę dobrą fanfikcję, choć znów jest to romans. W przeciwieństwie jednak do ostatnio tu recenzowanego ‚Transformations’ tym razem nie jest to historia rozgrzewająca serca i poprawiająca humor. Wręcz przeciwnie, opowiadanie jest poważne, wręcz ponure, dość pesymistyczne, pełne przemocy i śmierci. A o co dokładnie chodzi?

Rzecz dzieje się w alternatywnym uniwersum Batmana, w czasie, gdy Damian jest już Robinem, choć wciąż jest młodziutki (10 lat, jeśli mnie pamięć nie myli). Ziemia została zaatakowana przez doświadczonych w podbojach najeźdźców; napaść została zresztą najprawdopodobniej dokładnie uprzednio przygotowana, biorąc pod uwagę, jak szybko nasza planeta znalazła się pod całkowitą kontrolą Anathemów, jak nazywa się owych obcych.

Opowiadanie nie opisuje przebiegu inwazji; zaczyna się w momencie, gdy Ziemia jest już podbita, a większość bohaterów i metaludzi zniknęła za sprawą szczególnie ich tępiących Anathemów. Z rodziny i przyjaciół Batmana przy życiu pozostaje Jason, przebywający w więzieniu razem z wieloma innymi, którzy narazili się nowej władzy oraz Damian, Tim i komisarz Gordon, którym udało się przetrwać w ukryciu w Gotham. Chociaż w przypadku Tima niestety przetrwanie to dość dużo powiedziane – trujący gaz stosowany przez Anathemów, a nieznany do tej pory na Ziemi, uszkodził jego płuca na tyle, że w skromnych warunkach życia w podziemiu jego stan stopniowo się pogarsza i nie może liczyć na przeżycie.

Atmosfera na ziemi jest dość postapokaliptyczna – ludzie są zastraszeni, małe miasteczka opustoszałe bądź przez masowe mordy bądź porwania na eksperymenty, duże miasta jeszcze jakoś funkcjonują, aczkolwiek nikt nie jest pewien swojego życia; oczywiście standardowo obiecuje się też lepsze życie każdemu, kto wyda bohatera, metaczłowieka czy po prostu buntownika. Tak więc każdy, kto chce w choć minimalnym stopniu sprzeciwiać się Anathemom musi schodzić do podziemi – w miastach często dosłownie, poza miastami oznacza to partyzantkę w lasach.

Główny wątek to Red Hood w więzieniu i jego wyczekiwanie na dogodne okoliczności na ucieczkę. Dogodnymi okolicznościami okazuje się przybycie do więzienia Dicka, który zostaje tu przywieziony z laboratoriów Anathemów i, jak się okazuje, cierpi na amnezję i wybuchy agresji. Nie należy się jednak obawiać, Dick mimo braku pamięci, jest dobrze napisany i to wciąż jest ten sam Dick Grayson, którego znamy, tyle że odrobinę bardziej wybuchowy, ale ma to sens biorąc pod uwagę jego przejścia i okoliczności. Życie w więzieniu, jak można się spodziewać, jest napisane niezwykle przygnębiająco. Anathemów nie interesuje zbytnio, co robią więźniowie – dla nich ludzie to zwierzęta. Tak więc gwałty, morderstwa, przemoc są tu na porządku dziennym. I jeśli Dick z Jasonem chcą mieć jakąkolwiek szansę na ucieczkę, niestety muszą wywalczyć sobie odpowiednią pozycję w takim miejscu. I bynajmniej nie jest to szlachetna walka. Przygotujcie się więc na naprawdę dużą dozę nieprzyjemnych sytuacji, stanu beznadziei i koszmarnych przeżyć bohaterów.

Jak już wspomniałam w teorii jest to romans – i rzeczywiście bardzo ważnym wątkiem są rozwijające się uczucia między Dickiem i Jasonem. Jak jednak można się domyślić, nie jest to ciepły, pogodny związek, a raczej coś przypominającego desperackie szukanie bliskości w tym bardzo ponurym świecie. I nie jest pozbawiony bardzo wielu tarć między oboma panami.

Dużą zaletą opowiadania jest umiejętne trzymanie w napięciu czytelnika. Jest cała masa wątków i elementów, które budzą silny niepokój i niepewność, co do tego jak potoczą się losy bohaterów. Ucieczka z więzienia wcale nie zapowiada się na szybką i łatwą; Tim jest umierający; Damian dostaje sygnał od kogoś, kto może być ocalałym członkiem rodziny (ale równocześnie może być pułapką); Jason w wyjątkowo stresujących momentach cierpi na zaniki świadomości, które zwykle kończą się zabiciem kogoś; Dick będąc ofiarą eksperymentów też przywodzi na myśl tykającą bombę… Całość bardzo wciąga, choć równocześnie ma się przygnębiające wrażenie, że to wszystko nie może się dobrze skończyć.

Generalnie polecam.

No, dobrze, nie polecam jedynie osobom, które nie lubią ciężkostrawnych tematów takich, jak tortury, gwałty, przemoc (w tym psychiczna i seksualna), bo nie brakuje tego w tym opowiadaniu. Zdecydowanie można się przyczepić do braku dokładnej bety – zdarzają się tam błędy gramatyczne czy nieprawidłowe autokorekty. I tradycyjną już wadą jest fakt, że opowiadanie jest nieskończone – jest dość długie, 40 krótkich rozdziałów, więc i tak jest co czytać, niemniej fakt ten jest irytujący, zwłaszcza że autor(ka) wciąż pisze (inne opowiadania). Ech.

Tak czy siak polecam

https://www.fanfiction.net/s/8131277/1/Born-Under-a-Bad-Sign

https://archiveofourown.org/works/408296/chapters/677130

Autor(ka) ma napisaną sporą ilość opowiadań, wszystkie z DCU, więc myślę, że zapewne warto pozaglądać i na inne, jeśli poszukujemy fanfików z tego uniwersum.

Rocznicowy wpis 2020

Niedawno przypomniało mi się, że miałam robić coroczne podsumowania tego, co się dzieje na blogu. Oczywiście w zeszłym roku o tym zapomniałam, no cóż.

Ale do rzeczy – w ostatnim roku na blogu pojawiło się 18 wpisów, co jak na mnie jest całkiem niezłym wyczynem, bo daje więcej niż jedną wrzutkę miesięcznie, a pamiętam doskonale czasy, gdy i przez dwa miesiące potrafiło niczego nie być. Zatem odtrąbiam prywatny sukces.

Naprawdę dobrych fanfików pojawiło się sześć – niezbyt to wiele, ale tragedii nie ma. Przynajmniej nie mam poczucia, że jakoś straszliwie zaniżam standardy, byle mieć o czym pisać ;). Czytadełek było trzynaście.

Tematycznie zdecydowanie dominuje Batman – jeden świetny fik i cztery niezłe czytadła (na dodatek w schowku też czeka kolejny dobry fik z Batmana), czemu się trudno dziwić, bo fandom popularny, a i klimat też tego typu, że nie kusi aż tak bardzo młodocianych gryzipiórków do wylewania niezbyt udanych fantazji jak jakieś popularne anime pełne seksownych chłopców ;).

Co do popularności – z fików opublikowanych na fanfiction net najwięcej favów zebrało In Blood Only z Harry’ego Pottera autorstwa E. M. Snape, co wcale mnie nie dziwi, gdyż fik ten jest doskonale napisany – poważny, trzymający w napięciu, ze świetną intrygą, niezmiernie wciągający. Otrzymał 3650 favów, co jak na fanfiction net, gdzie trzeba się logować, jest niesamowicie wręcz wysoką oceną. Oczywiście w popularności pomogła też na pewno po prostu popularność fandomu i motywu (Snape ojcem Harry’ego). Należy też jednak wspomnieć również o Just a Face On a Train ze Spidermana autorstwa katheryne, któremu niewiele zabrakło do palmy pierwszeństwa – fik ten osiągnął 3600 favów, również zawrotną ilość. W tym wypadku bardziej mnie to dziwi, bo aczkolwiek jest to bardzo miła historyjka, jednak nie jest to kaliber najlepszych, pozostających w pamięci na zawsze opowiadań. Niemniej każdy ma swoje gusta, a swoje zrobiła też pewnie popularność Spidermana.

Na Archive of Our Own największą popularnością cieszy się Transformations z Boku no Hero Academia autorstwa greygerbil – 4706 kudosów. Wielkiej konkurencji nie miało, bo częściej czytam fanfiction net, ale i tak uważam, że zasługuje, bo to naprawdę bardzo ciepły i przyjemny a zarazem nie infantylny romans, do którego często wracam na poprawę nastroju.

Co do mojej prywatnej opinii na temat najlepszego fika, jaki czytałam w tym roku, to przyznam, że wybrać mi trudno; i In Blood Only i You Play You Pay (Hannibal, serial) i Transformations są świetne. Koniec końców wybiorę subiektywnie Transformations, bo to fik, do którego uporczywie wracam. Może w tym dość przygnębiającym roku po prostu człowiek chętniej wraca do takich pozytywnych opowiastek.

Na koniec tradycyjne zebranie do kupy wszystkich linków do fików tegorocznych (linki bezpośrednio do fików, nie do recek).

Świetne fiki:

Transformations (Boku no Hero Academia)

You Play You Pay (Hannibal, serial)

Catch My Breath (Batman)

In Blood Only (Harry Potter)

Winter’s Heart (Thor)

Descartes Error (Star Trek 2009)

Czytadełka:

Batman:

Know This By Heart

And Who By Fire

Raise Hell

Always And Forever

Spiderman:

Just A Face On A Train

Doktor Strange:

A Study In Red

No, Cloak

Thor:

Lost Creatures

She Visits With a Broken Wing

Mass Effect:

Videotape

Bonfire

Star Trek 2009:

A Human Activity

Superman:

A Shadowy Christmas

***** ***

Generalnie, jak wiecie, trzymam się na tym bloku z dala od opiniowania rzeczy niezwiązanych z jego tematem; ponadto zawsze szanowałam przedstawicieli różnych środowisk od skrajnie lewackich po skrajnie prawackie pod warunkiem, że i oni potrafili z szacunkiem dyskutować i oddzielać różnice zdania od nienawiści do człowieka mającego odmienne zdanie. Mam wśród znajomych i komunistów z zamiłowania tęskniących za PRLem i dzikich kapitalistów marzących o całkowicie wolnym rynku; mam katolików, którzy z wielkim poświęceniem i miłością wychowują niepełnosprawne dzieci i osoby, które publicznie mówią, że aborcja to jak wyrwanie zęba. Rozumiem naprawdę wiele. Ale to, co się dzieje ostatnio naprawdę nie może pozostać bez reakcji. To już nie chodzi o to, kto ma jakie podejście do kwestii, kiedy zaczyna się człowiek czy opinii na temat seksu homoseksualnego, tylko o to, w jakim kierunku zmierza ten kraj. A zmierza w kierunku narzucenia wszystkim jednej ideologii i zgniecienia wolności sumienia za pomocą aparatu prawa. Niestety. Najpierw mówimy, że problemy LGBT nas nie dotyczą, bo to nikła mniejszość. Później będziemy mówić, że problemy rodziców niepełnosprawnych dzieci (a także samych tych dzieci) nas nie dotyczą, bo przecież jak często takie dzieci się rodzą, później będziemy mówić, że zakaz tabletek antykoncepcyjnych nas nie dotyczy, bo i tak używamy gumek, ale pewnego dnia okaże się, że w końcu jakieś opresyjne prawo zacznie nas dotyczyć, ale będzie już za późno. Jeśli już nie jest.

Transformations, Boku no Hero Academia

Jesień powoli się zbliża. Wciąż jeszcze nie szarobura, ale chłodem zawiewa i coraz chętniej i milej siedzieć w domu przy kominku (ci szczęśliwsi), kaloryferze (pozostali) bądź kocie (ci najszczęśliwsi) z kawusią czy inną herbatką z prądem i z miłym, rozgrzewającym serducho romansem. Jeśli nie będziecie mieli pomysłu na to, za jaki romans się wziąć, a znacie Boku no Hero Academia, to dłużej nie musicie się zastanawiać, albowiem łaskawe siły wyższe przypadkiem całkowitym podsunęły mi przecudowne opowiadanie z tego uniwersum.

Romans jest stety/niestety gejowski i koncentruje się na kompletnie dziwnej i moim prywatnym zdaniem totalnie od czapy stworzonej, nie mającej żadnych podstaw w fabule parze, to jest Aizawie i Yagim. Przyznam szczerze, że wrzuciłam tę relację do wyszukiwarki na Archive z czystej ciekawości po tym, jak zobaczyłam parę artów z tymi postaciami w romantycznych sytuacjach. Kompletnie nie spodziewałam się niczego sensownego – a tymczasem pierwszy fanfik, jaki przeczytałam tak mi przypadł do gustu, że nie potrafię już patrzeć inaczej na Shoutę i Toshinoriego niż przez jego pryzmat. Polecam!

A co dokładnie się dzieje w historii? Całość pisana jest z punktu widzenia Aizawy – i tu należy bardzo mocno podkreślić, że Eraser Head jest dokładnie taki, jaki powinien być – introwertyczny, trochę sarkastyczny, krytyczny wobec otaczającej rzeczywistości, rozsądny, zrównoważony. Autor(ka) w najmniejszym stopniu nie zniekształca charakteru Shouty, co samo w sobie jest wybitnym osiągnięciem zważywszy na to, z kim zamierza go sparować. Aizawa jest w tym fiku tak bardzo sobą, że chyba nawet bardziej niż w mandze, więc jeśli go lubicie, choćby z samego tego względu warto opowiadanie przeczytać.

Narracja zaczyna się w momencie, gdy Shouta przeprowadza się w pobliże swojej nowej pracy – za kilka miesięcy ma zacząć nauczanie w UA. Przeprowadzka, gdy jest się singlem, często ma taki moment, gdy zastanawiamy się, jak tu w pojedynkę wtargać łóżko, szafę czy inną lodówkę do swojego mieszkania. Na szczęście na klatce schodowej pojawia się, jak się okazuje, przyszły sąsiad Aizawy, wysoki upiór chudzielec o blond włosach, który wyraźnie głęboko wierzy w ideę samopomocy sąsiedzkiej. Aizawa nie jest typem ekstrawertyka, który po miesiącu zna wszystkich mieszkańców bloku – wręcz przeciwnie święty spokój jest dla niego wartością bezcenną, ale Toshinori Yagi okazuje się być bardzo miłym, nienachalnym i życzliwym mężczyzną, co tym bardziej zaskakuje, gdy okazuje się, że jest sekretarzem niezbyt lubianego przez Aizawę All Mighta. I na dodatek dzieli się z Aizawą kotem przybłędą, którego dokarmia, co jest o wiele większym plusem niż Aizawa chciałby się do tego głośno przyznać. Panowie coraz częściej sobie pomagają w drobnych, a czasem i większych sprawach i cóż, coraz bardziej się lubią, choć nie zawsze mają te same poglądy w kwestiach bohaterskich. W końcu pewnego wieczoru Aizawa decyduje się na pocałowanie Yagiego, które kończy się szybką ewakuacją tego ostatniego…

Wbrew pozorom poza domowymi interakcjami jest tu też trochę typowych dla mangi bohaterskich walk (choć są zdecydowanie krótsze niż w oryginale ;) ) – All Might walczy z olbrzymimi robotami, Eraser Head łapie złoczyńców, All Might podtrzymuje walący się most, Eraser Head ratuje okolicznych mieszkańców, m. in. Efektownie i ryzykownie skacząc z owego mostu… tak że nie brakuje i wartkiej akcji.

Poza Yagim i Aizawą jest też dużo świetnie i zabawnie ukazanego Yamady (Present Mica), dobrego przyjaciela Aizawy, gościnnie występuje też większość pozostałych nauczycieli z UA i Tsukanouchi. Nie brakuje dobrego poczucia humoru, głównie sarkastycznym wewnętrznym komentarzom Aizawy gratias.

Scena seksu jest jedna* i jest świetnie napisana – nie dość, że język jest niezły (choć ociupinkę wulgarny), to porusza bardzo ważny problem, jakim jest komunikacja w łóżku. To nie ten typ opowieści, w którym zakochani panowie padają sobie w objęcia, od razu domyślają się, czego obaj pragną i po wielu natchnionych achach i ochach dochodzą wspólnie (aczkolwiek i tak kończy się stosunkowo idealistycznie biorąc pod uwagę stan Toshinoriego).

Autor nie idealizuje przesadnie rzeczywistości – nie unika kwestii nieuchronnej i raczej rychłej śmierci Yagiego; świat bohaterów oczami Aizawy jest niebezpieczny, zwykli ludzie często dość głupi, a śmierć może dosięgnąć każdego i to niekoniecznie w dramatycznej walce, ale w chorobie czy przez najgłupszy wypadek.

Całość w wydźwięku jest jednak bardzo ciepła – cudownie obserwuje się spokojną, zrównoważoną i powolutku przesuwającą się w stronę miłości relację między dwoma sąsiadami w tym niebezpiecznym i zbyt szybko przemijającym świecie.

Oczywiście można się przyczepić do tego, co już wspominałam – czyli że nijak się to wszystko ma do relacji Aizawy i Yagiego w mandze; w końcu, jak pamiętamy, ewidentnie za sobą nie przepadali, gdy All Might zatrudnił się w UA. Ale jeśli potraktujemy to jako fanfik typu AU, to już wszystko ma sens.

Polecam!

https://archiveofourown.org/works/12086508?view_full_work=true

Na koniec wspomnę, że autor/ka, Greygerbil napisała całą masę fików z różnych fandomów, więc jest w czym wybierać. Najwięcej jest Yuri!!! on Ice i Assassin’s Creeda, ale nie brakuje też wielu innych, np. Dragon Age’a, Sherlocka, Hannibala, Władcy Pierścieni czy Wampira: Maskarady. Co prawda nie czytałam póki co żadnego z nich, ale jeśli są na podobnym poziomie, to warto zajrzeć!

*no, jeszcze jedna jest wspomniana w paru zdaniach

You Play You Pay, Hannibal (serial)

W końcu zaczęłam oglądać znany i polecany niegdyś serial „Hannibal”, co oczywiście zaowocowało przeglądaniem różnych fików z tego fandomu. Szukałam m.in. czegoś koncentrującego się tylko na relacji Hannibala z Abigail i znalazłam doskonałe, choć bardzo krótkie opowiadanie świetnie przedstawiające kilka dni z życia Abigail po utracie ucha.

Jako że historia ma (niestety) tylko dwa rozdziały, nie da się napisać nie wiadomo jak długiej jej recenzji (może i dobrze dla Was ;) ). Abigail powoli powraca do funkcjonowania po okaleczeniu i utracie sporej ilości krwi i próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji, jaką jest mieszkanie z seryjnym mordercą i kanibalem, a także opracować plan po pierwsze przetrwania, a po drugie ułożenia sobie życia w zgodzie ze swoimi pragnieniami.

Zawsze widziałam Abigail jako przyszłego mordercę seryjnych zabójców w rodzaju takiego bardziej realistycznego Dextera i bardzo ucieszyło mnie, że właśnie taki pomysł na nią jest zawarty w tym opowiadaniu (oczywiście tu tylko na poziomie planowania). Świetne przedstawione są jej rozmyślania na temat siebie, swojego życia i Hannibala. Świetnie oddane jest, że mimo iż stara się być twarda i logicznie myśląca, to mimo wszystko pojawiają się momenty, gdy się łamie, czemu trudno się dziwić w jej sytuacji. Również Hannibal jest przedstawiony w zgodzie z serialowym oryginałem – nic w jego postaci nie jest drażniąco niekanoniczne.

Generalnie fik jest napisany bardzo dobrze i tylko szkoda, że go tak mało. Bardzo polecam wszystkim lubiącym postać Abigail.

https://archiveofourown.org/works/13318179/chapters/30481287

I jeszcze tradycyjnie parę słów o autorze – kryje się pod nickiem GnawingSuspicion i niestety na swoim koncie na AoOO ma tylko dwa fanfiki, oba z Hannibala. Rzuciłam okiem z ciekawości na drugi, ale póki co trochę odstręcza mnie idea trójkąta miłosnego między Abigail, Willem i Hannibalem. Choć jeśli jest to równie dobrze napisane, co You Play You Pay, to może i warto mimo wszystko poczytać. Jeśli ktoś rzuci okiem, niech da znać.

Catch My Breath, Batman

Dziś całkiem dobry romans gejowski z (alternatywnego) uniwersum Batmana napisany przez Hopeless Wreck. I mówię to zupełnie nie będąc fanką poniższej pary, więc jestem raczej w swej opinii obiektywna.

Rzecz ma miejsce w alternatywnym wszechświecie, w którym Jason nigdy nie został Robinem. W jakiś czas po Nightwingu Robinem zostaje Tim, a Jason w tym czasie pędzi niezbyt fascynujące i raczej frustrujące życie drobnego przestępcy. Pewnej nocy spotyka w klubie Dicka, gdzie pojawiają się – ku zaskoczeniu Todda – pomiędzy oboma panami pierwsze iskierki pożądania. Dick jednak, jak można było się domyślić, nie wybrał się tam jedynie w celu obczajenia co ciekawszych tyłeczków, a po to, by schwytać lokalnego szefa mafii, który zastrasza właściciela owego klubu (i jednocześnie ojca przyjaciela Graysona). Sprawy, jak można przewidzieć, trochę się komplikują i Jayson zostaje jednym z nielicznych świadków porwania Dicka. A jako że Dick jest adoptowanym synem milionera Bruce’a Wayne’a to kierują się na Todda oczy tegoż właśnie znanego playboya i filantropa.

Opowiastka jest naprawdę wciągająca, sensownie napisana. Nie dopatrzyłam się tam żadnych większych braków logiki, akcja jest dość wartka, postaci świetnie ocenione, jeśli chodzi o ich możliwości, zwroty akcji nie są schematyczne a raczej realistyczne (biorąc pod uwagę umiejętności wszystkich bohaterów), ciekawie wpleciona niepokojąca zagadka, no i całkiem sympatyczny romans. Jedyne, do czego można się doczepić, to Jason usilnie niewierzący w to, że Batman mógłby dać mu szansę, mimo że wszyscy, to jest Batman, Nightwing, a nawet i sam Robin, próbują go zachęcić do współpracy.

Największym minusem jest to, że opowiadanie jest oczywiście nieukończone i to niestety na stosunkowo wczesnym etapie. Poza tym nie jest porządnie zbetowane, więc można dostrzec tam błędy autokorekty czy nawet gramatyczne. Niemniej jest napisanych siedem krótkich, całkiem przyjemnych rozdziałów, które dla fanów dobrych gejowskich romansów akcji w świecie Batmana będą gratką. Warto dodać, że nie ma tu żadnych scen seksu, tylko aż jeden pocałunek.

Linka:

https://www.fanfiction.net/s/9027242/1/Catch-My-Breath

Czytadła z Batmana 01

Dziś mamy parę czytadełek z Batmana.

Pierwsze koncentruje się na Red Hoodzie i Nightwingu i jest bardzo dobre. Czytadełkiem zostało ze względu na historię, która jest bardzo typową, choć dobrze napisaną fikcją typu hurt/comfort przechodzącą w romans (tak, między Jasonem i Dickiem).

Co i jak? Red Hood pragnąć pozbyć się przemytników narkotyków mających tendencję do mordowania dzieci, a także nakłonić dość okrutną mafię do ustępstw bądź wycofania z miasta zakłada ładunki wybuchowe w opuszczonym budynku służącym do załatwiania narkotykowych interesów. Oczywiście tuż przed eksplozją do budynku wbiega ktoś, kogo ściga Nightwing. Jason natychmiast rusza za nimi i cała trójka ma wątpliwy zaszczyt znaleźć się w zasięgu wybuchu. W efekcie Red Hood traci nogę, a Nightwing doznaje uszkodzenia mózgu.

Uszkodzenia mózgu u znanych i lubianych bohaterów zawsze są motywem ryzykownym i zniechęcającym do czytania, bo każdy obawia się, co niedobrego może zrobić z takim wątkiem (i bohaterem) autor, ale tu jest dobrze. Wszystko jest pisane z Jasonowego punktu widzenia, więc nie ma przesadnego sentymentalizmu, jest umiarkowana, sensowna ilość angstu, jest cierpkie poczucie humoru, jest nieźle przedstawione, jak cała nietoperza rodzinka sobie (nie) radzi z problemem, jakim jest trochę niezrównoważony emocjonalnie Dick.

Romansu nie ma znowu tak dużo i jest napisany dobrze, bez rozczulania się, egzaltacji czy dziwnych scen seksu (w ogóle scen seksu praktycznie brak).

Generalnie polecam, choć jest to typowe czytadełko, które szybko się przeczyta, szybko zapomni, ale czyta się jednak przyjemnie i wciągająco. Duży minus tylko to fakt, że nie jest w ogóle zbetowane, przez co zdarzają się niewłaściwie podstawione przez autokorektę słówka i brak jakiegokolwiek zaznaczenia przeskoków w czasie, co troszeczkę utrudnia ogarnięcie momentami (ale nie jakoś znacząco). Poza tym rozdział siedemnasty jest absolutnym arcydziełem komicznej fanfikografii, choćby dla niego samego naprawdę warto przeczytać całość :D. Zdecydowanie leczy z depresji :D.

https://www.fanfiction.net/s/9277871/17/And-Who-By-Fire

Drugie koncentruje się z kolei na Damianie i wykorzystuje motyw Syndykatu Kryminalnego – czyli złowrogiej wersji Ligi Sprawiedliwości z jednego z alternatywnych wszechświatów DC. W historii tej Owlman i jego wspólnicy atakują i w zasadzie podbijają Ziemię, Liga Sprawiedliwości znika w nieznanych okolicznościach, Red Robin i Nightwing dostają się w ręce wrogów, natomiast Damian ginie. Na szczęście nie na długo, gdyż jego rodzina od strony matki ma wprawę w przywracaniu do życia. Tak więc gdy największa przeszkoda w postaci bycia martwym znika, Damianowi zostaje tylko wyrwać się z rąk swojego dziadka i ruszyć na pomoc ludzkości w ogólności, a Nightwingowi w szczególności.

Historia jest wciągająca, dobrze napisana, może nie jest to nic bardzo głębokiego – typowa fabuła akcji pełna walk i wyrywania się z uwięzień, ale chce się czytać. Gigantyczny minus to fakt, że jest jej raptem kilka rozdziałów i niestety później narracja się urywa, jak to często bywa z fanfikami. Ale dla fanów Damiana bądź Syndykatu może to i tak być miły kąsek.

https://www.fanfiction.net/s/10115660/7/Raise-Hell

Trzecie jest… dość dziwne, jeśli chodzi o zarys fabuły; nie wiem, czy „dość” nie będzie nawet pewnym niedopowiedzeniem. W znanym nam uniwersum Batmana pojawia się drugi Alfred Pennyworth wraz z nieznanym dzieckiem. Sobowtór „prawdziwego” Alfreda jest ciężko ranny, praktycznie umierający, ale w krótkich chwilach przytomności bardzo martwi się o chłopca i o kogoś, kto mu zagraża. Niedługo później pojawia się tajemniczy mężczyzna, który… przejmuje ciało Jasona Todda. Zaraz po tym Dick Grayson zaczyna mieć przebłyski z jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której jest po ślubie z Jasonem. Mam jeszcze wspomnieć, że dzieciak okazuje się być synem Todda i Graysona? Albo że Todd ląduje w ciele intruza i zaczyna słyszeć głos innego Jasona Todda, zmarłego w alternatywnej rzeczywistości? Tak, drodzy państwo, czegoś takiego chyba nikt jeszcze nie widział.

Mimo to, a może dzięki temu historia jest wciągająca. Co by nie myśleć o tak dziwnej fabule, to trudno się od niej oderwać, bo jednak chce się wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi albo może po prostu, co jeszcze można dziwnego wymyślić.

Niestety historia jest urwana i to na dość wczesnym etapie, więc polecam to czytadełko bardziej ciekawostkowo, żeby zobaczyć, jakie to dziwne pomysły potrafią się pojawiać w głowach różnych autorów. Zwłaszcza że jest całkiem nieźle napisane i dobrze się czyta.

https://www.fanfiction.net/s/11376635/1/Always-and-Forever

In Blood Only, Harry Potter

Naprawdę szaleństwo jakieś się dzieje na tym blogu ostatnio. Wpis za wpisem (powiedzmy ;) ), dobry fik za dobrym fikiem, żyć nie umierać. Dziś znów nie czytadło, a prześwietna historia, wciągająca jak chipsy z Biedry, choć zapewne mniej szkodliwa na nerki (ba dum tss). Tym razem fik jest z Harry’ego Pottera. Jak może zauważyliście, nie było tu nic z Pottera od paru lat. Nie jest to przypadek – chciałam pozaglądać na raczej mniejsze fandomy, żeby było większe zróżnicowanie i większy wybór, bo wiedziałam, że gdy zacznę czytać fiki z Pottera, a jest ich miliony, to skończy się samym Potterem na tym blogu. Niemniej jakiś tam wybór fandomów już mamy, więc może i można wrócić do najsłynniejszej serii fantasy dla młodzieży. I słusznie, gdyż szybko trafiła mi się perełka!

„In Blood Only”została napisana przez autora (autorkę?) o nicku E. M. Snape i niestety tyle tylko o niej/nim wiadomo. Mówię niestety dlatego, że pisze on(a) świetnie i ja osobiście trzymam kciuki za to, żeby kiedyś zaczął pisać samodzielne ksiązki, gdyż poziom trzyma doskonały. Nie tylko ja mam taką opinię, na fanfiction.net opowiadanie ma ponad trzy i pół tysiąca favów, a przekroczenie tam tysiąca to już jest naprawdę gigantyczna popularność i aprobata (zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Archive of Our Own, trzeba się tam zalogować, by cokolwiek pochwalić).

O czym jest fabuła? Odpowiedź bardzo prosta – co by było, gdyby Snape był tak naprawdę ojcem Pottera? Wszystkich, którzy w tym momencie skrzywili się z niesmakiem zapewniam, że nie jest to żadna smętna, sentymentalna historyjka o tym, jak biedna sierotka Harry w końcu otrzymuje ukochanego tatę, a biedny, niezrozumiany Snape w końcu może pokazać, że w środku jest tak naprawdę cudowny i kochający. Autor jest jednym z tych nielicznych twórców, którzy postrzegają Snape’a dokładnie takim, jakim był w książce – czyli powiedzmy sobie wulgarnie, porządnym kawałkiem kutasa, choć z pewnymi pozytywnymi cechami. Harry też ma kapkę poważniejsze problemy i jego świat emocjonalny nie kręci się tylko wokół tej zaskakującej wiadomości (choć oczywiście relacja ze Snapem będzie bardzo ważna). Wszystko jest więc przedstawione z sensem i zgodnie z charakterami postaci z książek Rowling. Co prawda parę osób ma zarzuty do przedstawienia tutaj Dumbledore’a i Rona, ale moim zdaniem są dokładnie tacy, jacy byli w książkach. Jedynie do Remusa można mieć jakies tam zastrzeżenia, że mógłby się zachowywać mniej emocjonalnie.

A jak dokładnie toczy się historia? Pisana jest ze zmiennym punktem widzenia, ale bardzo dobrze prowadzonym, co wcale nie jest częste. Przez większość czasu jest to przeskakiwanie pomiędzy Snape’em a Potterem, choć czasem zdarza się i spojrzenie przez oczy kogoś innego. Zaczynamy od Snape’a, który dowiaduje się przypadkowo o wiążącej go z Harrym relacji, gdy ten ostatni jest na szóstym roku (opowiadanie zostało napisane po wydaniu piątej części, więc dwie ostatnie nie są brane pod uwagę) i ogarnia go wściekłość na Dumbledore’a za aktywne zatajenie przed nim tej informacji. Sam Harry go ani parzy ani ziębi, jak się można domyślić, ale postanawia go poinformować o wszystkim po to, by ukochany chłopiec dyrektora dowiedział się, jak szczery jest z nim uwielbiany Dumbledore. Harry oczywiście nie przyjmuje informacji najlepiej, ale też nie jest to aż taka drama, jakiej można by się spodziewać – to znaczy nie większa niż to ma sens w obliczu niechęci Harry’ego do Snape’a oraz niezbyt pozytywnych informacji na temat jego ukochanych rodziców, które dodatkowo otrzymuje. Relacja między nimi jest więc całkowicie chłodna, żadnych uroków miłości rodzinnej się nie spodziewajmy.

Równocześnie jednak autor wprowadza dodatkowe, bardzo wciągające wątki związane z relacjami Severusa z innymi Śmierciożercami i Voldemortem, zwłaszcza z Lucjuszem, z którym wiąże go silna rywalizacja o pozycję w kręgu osób bliskich Czarnemu Panowi. Sytuacja z nieprzyjemnej robi się groźna, by w końcu przerodzić się w bardzo niebezpieczną. Szczegółów zdradzać nie będę, ale intrygi toczone przez obu Śmierciożerców – Severusa i Lucjusza – są doskonale napisane – każdy z nich stara się być o krok przed drugim, zdając sobie sprawę z tego, że gra toczy się o życie ich bliskich. Oczywiście Harry w tym wszystkim również nie pozostaje bierny, zwłaszcza że dochodzi dodatkowo wątek jego chęci zemsty na Bellatrix za zabicie Syriusza. Atmosfera jest coraz bardziej napięta, a ogólny realizm historii sprawia, że wcale nie możemy mieć żadnej pewności kto wygra i kto zginie.

Jest to kolejny duży plus tego opowiadania – autor na poważnie bierze powrót Voldemorta. To już nie jest barwna fantastyka z feniksami, gryfami i lataniem na miotłach, marzenie każdego dziecka, a ponury świat, w którym morduje się i ucieka przed śmiercią, gdzie niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, a ludzie są bezwzględni. No, wiadomo, nie wszyscy, ale wystarczająco wielu. Nic z tego nie jest przesadzone, wszystko ma sens i jest zgodne z kierunkiem, w którym szły książki Rowling i z wszelkimi informacjami przez nią podanymi.

Wad praktycznie nie ma. Dosłownie w paru miejscach można się przyczepić logiki wydarzeń – zwłaszcza rzuca się to w oczy na początku, gdy dowiadujemy się, w jaki sposób Snape odkrył prawdę o Harrym – rzeczywiście jest to minimalnie naciągane. Niemniej takich momentów jest dosłownie parę i nie są takie absolutnie kompletnie nierealistyczne, żeby nie dało się ich zupełnie zaakceptować. Można być zawiedzionym faktem, że jest tu niezwykle mało naszej trójcy. Fik koncentruje się na relacji Harry’ego i Snape’a i choć nie brakuje innych postaci (Dumbledore, Remus, Tonks, Lucjusz, Bellatrix, Draco), to trochę nierealnie mało jest tu jakichkolwiek interakcji Pottera z jego dwójką bliskich przecież przyjaciół. Niby jest to wyjaśnione pewnymi zdarzeniami, które mają miejsce, ale ma się wrażenie, że właśnie po to zostały wprowadzone przez autora, by odizolować Harry’ego od pozostałej dwójki. Zwłaszcza Hermiony praktycznie tu nie ma – na całe bardzo długie opowiadanie pojawia się raptem parę zdań wypowiedzianych przez nią. Jak dla mnie bardzo duży brak, bo Hermiona ze swoją inteligencją i obiektywizmem raczej powinna być osobą, której Harry mógłby się zwierzyć i doradzić. Na upartego może ktoś też zarzucić, że fik ma zbyt angstowy charakter – Harry’emu przydarza się tu stosunkowo dużo niedobrych wydarzeń, które mają dość konkretnie dołujący wpływ na jego nastrój i zachowanie, ale znowu wydaje się być to wszystko dość realistyczne i logiczne w obliczu wydarzeń z poprzednich tomów Pottera.

Podsumowując opowiadanie jest niesamowicie wręcz wciągające i w bardzo przemyślany sposób stworzone. Wątki doskonale się przeplatają i uzupełniają tworząc historię, od której ciężko się oderwać. Napięcie jest na tyle silne i nastrój na tyle poważny, że przez połowę fika autentycznie będziemy się martwić, kto tu przeżyje. Nic też szczególnie się nie gryzie z oryginałem (poza pisaniem nie tylko z perspektywy Pottera, no i brakiem Hermiony). Jak dla mnie gdyby Rowling wcieliła dokładnie taką historię do swojej serii, wcale by nikomu to nie zaszkodziło. Bardzo serdecznie polecam każdemu, kto lubi Pottera.

https://www.fanfiction.net/s/2027554/1/In-Blood-Only

Winter’s Heart, Thor

Coś się dzieje na blogu, niesamowite! Nie ma czekania na wpisy po dwa miesiące! I znowu coś, co nie jest czytadłem! (choć znowu się wahałam, nie wiem, czy z braku laku moje standardy się nie obniżają… a może po prostu wcześniej były zbyt wyśrubowane? Tak, zostańmy przy tym ostatnim, brzmi ładniej ;)).

Dziś mamy znów romans. Akcja rozgrywa się w kinowym uniwersum Marvela, a konkretniej w obrębie Asgardu i Jottunheimu, aczkolwiek nie bardzo to widać (tzn. Marvela nie bardzo tu widać, Asgard i Jottunheim aż nadto), gdyż jest to rzeczywistość mocno alternatywna. Mamy tu jedną z historii „co by było, gdyby”, w której po „gdyby” następuje „Odyn, Wszechojciec, nie zdecydował się na uprowa… znaczy się, adopcję Lokiego”. Zatem Loki wychowuje się tu ze swoją prawdziwą rodziną, co wcale nie jest znów tak złe, jako że autor(ka) wychodzi z dość logicznego założenia, że historię jotunnów w filmach znamy jedynie z punktu widzenia zwycięzców, co może oznaczać, że Lodowi Giganci mogą nie być znów tak okrutni i bezwzględni, jak to się w Asgardzie przedstawia.

Paralelnie do wątku Lokiego mamy prowadzony wątek Sif, młodej Asgardianki, która ma niezwykłe szczęście przyjaźnić się z Thorem, dziedzicem tronu, ale zamiast marzyć o koronie królowej u jego boku, chce zostać wojowniczką, ku wściekłości swego ojca. Jak możemy się domyślić z gatunku, do którego należy ów fanfik, drogi Lokiego i Sif się przecinają – Odyn postanawia z sobie wiadomego powodu poprawić stosunki z Jottunheimem i po dyplomatycznym spotkaniu z Laufeym na neutralnym gruncie zaprasza delegację najznamienitszych jotunnów do Asgardu. Oczywistą oczywistością jest, że przybywa w niej Loki i że spotyka Sif, po czym oboje zaczynają pałać do siebie miłością.

Cóż, fabuła jest schematyczna, nie da się ukryć. Z jednej strony waleczna kobieta, która pragnie udowodnić wszystkim, że potrafi spełnić swoje marzenie i stać się wojowniczką (co w tej wersji Asgardu nie jest znów tak częste) i odrzuca perspektywę wżenienia się w najpotężniejszą rodzinę Asgardu. Z drugiej strony utalentowany, aczkolwiek zamknięty w sobie i niezbyt miły przedstawiciel mrocznego i ponoć przerażającego gatunku. Na dodatek też zmagający się z tym, czym go obdarzyła natura, to jest wybitnie skromną posturą jak na jotunna. Poznają się i wiadomo. Tyle, że bez seksów ;).

Ale wbrew pozorom historia jest bardzo wciągająca. Postaci napisane są ciekawie, ich najróżniejsze relacje też interesujące, polityka wzajemna królestw (a także Asgardu względem wszystkich) dość realistyczna, dużo dobrego humoru, trochę niezłych zwrotów akcji, bardzo sympatyczna postać Thora, dobrze i interesująco nakreślone postaci własne… Jest dobrze. Język też piękny, na tyle, na ile mogę to określić nie będąc native’em.

Chyba jedyne, do czego można się przyczepić, to brak jakiegokolwiek zakotwiczenia wzajemnego zauroczenia dwójki bohaterów. Wszystko super, ale jakoś nasuwa się pytanie, dlaczego w ogóle się w sobie zakochali? Być może przyciągnęła ich ku sobie wyczuwalna podświadomie odmienność wśród swoich. Wciąż jednak ma się wrażenie, że jest to zbyt mało i trochę za bardzo przypomina to (w tym aspekcie) średniej jakości romanse, gdzie bohaterowie zakochują się w sobie, bo tak autor chce i tyle. Ale może się czepiam. Są młodzi, pewnie tak to działa u normalnych ludzi, nie tak oziębłych jak ja ;) .

Podsumowując czyta się naprawdę super, choć fabularnie to bardzo typowy romans. Historia niestety nieukończona, a szkoda, bo można by z nią zrobić naprawdę wiele dobrego, zwłaszcza biorąc pod uwagę niechęć Asgardian do jotunnów oraz ich przekonanie, że Sif odrzuca Thora dla księcia niedawnych wrogów (tzn. tak mniemam, że tak by to można było pokierować). Nie zapominając również o reakcji jotunnów. Niestety ukończone nie jest, ale przynajmniej kończy się w miejscu, w którym jeszcze jest to całkiem do przeżycia :).

Pominęłam zupełnie notkę o autorze/autorce, ale w sumie to nie wiem o niej nic, poza tym, że lubi pisać romanse, głównie z Avatar: Last Airbender, ale także i z wielu innych uniwersów, takich jak Star Trek, Fullmetal Alchemist czy ThunderCats.

Winter’s Heart ma ponad 300 favów, ale myślę, że zasługuje nawet na więcej, zwłaszcza biorąc pod uwagę popularność wielu miernych fików. Linka:

https://www.fanfiction.net/s/7426465/1/Winter-s-Heart

Post Navigation

Czasopismo Lege Artis

Prawie wszystko, co chcieliście wiedzieć o prawie -- i nie tylko

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać