Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Czytadło Star Trek TOS #01

Znowu dziś czytadłowa zapchajdziura i to wybitnie zapchajdziurowa, bo skierowana do bardzo wąskiego grona odbiorców (co na szczęście nie znaczy, że nielicznego ;) ) – czyli do fanów matki wszystkich shipów zwanej również spirkiem (w przekładzie na normalny – dla zwolenników teorii, że Kirk i Spock się ku sobie mieli/mają). Tak więc sympatycy tego jakże miłego związku mają dziś ode mnie prezencik w postaci bardzo krótkiej i bardzo ciepłej, domowej scenki pomiędzy Spockiem a Kirkiem, w której w zasadzie niewiele się dzieje, ale która humor fanom wiadomych postaci i ich romantycznych interakcji powinna poprawić:

https://archiveofourown.org/works/5991589

Mam nadzieję, że w końcu kiedyś mi się uda coś znaleźć nie będącego czytadłem (westchnienie)…

Reklamy

Podsumowanie 2018

Hejho, ludki kochane. Kolejny rok minął, nowy się zaczął, więc czas na tradycyjne podsumowanie zeszłego roku od strony kulturowej opracowane. Czyli co mi się najbardziej podobało z tego, co mi pod oczka przywiało z poszczególnych dziedzin twórczości ludzkiej. Przypominam, że nie jest to żadne zebranie najlepszych utworów, które pojawiły się w tym roku, lecz takich, z którymi ja zapoznałam się w tym okresie, więc znając życie będą to starocie sprzed 10 czy 20 lat, które wszyscy znają :). Tak więc polecam poniższe świetności:

Książka roku – „Morderstwo pod cenzurą”, Marcin Wroński

Co jest w sumie dość rzadkie w moich podsumowaniach zaczniemy od czegoś lekkiego, tj. od świetnie napisanego kryminału. Co prawda można się przyczepić, że wprawne w sztuce pisarskiej oko od razu wychwyci „kto zabił”, ale nie zmienia to faktu, że książka warta pochłonięcia dzięki swej wartkiej akcji, świetnemu poczuciu humoru, realistycznemu rysowi postaci i pracy przedpisarskiej autora – nie ma tu pisania z palca, wszystko jest podparte rzetelną wiedzą na temat międzywojnia w Lublinie czy Lublina w międzywojniu, bo tam dzieje się akcja. Polecam gorąco! (za to już niekoniecznie polecam dalsze części serii o Maciejewskim. Ale tę jedną warto!)

Komiks roku – „Maus”, Art Spiegelman

No i tyle było lekkiego. „Maus” to klasyka klasyków i myślę, że wszyscy „siedzący” w komiksie przeczytali, a pozostali, a przynajmniej ci, którzy choć trochę interesują się kulturą, na pewno słyszeli. Zwłaszcza w Polsce, gdzie na utwór ten poleciało gromów od (nomen omen) groma, bo POLACY ZOSTALI PRZEDSTAWIENI W TYM KOMIKSIE JAKO ŚWINIE. I niestety dla wielu na tym znajomość tego komiksu się skończyła, czego efektem były krytyczne recenzje ludzi, którzy mieli jego tak doskonałą znajomość, że aż „zapomnieli”, jakiej płci był główny bohater. Tak czy siak, nietypowy ten – bo przedstawiający Holokaust (i nie tylko) za pomocą antropomorfizowanych zwierząt – komiks to zapis rozmów autora z własnym ojcem, który Shoah przeżył. Nie jest to „tylko” odmalowanie zagłady, ale przede wszystkim szczery opis ludzi, w czasie wojny, ale też przed i po niej – Żydów, Polaków, Niemców. Wbrew opiniom nic tu nie jest zafałszowane – ani Żydzi nie są wybieleni ani Polacy pogrążeni, nawet ojciec autora jest nakreślony prawdziwie i raczej niekoniecznie pozytywnie. Ot po prostu prawdziwi ludzie, dobrzy, byle jacy, źli, niejednoznaczni. Mimo że pewnie każdy już swoją dawkę o Holokauście przeczytał, to warto do tego komiksu zajrzeć, gdyż bardziej niż o samej Zagładzie jest to opowieść właśnie o człowieku.

Film roku – „Scena zbrodni”, Joshua Oppenheimer

Skoro już jesteśmy przy masowych mordach…. chociaż zwykle nie używam stwierdzeń typu „musicie”, „każdy powinien”, „koniecznie trzeba”, to tu wyjątkowo stwierdzam, że każdy powinien „Scenę zbrodni” obejrzeć i kropka. Nieważne, czy lubicie poważną tematykę czy nie, czy lubicie dokumenty czy nie, czy w ogóle oglądacie filmy czy nie. Po prostu każdy człowiek powinien ten film zobaczyć (nawet jeśli nic z niego nie wyniesie, bo nie wątpię, że i takich osób nie brakuje, choć mam nadzieję, że nie wśród Czytelników tego bloga). „Scena zbrodni” to swoisty reportaż z rozmów z uczestnikami zagłady (ponad pół miliona żyć) komunistów w Indonezji (głównie tymi mającymi wówczas wpływy i wydającymi rozkazy). Dokument ten jednak wyreżyserowany w sposób zupełnie inny niż można by się spodziewać, co nie umniejsza wstrząsu i niedowierzania. Utwór wybitny.

Serial roku – „Jigoku Shōjo” (ang. „Hell Girl”), Takahiro Omori

Uczciwie przyznam, że seriali praktycznie nie oglądałam w tym roku i Jigoku ląduje tu trochę na zasadzie najlepszego spośród praktycznie niczego ;), co wielkim osiągnięciem niestety nie jest, niemniej to świetny serial animowany dla młodszej młodzieży (w tzw. wieku gimnazjalnym); dla dorosłych już może mniej świetny, bo jednak uderza w oczy powtarzalność odcinków i – z dorosłego punktu widzenia – stęchlizną zalatują różne problemy w nim przedstawiane, a także cały pomysł, na którym bazuje fabuła. Z punktu widzenia gimbusików natomiast serial w niezwykle lubianej w tym wieku mrocznej otoczce porusza różne ważkie kwestie, z którymi życie ich zetknie i powinien dać im trochę do myślenia. A o czym jest? Otóż ludzie, którzy pragną na kimś zemsty o północy mogą wysłać „Piekielnego Maila”, a wówczas Ktoś Z Zaświatów zemsty owej dokona. Oczywiście za drobną opłatą w postaci obu dusz (mszczącego się i jego oprawcy/ofiary). Tak więc nie powiem, że bardzo gorąco polecam, ale jeśli nie macie czego polecić swoim dzieciom/kuzynom/młodszemu rodzeństwu, to Hell Girl powinno być naprawdę dobrym wyborem.

Gra roku – Mass Effect (trylogia), BioWare

Dla odmiany w grach było sporo ciekawych tytułów do wyboru (skąd ja miałam czas w nie grać? A, no tak, grało się zamiast szukać fików na bloga), zwyciężyć jednak musiał klasyk klasyków, trylogia Mass Effect, która znana jest nie tylko graczom i popularna nie bez sensownych powodów. Grającym w gry przedstawiać nie muszę, nie grającym natomiast powiem tyle, że jest to shooter (znaczy się strzelasz) RPG (znaczy się fabuła jest ważna, rozwój postaci jest ważny) w klimatach podróży międzygwiezdnych. Polecam owe gry właśnie z uwagi na fabułę, a konkretnie wiele trudnych, zdecydowanie niebiało-czarnych decyzji, jakie trzeba w nich podejmować, a także interakcje z innymi postaciami (czyt. romanse ;) ) a także miejscami dość posępny realizm (zwłaszcza w niesłusznie krytykowanym zakończeniu). Muszę ostrzec uczciwie, że pierwsza gra dopiero nabiera rozpędu pod tym względem – większość decyzji tak naprawdę nie jest żadnymi decyzjami, tylko kwestią, czy będziemy mili czy chamscy ;), niemniej jest parę jaskółek zwiastujących to, co będzie się działo w kolejnych częściach. Polecam nie przeskakiwać jej jednak, albowiem wszystkie trzy gry stanowią dość zwartą całość, nawet jeśli odrobinkę nierówną. A o czym jest? Ano zostajemy dowódcą statku kosmicznego, dowiadujemy się o Niecnych Planach Pewnego Złoczyńcy, Ale Nikt Nam Nie Wierzy. Tak więc ogólna fabuła nie powala na kolana, ale renegat tkwi w szczegółach ;). A, i jak ktoś jest tak upośledzony, jak ja, to przed zagraniem niech obejrzy trochę jakiegoś let’s playa na Youtubie, bo tutorial nawet na poziomie easy może zdenerwować.

Utwór roku – „Jingle Bells Sad Christmas”, Toms Mucenieks

Pamiętajmy, że tradycyjnie świąteczne piosenki w naszym kraju powinno się śpiewać po, a nie przed świętami ;). Dlatego polecam tę przepiękną i jakże pozytywną aranżację, którą można znaleźć na Youtubie :).

Wystawa roku – Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

W tym roku byłam na tylu świetnych wystawach, że naprawdę bardzo ciężko było wybrać jedną. Mimo wszystko obiektywnie wygrywa jednak Centrum Kopernik, ze względu na niezmierne rozmiary, różnorodność, interaktywność i atrakcyjność zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Jeśli chcecie spędzić cały dzień na różnych przyjemnych eksperymentach, to gorąco polecam. (tu pozdrowienia i kryptoreklama dla Gosi, z którą tam byłam, autorki bloga Przez Okulary (https://pearlsvision.blogspot.com/)

Deviant roku – Oer-Wout

Przyroda u Oer-Wout jest po prostu piękna. Nie wątpię, że w zdjęciach tego artysty (artystki?) jest sporo obróbki i być może są to bardziej grafiki niż fotografie, ale są niesamowicie przyjemne dla oka i zwracające uwagę spośród wielu, jakie są na internetach. Pewnie Prawdziwi Artyści będą się denerwować, że to nie jest Prawdziwa Sztuka, ale i tak polecam rzucić okiem :).

Restauracja roku – Sztolnia, Katowice

Smakoszem nie jestem, wiem tylko, czy mi coś bardzo smakuje. I w Sztolni smakowało mi niezmiernie i do tego wszystko, co wzięłam. Co prawda byłam tylko raz, ale jeśli się nadarzy jeszcze okazja nawiedzić stolicę Górnego Śląska, to bez wahania znów tam pójdę :).

To by było na tyle. Wybaczcie, że miejscami się rozpisałam, ale niestety uważam, że lepiej napisać więcej niż mniej, choć być może nie zawsze jest to słuszne ;). Życzę tradycyjnie szczęśliwego kolejnego roku!

PS żarciowy: alkohole z Lidla polecam w ogólności z tegorocznych żarciów i kremy czekoladowe wegańskie, które można odkopać jak się dobrze poszuka w tym samym Lidlu (nie, niestety Lidl mi nie płaci za reklamę :( )

Życzenia i czytadło ze Star Trek TOS #02

Tak, wiem, że nie wszyscy święta obchodzą, niemniej jednak sądzę, że wciąż jest to tak silna w naszym społeczeństwie tradycja, dla większości już świecka, dla części religijna, że obstawiam, iż dla wielu Czytelników tego bloga jest to ważny moment. Wszystkim Wam zatem, zarówno tym, którzy pójdą na pasterkę, jak i tym, którzy po prostu spędzą czas na jedzeniu i prezentowaniu; tym, którzy spędzą czas z rodziną, jak i tym, którzy spędzają ten czas w swoim własnym, doborowym towarzystwie (a także tym, którzy teraz świąt nie obchodzą, ale będą niedługo obchodzić jakieś ważne w swoich religiach i kultach uroczystości :) ) życzę bez zbędnego wymyślania i silenia się na oryginalność tego, co w życiu najważniejsze – czyli pieniędzy i zdrowia :). A poza tym również trafiania na dobre rzeczy w kolejnym roku – dobrych ludzi, dobre żarło, dobre książki, gry, komiksy, seriale, muzykę, wystawy, filmy… no i dobrych fików na moim blogu życzę :).

Szczególne życzenia dla Pani Histerycznej z bloga Artysta nie posiada ciała, coby nie brała ze mnie przykładu i częściej wrzucała wpisy, zwłaszcza te z poradami codziennymi, albowiem te wybitnymi są :D.

A wyjątkowo udało mi się w tym roku znaleźć jakieś nowe czytadło w tematyce praktycznie świątecznej. W zeszłym roku, mimo starań, nic z tego nie wyszło, w tym roku niestety porządnego fika też nie ma, ale cieplutkie, zimowe (to nie oksymoron :) ) czytadełko wpadło:

https://archiveofourown.org/works/2787737

Czytadełko niestety tylko dla ludziów, którzy nie mają nic przeciwko homoseksualnym romansom panów (i to jeszcze na dodatek różnych gatunków :)), ale nic się tam strasznego nie dzieje, poza wspólną kąpielą Kirka i Spocka, jest dużo śniegu, ciepła kominka, gorącej wody i miłości ;). Przyjemna, rozgrzewająca, pozytywna scenka romansowa w sam raz na wieczór bożonarodzeniowy. Jako takich świąt tam nie ma, ale jest zima i jest wolne, więc też ujdzie jako tematyczne :), a niektórzy, co świąt nie lubią, pewnie nawet będą bardziej zadowoleni, że nie ma żadnych choinek ;)

Tak więc, wszystkiego dobrego, moi mili :)

Rocznicowy wpis

Zainspirowana wpisami urodzinowymi na innych blogach i pragnąca coś wrzucić, coby się działo coś stwierdziłam, że też notkę skrobnę na podsumowanie kolejnego roku wpisów na tym jakże zacnym i pustawym skrawku internetów, który zajmuję.

Mija dziś trzeci rok od pierwszego wpisu. Bardziej niestety jest to przyczynek do mobilizacji (mojej) niż chwalenia się, jako że wpisów, jak widać, mniej niż bym chciała, a wpisów wypełnionych Naprawdę Dobrą Fanfikcją czyli meritum tego bloga jeszcze mniej. Niemniej. Coś tam podsumujemy i w przyszłym roku zobaczymy, czy poszło coś do przodu.

Tak więc w roku tym trzecim od narodzenia tego bloga wpisów w sumie było 9, czyli może nie jakaś kompletna katastrofa (jak w pierwszym roku ;)), ale i tak smętnie, bo choć jeden mógł by był się pojawić na miesiąc. Wniosek jedyny z tego i twardy, że trzeba więcej siedzieć w netach, a mniej na fejsie i pintereście w książkach, filmach i grach.

W tymże roku nadmienionym nie pojawił się niestety ani jeden wpis przybliżający coś wybitnego w fanfikcjosferze. Tak więc tragedia w kropki i porażka w kreski. To wszystko wina internetów, tam jest za mało dobrego. I może i jakaś mała sugestia dla mnie, że trzeba może jakąś nową metodę poszukiwań obrać.

Wpisów czytadłowych było 7, z czego aż 4 ze Star Treka 2009, co zamierzonym nie było, ale świadczy o aktywności tegoż fandomu przy jego przyzwoitym poziomie umysłowym ;) (skoro aż tyle rzeczy czytalnych się znalazło). Poza tym jedna sztuka ze starego serialu Herkules, jedna ze Star Wars i jedna z Charliego i fabryki czekolady. Wszystko w języku Szekspira, choć niekoniecznie na jego poziomie, więc w sumie też popukać można byłoby się w pierś, aczkolwiek jednak ten anglojęzyczny net kusi mnogością… człowiek liczy, że łatwiej wyłowi coś wartego uwagi… mta. Z tychże czytadeł największą popularnością w netach cieszy się Atlas ze Star Treka 2009 (przygodowe, z nutą romansu, prawie pięć tysięcy favów, szaleństwo!), ja sama jeśli miałabym już wybierać to mimo wszystko za najlepsze uznałabym Convergence, również ze Star Treka 2009 (krótki wgląd w paru bohaterów), choć przyznam, że Atlasa też przyjemnie się czytało.

No i jakby ktoś chciał mieć w jednym miejscu wszystkie czytadła z tego roku (linki bezpośrednie, nie do recenzji):

https://www.fanfiction.net/s/5344838/1/Atlas (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/9621350/1/Eros-Turannos (Star Wars)

https://www.fanfiction.net/s/1004468/1/Norse-by-Norsewest-Revisited (Herkules serial)

https://www.fanfiction.net/s/5104111/1/A-Captain-s-Regrets (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/5084949/1/Three-People-Captain-Kirk-Did-Not-Sleep-With (Star Trek 2009)

https://www.fanfiction.net/s/2234800/1/Abracadabra (Charlie i fabryka czekolady)

https://www.fanfiction.net/s/6471195/1/Convergence (Star Trek 2009)

I tym fascynującym akcentem kończę niniejsze lanie wody, które może zmobilizuje mnie do dłuższego ślęczenia nad fanfikami :).

 

Czytadełko ze Star Trek 2009 #06

Jak widać w tytule posta nihil novi na tym blogu ostatnimi czasy; czyli znowu zapchajdziura czytadłowa. W sumie nawet nie taka zła, zwłaszcza pierwszy i ostatni rozdział (z aż czterech), wręcz nawet całkiem przyzwoita i czyta się ją przyjemnie, aczkolwiek nic wielkiego nie wnosi. Niemniej dla fanów Star Treka (2009) na pewno będzie to miła rozrywka pomiędzy bardziej poważnymi lekturami czy w ogóle zajęciami.

Fabuła jest prosta – ot, komandor Pike ma okazję po raz pierwszy zobaczyć kadłub budowanej Enterprise. I przy okazji zostaje namówiony na pozostanie w Akademii. I przy okazji namawia Kirka młodszego do wstąpienia do Akademii. I przy okazji komandor Toland namawia na to samo McCoya. I przy okazji obaj panowie się poznają i przypadają sobie do gustu (nie, nie w tym sensie ;) ). Bardzo przyjemnie się czyta opis wewnętrznych przeżyć i rozważań Pike’a, bardzo przyjemnie czyta się też interakcję pomiędzy McCoyem i Kirkiem.

Tak więc nic to ambitnego, ale naprawdę niezłe czytadełko. Język angielski, a linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/6471195/1/Convergence

A ja tymczasem żywię nadzieję, że może kiedyś w końcu znowu trafię na coś naprawdę świetnego. Choć tak po prawdzie to ostatnio zaczynam mieć poczucie, że chyba już wszystko, co ambitne na necie, przeczytałam, skoro tak długo nic się nie pojawiło na mojej drodze.

Pozdrawiam i czekajcie z utęsknieniem :).

Czytadło z „Charliego i fabryki czekolady” #01

Żyję, żyję, wbrew pozorom. Nawet czasem można mnie napotkać w jakichś komentarzach na innych blogach. Szkoda, że częściej nie można mnie napotkać na własnym… no cóż, jakoś życie mnie nie wynagradza ostatnio dobrymi fikami. Wszystko, co mi w łapki wpada jest mizernej jakości, niestety.

Tak więc znowu nie będzie naprawdę dobrego fanfika i porządnej jego recenzji, tylko ponownie czytadełko, żeby nie było, że blog już tak całkiem opustoszały i straszy pajęczynami i innymi tam upiorami przeszłości. Czytadełko jest z „Charliego i fabryki czekolady”, który to utwór większość z Was pewnie zna z filmu, a niektórzy też i z książki wydanej już ponad 50 lat temu.

Czytadełko jest bardzo przyjemnie napisane, autor ma rzadki talent do tworzenia sugestywnych opisów i niezwykłej, magicznej atmosfery (idealnie pasującej do tematu) i niezmiernie miło się w nim zanurza… do momentu, gdy dochodzimy do głównego tematu czytadełka czyli romansu między Charliem a Wonką. Tak że ten, nie dość że pedofilią pachnie mocno (mimo że Charlie jest tu już dorosły), to niestety umiejętności pisarskie też mocno zawiodły na bardzo grząskim gruncie opisu sceny łóżkowej. Na pociechę mogę dodać, że nie on pierwszy i nie ostatni na tym się poślizgnął i malowniczo wy… odniósł porażkę, bo umiejętność sensownego opisywania seksu łatwą nie jest. Co nie zmienia faktu, że czytadło to obyłoby się doskonale bez tego.

Podsumowując polecam przeczytać do sceny ze sztucznym śniegiem, super się czyta,  a że scena ta jest pod koniec opowiadania, więc w sumie jego zdecydowana większość jest warta uwagi. Resztę sobie odpuśćcie, chyba że rozwijacie swój talent pisarski za pomocą podglądania, jak się pewnych rzeczy nie pisze i jak warto wiedzieć, kiedy skończyć.

Linka poniżej, język angielski:

https://www.fanfiction.net/s/2234800/1/Abracadabra

A, i żeby nie było, pedofilii też nie popieram, ale jeśli się nie doczyta do końca, to można nawet nie zauważyć, o co chodzi i nacieszyć się samym klimatem, który opowiastka ma :).

Star Trek 2009 Czytadełko #05

Mta, nie ukrywajmy, znowu trochę zapchajdziura – króciutkie czytadełko o charakterze humorystycznoromantycznym (z naciskiem na to drugie). W sumie przyjemne, jeśli lubi się Star Treka i romansidła. Linka:

https://www.fanfiction.net/s/5084949/1/Three-People-Captain-Kirk-Did-Not-Sleep-With

I postaram się poprawić w końcu i wrzucić coś z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że jeśli w końcu uda mi się znaleźć lepszą pracę, w związku z czym nie będę już sobie zajmować głowy dokwalifikowaniem się i znalezieniem lepszej pracy, to będę czytać więcej i wrzucać więcej :).

Czytadło ze Star Trek 2009 #04

Za górami, za lasami żyła sobie Aśka z bloga Dobra Fanfikcja i łudziła się, że pewnego pięknego czasu będzie na jej blogu przynajmniej chociaż minimum bodaj raz w miesiącu wpis. Pewien piękny czas póki co nie nadszedł, ale nadeszło czytadełko ku zapchaniu pustek.

Czytadełko, jak nadmienia tytuł wpisu, jest na bazie serialu Star Trek z 2009 roku i jest króciutkim jednostrzałem opisującym sytuację bezpośrednio po niesubordynowanych wyczynach Kirka, w ramach których dowodził on statkiem Enterprise, a konkretnie rozmowę tegoż z komandorem Pike’iem. W sumie nie ma w tym czytadełku nic wybitnie wyróżniającego, ale jest napisane dobrze i ludziom, którym zawsze za mało fików startrekowych polecam. iwcaleniejesttakżetopróbazagłuszeniawyrzutówsumieniazpowodumałejilościwpisów

Język angielski, linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/5104111/1/A-Captain-s-Regrets

Życzę Wszystkim udanej majówki (nawet takim, co pracują, jak ja)

Czytadło z Herkulesa #01

A dziś wrzucam kolejne czytadełko – tym razem z dawno już chyba zapomnianego uniwersum serialu „Herkules”. Ktoś poza mną pamięta przygody sympatycznego siłacza (jakoś tak mniej kontrowersyjnego niż w oryginalnym micie ;) ) i jego pomocnika Jolaosa? Na pewno ktoś z Was się znajdzie w tym gronie. A jeśli jeszcze ma ochotę na krótkie czytadełko z gatunku takich, w których niewiele się dzieje, a ważna jest atmosfera (w tym wypadku przyjaźni między dwoma bohaterami), to można sobie przypomnieć ów serial poniższym fanfikiem:

https://www.fanfiction.net/s/1004468/1/Norse-by-Norsewest-Revisited

Jak mówię, niewiele tam się dzieje, ale jest coś w atmosferze, co przykuwa uwagę i mimo wszystko pozostaje w pamięci. Albo może to tylko ja :). Tak czy siak w te zimowe lutowe wieczory, wśród zgiełku i hałasu beznadziejnych narracji fanfikowych, lepszy rydz niż nic :).

Czytadełko ze Star Wars #01

Dziś kolejna „sezonówka”, jak to mawiają w moim miejscu pracy, czyli kolejny wpis okolicznościowy, razem tym związany z jakże lubianym i niekontrowersyjnym świętem świętego Walentego :). Stwierdziłam, że może takie sezonowe wpisy bardziej mnie zmuszą do regularnych publikacji moich wystukań na klawiaturze dotyczących fanfikcji. Choć, wiadomo, jeśli nie znajdę niczego przyzwoitego na necie, to cudów nie wymyślę.

Na szczęście jednak udało się coś znaleźć na tę okazję, choć jest to czytadełko bardziej niż nie wiadomo jak ambitny i poważny fanfik. Ma swoje potknięcia i słabości, niemniej jest na tyle dobrze i ciekawie napisane, że można poczytać i przymknąć na nie oko, przynajmniej jeśli ma się ochotę na przyjemny i dość lekki romans.

Akcja toczy się w alternatywnym uniwersum Star Wars wokół popularnej w fikcji pary – czyli Darth Vadera i Padme Amidali. Odejście od oryginału – o ile dobrze się orientuję, a orientuję się umiarkowanie, bo filmy oglądałam dość dawno i akurat mnie nie utopiły w miłości do tej serii – polega na fakcie, że Anakin zostaje Lordem Vaderem znacznie wcześniej, zanim poznaje Padme, i oboje spotykają się, gdy Palpatine jest już imperatorem dążącym do wytępienia rebeliantów. Palpatine doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że senator Amidala należy do buntowników i obmyśla wcale niegłupi plan osadzenia Padme pod bezpośrednią opieką swego jakże czułego i pełnego empatii Dziedzica Tronu, który ma doprowadzić ją do osłabienia psychicznego i, prędzej czy później, potknięcia, którym udowodni swoją przynależność do rebelii, a z drugiej strony zamiesza trochę w szeregach przeciwnika, który może zacząć podejrzewać Amidalę o załamanie się, współpracę i dekonspirację jej przyjaciół. Jak się wszyscy domyślają, plan ma skutki oczywiste natury stosunkowo romantycznej.

Mimo że są słabe momenty, typowe zwroty akcji czy pewne (na szczęście niezbyt wielkie) naiwności, jak to w czytadłach romansowych, generalny poziom jest całkiem niezły i czyta się dobrze. Padme nie razi głupotą (choć są momenty czasem, gdy podejmuje dość nieuzasadnione decyzje), choć niestety nieraz spędza cały rozdział na rozważaniach, które można streścić w jednym akapicie ;)), Vader jest sobą, a nawet wręcz mroczniejszy i groźniejszy niż w oryginale, jest wciągająco, są sceny seksu, na Walentynki jak najbardziej fanowie i fanki Star Warsów mogą poczytać.

Język angielski i linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/9621350/1/Eros-Turannos

Zastrzegam, że przeczytałam dopiero kilkanaście rozdziałów (z sześćdziesięciu!), więc nie ręczę za to, co dzieje się później, aczkolwiek mam nadzieję, że poziom fanfikcjowania tego fanfika nie spada w dalszych rozdziałach. Popularnością też się cieszy ogromną, więc nie jestem sama w dość pozytywnej ocenie tego opowiadanka, aczkolwiek wiecie dobrze, jak to z tą popularnością bywa (przeczytałam już kilka opowiadań romansowych ze Star Warsów o znacznie większej popularności, co wcale im nie przeszkodziło w byciu bardzo kiepskimi ;) ).

 

EDIT

Niestety, okazało się z czasem, że poziom powoli, ale stabilnie się obniża i coraz więcej czasu zajmują rozważania iście z kiepskiego romansu, a coraz mniej ciekawe, w miarę realistyczne rozdziały. No cóż. A zapowiadało się przyzwoicie… :(. Ja dałam sobie spokój w połowie, jeśli ktoś doczyta dalej i stwierdzi, że jednak warto, niech da znać :).

Post Navigation

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Subiektywnie o finansach - Maciej Samcik

Prześwietlam produkty finansowe, informuję o nowościach w świecie pieniędzy, daję porady dotyczące rodzinnego portfela

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny