Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Archive for the category “Czytadła”

Czytadła ze Star Treka #02

Nie było mnie tu znów prawie dwa miesiące. Uczciwie mówię jednak, że nie obijałam się, ino szczęście mi nie bardzo sprzyja w odnajdywaniu dobrej fanfikcji. Przez ile blubrów się przedarłam przez ten czas, nawet nie pytajcie. Póki co niestety nie mam na oku niczego wybitnego, ale przynajmniej ostatnio parę przyjemnych czytadełek się trafiło – dobre i to.

Czytadełka dzisiejsze oba są ze Star Treka; jedno z The Original Series, drugie z 2009 (choć to drugie na dobrą sprawę mogłoby równie dobrze być z TOS, na moje oko). Oba są spirkami, czyli promują ideę romantycznego związku między Jamesem T. Kirkiem a S’chn T’gai Spockiem, więc jeśli to nie Wasza bajka, to nie polecam. Jeśli jednak popieracie ten pomysł lub przynajmniej Was on ani ziębi ani parzy, byleby jakiś romans był, to czemu nie spróbować.

Czytadełko jedno to „Ad Astra Per Aspera” autorstwa lahmrh, gdzie pod tym jakże wiele dramatu i angstu sugerującym tytułem kryje się cieplutkie, pogodne opowiadanko o tym, jak to pewien studiujący w Akademii Gwiezdnej Floty ludzkowolkański mieszaniec zaprzyjaźnia się i zakochuje w pewnym człowieku kształcącym się na kapitana okrętu. Typowa łagodna, wręcz kojąca serce historyjka idealna na Boże Narodzenie (które się w niej zresztą pojawia) czy po prostu na jakiś chłodny, ciemny wieczór, gdy człowiek ma ochotę na ciepły kocyk, gorącą czekoladę, mruczącego kota i coś przyjemnego i odprężającego do poczytania. Nie ma tu żadnych dramatów, nie ma zbyt wiele akcji, ot, po prostu obserwowanie interakcji Jamesa i Spocka od ich poznania się po pierwsze pocałunki (plus epilog już na Enterprise). Czyta się bardzo przyjemnie – nie ma żadnych zgrzytów ani językowych ani fabularnych. Coś tam pewnie można by się przyczepić do kanoniczności postaci, zwłaszcza Spocka (choć tak po prawdzie to ja o Star Treku wiem malutko, ledwie go pamiętam z dzieciństwa i teraz nadrabiam fanfikcją, na którą natrafiam i wyrwanymi z kontekstu scenami ze Spockiem na youtube ;) ), ale z drugiej strony trzeba brać poprawkę na to, że Spock jest tu znacznie młodszy, więc i jego charakter i zachowania mogły być odrobinę inne w czasach akademickich niż w czasach, gdy jest już uznanym Pierwszym Oficerem otoczonym zaprzyjaźnioną załogą.

Tak czy siak polecam, jeśli na taki przyjemny, cieplutki romansik macie ochotę. Całość po angielsku, raptem pięć rozdziałów plus epilog, pod linkiem:

https://www.fanfiction.net/s/9830423/1/Ad-Astra-Per-Aspera

 

Drugie czytadełko, a w zasadzie to strzęp czytadełka, bo autorka napisała raptem dwa rozdziały i olała nas radośnie, to również romansidło, ale tym razem komiczne. Zarys fabuły dość odstręczający – Jim próbuje uwieść Spocka z dość mizernym skutkiem, więc idzie kapitan do lekarza i pyta, co ma zrobić, żeby starania zwieńczone zostały sukcesem. Po pierwszym sukcesie, jakim jest nie zostanie wyrzuconym za drzwi przez McCoya, następują kolejne, w efekcie nowo wprowadzonej strategii manipulacji Spockiem (zaimplementowanej z wydatną pomocą Sulu) . Fabuła zdecydowanie nienowatorska i nieambitna, ale przezabawnie prowadzona – zwłaszcza kluczowe dla tego typu historyjek interakcje różnych postaci są warte zapoznania się z :).

Tak więc dla niezbyt może wyrafinowanego, ale też nie zbytnio prostego czy ordynarnego humoru, polecam :). Rozdziały są tylko dwa, jak wspomniałam, więc wiele czasu nie zmarnujecie. Język angielski i linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/6043891/1/Hard-To-Get

Do poczytania znowu, za milion lat, gdy uda mi się coś normalnego odgrzebać w netach :).

Reklamy

Czytadło z Dragon Age #01

Znów mnie trochę nie było tutaj – życie jak zawsze ma swoje pomysły. Dzięki rehabilitacji i poznaniu nowego człowieka na potencjalnego partnera mój czas na czytanie się drastycznie skurczył, co nie zmienia faktu, że będę nadal pracować nad tym, by tutaj wciąż się coś ciekawego ukazywało jak najczęściej.

Dziś mamy czytadło przyjemne z serii gier Dragon Age, które to gry swoją drogą gorąco polecam każdemu, nawet osobom, które nie bardzo umią w gry (jak ja) ;), bo fabuła przezacna (zwłaszcza Dragon Age Origins), a na poziomie easy każdy z łatwością sobie powinien poradzić (w każdym razie na pewno w DAO).

Czytadełko, autorstwa Arsinoe de Blassenville, jest napisane w języku angielskim, a jego akcja zaczyna się tuż po słynnym sejmie w Ferelden, na którym Loghain Mac Tir traci ostatecznie władzę w kraju, by ciągnąć się przez całą historię z Dragon Age Awakening po Dragon Age II włącznie – w sumie to 50 rozdziałów! Choć główną bohaterką przez cały czas pozostaje Bohaterka Ferelden – w tej wersji historii jest to Maude Cousland, ludzka szlachcianka wyspecjalizowana w walce w stylu rzezimieszka – to całą opowieść widzimy oczami Loghaina Mac Tira, który bardziej nie chcąc niż chcąc, w wyniku znanych nam wydarzeń dołącza do Strażników na początku tejże fanfikcji.

Trzon tej historii to właśnie przedstawienie losów Maude Cousland i Loghaina Mac Tira od momentu ich sławetnego pojedynku przez kilka następnych lat, a także dość realistyczne przedstawienie tego, jak, zdaniem autorki fika, powinny kształtować się dzieje Ferelden w okresie po Zarazie. Maude jest tu bohaterką bardzo charakterną, jak dla mnie trochę kontrowersyjną, momentami zbliżającą się do granic szaleństwa, ale równocześnie nad wyraz twardą i praktyczną, choć również mocno przekonaną o swojej nieomylności, emocjonalną i posiadającą wybitny dar manipulowania ludźmi. Niektóre z decyzji, które podejmuje w fiku, nie pojawiają się w grach i niosą rezultaty wprowadzające nas w pewnym sensie do alternatywnego uniwersum, są jednak zazwyczaj na tyle realistyczne i dobrze utwierdzone w kanonie, że nie można mieć do nich krytycznych uwag (z jednym poważnym wyjątkiem, o którym napiszę później).

Zdecydowanym plusem tej historii jest świetne poczucie humoru przez kilkanaście pierwszych rozdziałów – autorka doskonale odnajduje się w odrobinę parodiującym mechanikę gry, lekkim, sarkastycznym, lecz równocześnie pogodnym stylu pisania – przyznam szczerze, że śmiałam się jak pacjent zakładu zamkniętego czytając tego fika po nocach i budząc zapewne Bogu ducha winnych współlokatorów ;). Świetnie się czyta opisy rozdawnictwa prezentów uskutecznianego przez Maude, obrabowywania i okradania wszystkiego, co się rusza i nie rusza, używania charyzmy w każdy możliwy sposób – zwłaszcza, że widzimy to wszystko oczami z lekka zirytowanego i z bardziej niż lekka zaskoczonego i krytycznie nastawionego Loghaina. W późniejszych rozdziałach humor wyraźnie schodzi na dalszy plan, a szkoda, bo to bardzo duży atut tego fika.

Drugi plus tego czytadła to świetne rozeznanie w realiach średniowiecznych autorki (przynajmniej na tyle, na ile ja, nie mając większej wiedzy o średniowieczu, mogę to ocenić) – cały czas mam przed oczami na przykład sceny porodów, przy których obecna była połowa szlachty, by mieć pewność, że dziecko urodziło się żywe i na pewno nie było podmienione :).

Trzeci plus to doskonałe snucie intryg politycznych. Arsinoe ma świetną inteligencję i wyobraźnię polityczną – dostrzega najdrobniejsze powiązania i ich logiczne konsekwencje, tworzy bardzo realistyczne biegi wydarzeń i doskonale obrazuje walkę o władzę inherentną dla kręgów szlachty w takim kraju jak Ferelden. Przyznam, że wielokrotnie zaskoczyła mnie ona swoją przenikliwością i logiką biegu różnych sytuacji – posunęłabym się wręcz do stwierdzenia, że idzie jej to nawet lepiej niż samym autorom Dragon Age.

Pozostaje więc pytanie, czemu historia ta wylądowała mimo wszystko w czytadłach? Ano cóż, jest jeden gigantyczny moim zdaniem minus, który mocno zniechęca – pomimo powyższych zalet – do czytania tego opowiadnia, zwłaszcza później, gdy humor schodzi na drugi plan i ma być poważniej i realistyczniej. Otóż jest nim główny wątek romantyczny. Maude zakochuje się i ląduje w łóżku z Loghainem. Samo w sobie nie byłoby to może i takie złe, bo obie postaci są ciekawe i nie widzę nic złego w ich połączeniu, jeśli byłoby ono sensownie uzasadnione. Problem w tym, że nie jest. O ile Arsinoe świetnie sobie radzi z polityką, gospodarką i wszelkiego rodzaju intrygami, o tyle słabiej sobie radzi z emocjonalnością bohaterów (albo może swoją). Przy samym opisie głównej naszej drużyny mamy wrażenie, że autorka zapomniała o logice i dystansie, by po prostu na siłę przerzucić swoją wizję relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami. Szczególnie drażni to właśnie w wątku romantycznym – Maude zakochuje się w Loghainie bardzo szybko i w zasadzie bez większej logiki. Na upartego można to wyjaśnić faktem, że bohaterka ta istotnie nie jest do końca logiczna, za to jest mocno rozchwiana emocjonalnie, co jest wyjaśnione w historii, niemniej wciąż dziwi, że miałaby ona tak szybko zakochać się w kimś, kto współpracował z Howe, odpowiedzialnym przecież za wyrżnięcie prawie całej jej rodziny. A ze strony Loghaina to już jest w ogóle tragedia w ciapki, bo zachowuje się on nie jak starszy mężczyzna (w sumie nie jestem pewna, ale obstawiam, że ma 40-50 lat), bohater z River Dane, człowiek obdarzony władzą, sławą i pieniędzmi i równocześnie zniszczony życiem, tylko jak – przepraszam że tak to ujmę – szesnastoletni prawiczek, któremu wystarczy machnąć gołym cyckiem przed okiem, by się zakochał. A już do białej gorączki mnie doprowadziło stwierdzenie tegoż Loghaina, że aby zrobić dobrze mężczyźnie wystarczy stanąć przed nim nago. No, przepraszam, ale to jest wiedza na temat seksu na poziomie gimbusa czytającego memy z internetu. Bardzo to kontrastuje z ogólnie realistycznie i dojrzale prowadzoną resztą fabuły. Całemu romansowi brakuje jakiejkolwiek głębi, nawet przy założeniu, że to opowiadanie ma być raczej realistyczne i sarkastyczne niż romantyczne, a z drugiej strony sceny seksu, choć napisane krótko i zwięźle, są mimo wszystko zbyt idealistyczne. I zdecydowanie niepotrzebnie często wspominane. Tak, wiemy, że się kochają. Nie musi być napisane w co drugim rozdziale, że znowu poszli do łóżka. Domyślamy się. Ogólnie zgrzyta ten element mocno.

Trochę mniej, ale podobnie zgrzyta przenoszenie osobistych sympatii autorki (lub Maude) na przedstawianie niektórych postaci: niesamowicie irytuje Alistair – postać co prawda rzeczywiście irytująca w grze, niemniej jednak zasadniczo dobra charakterem i od czasu do czasu pokazująca jakiś tam pazur – tu miałam wrażenie, że zrobiono z niego kompletnego pantoflarza, całkiem pozbawionego jakiegokolwiek rozumu i w dodatku nie bardzo przejmującego się swoimi przyjaciółmi. Również i Wynne jest przedstawiona jako osoba przez nikogo nie lubiana, dwulicowa, mająca sie za najmądrzejszą, męcząca i, gdy w pewnym momencie znika bez śladu, Maude ani nikt inny palcem nie kiwnie, by ją znaleźć i jej pomóc, co jest dość przykre, biorąc pod uwagę, że Wynne w grze walczyła po ich stronie do samego końca i ryzykowała znacznie swoim życiem, by wszystkich uratować.

Tak więc czytadło ma swoje minusy, niemniej czyta się ciekawie. Jeśli przełkniecie irytujący wątek romansowy, to polecam, zwłaszcza kilkanaście pierwszych rozdziałów.

Linka:

https://www.fanfiction.net/s/5875082/1/The-Keening-Blade

Czytadło ze Star Trek: 2009

Znowu dłuższa przerwa, póki co jednak nie wracamy jeszcze do moich rekordów wynoszących po kwartale niebytności tutaj (przodkom i innym tam stwórcom dzięki). W dzisiejszym poście mamy znowu czytadło, dość ciekawe i niedługie, z uniwersum Star Trek: 2009. Sama z dawnych, dziecięcych Star Trekowych czasów pamiętam tylko, że byłam zachwycona Enterprise i oglądałam serial zachłannie, choć chyba niezbyt wiele z niego do mnie docierało. Star Treka: 2009 nie widziałam, miałam zatem dość uzasadnione podejrzenia, że niezbyt wiele wyniosę z tego opowiadanka, nie posiadając praktycznie żadnej wiedzy na temat tego świata, ale jak widać się myliłam.

Opowiadanko napisane jest przez Tori Angeli, tytuł nosi „Katra” i jest na tyle ciekawe i dobrze napisane, że fani Star Treka (a konkretnie Spocka i McCoya) przeczytają je z przyjemnością. Zwłaszcza jeśli lubią trochę dramatyzmu, sporo wycieczek w stosunki interpersonalne (głównie tych dwóch wymienionych w poprzednim nawiasie panów – bez romansu, od razu uprzedzam), sporo emocjonalnych rozmyślań i trudnych decyzji.

Co do bardziej konkretniejszego zarysu fabuły: Wolkanie zmierzają na planetę, która ma być ich nową ojczyzną, niestety wskutek wrażego ataku sprawy, jak zwykle bywa, się komplikują – Ambasador Spock umiera, a ostatnią osobą, z którą ma kontakt jest Leonard McCoy. Lekarz staje się umiarkowanie szczęśliwy, gdy okazuje się, że w rezultacie owego kontaktu zaczyna się czuć, bardzo oględnie mówiąc, wytrącony z równowagi.

Opowiadanie ma siedem rozdziałów i jest – jakżeby inaczej – nieukończone, niemniej przynajmniej urwane w takim momencie, że można jakoś to przeżyć emocjonalnie, a nawet na upartego wyobrazić sobie, że to zamierzone otwarte zakończenie. W sumie z mojej perspektywy, czyli perspektywy osoby, którą najbardziej interesuje psychika i najróżniejsze rozkminy, smutki i radości postaci, najważniejsze sceny już się rozegrały. Ludzie, których wciąga konkretniejsza akcja zakończenie będą musieli sobie dopisać na własne pióro. Jako że to czytadełko, to więcej rozpisywać się nie będę. Nie jest to coś, co absolutnie koniecznie musicie przeczytać z uwagi na wybitność tematu czy sztuki pisarskiej, raczej taki przyjemny, ciekawy, dobrze napisany kąsek dla fanów Spocka i McCoya. Język angielski. A poniżej linka:

https://www.fanfiction.net/s/5084989/1/Katra

PS: Tak, mam zamiar kiedyś zrecenzować znów coś po polskiemu, jednak – niestety – biorąc pod uwagę, jak ciężko znaleźć coś dobrego w otchłaniach anglojęzycznych fików, to podejrzewam, że w znacznie skromniejszej społeczności fanfikowej polskiej byłoby jeszcze gorzej, ergo wpisy byłyby raz na pół roku ;). Ale kiedyś coś znajdę i po polsku. Na pewno :*

PS2: Już niedługo (stosunkowo) Dragon Age tu zawita! Chwalmy Przodków! (tak mój Strażnik to krasnoludzica :) ). W postaci bądź to dwóch czytadeł bądź jednego czytadła i jednego Świetnego Fika, co się jeszcze wyklaruje, jak doczytam :).

Czytadło z Naruto #01

I znowu czytadło. Chciałabym, żeby w końcu pojawiła się jakaś pełnoprawna recenzja, ale póki co to bóstwa internetu mi nie sprzyjają i w najlepszym razie trafiam na jakieś w miarę przyjemne, ale nie wybitne utworki.

Tym razem trafił się nam fik z cieszącego się ogromną popularnością fandomu Naruto. Sama przeczytałam raptem kilkanaście tomów tego komiksu, wspominam mile je, ale nie mam pojęcia, co było później (ponoć im później, tym gorzej :( ). Opowiadanko jest trochę w AU (alternatywny wszechświat), jako że autorka też w pewnym momencie czytać przestała ;) i popisała, co tam uważała, że się stało następnie. A w jej wydaniu stało się to, że Naruto zostaje kapitanem jednej z drużyn ANBU, w skład której wchodzą Tenten i Iwashi.

Historia opowiadana jest z punktu widzenia Tenten i jest spokojna, pogodna i przyjemna w odbiorze. Wad nie brakuje – błędy gramatyczne od czasu do czasu (autorka to nie native), czasem błędy rzeczowe, problem z utrzymaniem stabilnego punktu widzenia i największa wada – jest nieukończone. Sam Naruto też trochę odbiega od swojego charakteru z mangi, co jest wyjaśnione jego dorosłością (i mi w sumie całkiem pasowało do niego). Mimo tych problemów spędzi się z tym opowiadaniem trochę przyjemnego czasu.

Język jest angielskim, a link poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/1944746/1/Behind-a-Mask

Czytadło z Fullmetal Alchemist #03

Za oknami śnieg i na moim blogu też śniegiem sypie w fanfikcji. Nawet sypie to mało powiedziane – zamieć śnieżna na całego na dalekiej północy Amestris, a Edward Elric próbuje przetrwać ograniczenie racji żywnościowych przebywając tamże razem z resztą oddziałów dowodzonych przez Płomienistego Alchemika, zwanego również przez poniektórych kurdupli „tym wnerwiającym draniem”. Czytadło BARDZO udatnie napisane – jest to krótkie, jednorozdziałowe opowiadanie, ukazujące nam niewielki wyimek z życia obu braci Elriców w armii. Świetnie obrazuje ono problemy fizyczne, jakich doświadczają oni po tragicznej transmutacji; nie pozbawione jest też delikatnego, ale umiejętnie wzruszającego zarysowania uczuć wiążących rodzeństwo. I mamy też troszkę Roya z poczuciem winy, co każdy lubi. Tak więc polecam, czytadełko bardzo bardzo dobre, co prawda brakuje mu tego czegoś więcej, aby trafiło do moich wypaśnych recenzji ;) – jakoś nie ma się wrażenia, że nie wiadomo co wybitnego wnosi w nasze życie – niemniej jest naprawdę bardzo przyjemne w odbiorze i nasyca nas nieposkromioną ochotą, by przytulic Ala, co też zawsze jest dobre :). Nie ma za to kotów ukrytych w zbroi i zbytnio humoru (choć nie znaczy to, że jest dołujące), co jest pewnym minusem. Ale i tak polecam. Po angielskiemu znowu niestety.

https://www.fanfiction.net/s/2660116/1/Abstention

A, i PS: Wiecie, że autorka tego fanfika słusznie przewidziała, że Ed je (czy raczej żre ;) ) za Ala? Czytając to opowiadanie myślałam, że po prostu napisała je po tym, jak manga wyszła, właśnie zainspirowana pomysłem Arakawy na żywienie ich obu poprzez gardziołko Eda. A tu tymczasem okazuje się, że to opowiadanko wyszło lata wcześniej! Kudoz!

Czytadło z Fullmetal Alchemist #02

Znowu nieBatman. I znowu czytadło z FMA. Opowiadanie wciąż nieskończone, ale wciągające dość, choć, ponownie, nie wnoszące niczego niesamowicie nowatorskiego poza mierzeniem się Edwarda z urokami wojny… parę błędów rzeczowych, Mustang jakiś taki chyba nie w stu procentach kanoniczny, ale poza tym nie można się do niczego przyczepić i chce się czytać. Całość koncentruje się na Edwardzie, z dość częstymi interakcjami z Mustangiem i Hawkeye. Język angielski.

https://www.fanfiction.net/s/5447742/1/Loyal-Dogs

Czytadło z Fullmetal Alchemist #01

Tak, wiem, że miał być Batman. Będzie. Ale czytam jeszcze sequel do Batmanowej historii (a raczej troszkę męczę), więc cierpliwości. Międzyczasie przemknęło mi przed wizjerkiem czytadełko z Fullmetal Alchemist, a że przy czytadłach się nie wysilam specjalnie (w sensie recenzji), to i wrzucam od razu:

https://www.fanfiction.net/s/11941313/1/The-Violin

Czytadełko w sumie nic nie wnosi unikalnego czy poważnego czy nowego, ale jest przyjemnie napisane, postaci bardzo zgodne z kanonem i dość wciąga. Nieskończone jeszcze, więc kto wie, może i się rozwinie bardziej wybitnie (choć w sumie wątpię). Niemniej miło się czyta, jak ktoś ma zapotrzebowanie na trochę więcej Edwarda Elrica oraz ekipy Roya. Język angielski

Czytadła z Żółwi Ninja #01

Zaskakująco szybko znów ja. Słusznie domyślacie się, że coś w tym podejrzanego jest i istotnie, dziś nie będzie porządnej pełnoprawnej recenzji. Wynika to z faktu, że ostatnimi czasy zaczynają mi coraz bardziej naprzykrzać się fanfiki, które nie są na tyle świetne, abym mogła je uczciwie zachwalać, ale i tak wsysają jak chipsy czy inne tam śmieciowe żarcie, do którego koneserzy dobrych restauracji się przecież na swoim blogu nie przyznają ;). Z drugiej strony trochę żal faktu, że miałyby przepaść całkiem w bezkresach internetu, gdy jednak jakąś tam przyjemną rozrywkę dostarczają, zwłaszcza że, cóż, dobre czytadło też trzeba umieć napisać. I czasem też miło przeczytać, oczywiście nie przyznając się do nikogo.

Tak więc, streszczając się (czego, jak zauważyliście, nie lubię), mówię wszem i wobec, że od tej pory będę też Wam nieoficjalnie podrzucać czytadła i czytadełka. Nie będą one porządnie recenzowane, bo znęcać się nie lubię, a i niesmacznie bym się czuła jadąc po czymś, co czytałam łapczywie do późnej nocy ;). Ot, po prostu, co jakiś czas wrzucę posta oznaczonego jako #czytadła, gdzie będą linki i bardzo krótki opis. Nie będą też one w swoich właściwych kategoriach, żeby nie robić bałaganu między ambitnymi fikami, tylko będą wszystkie hurtem w „Czytadłach” właśnie. I tak, psze bardzo mie tu nie oceniac po nich, chipsy też czasem cza wszamać ;).

Tak więc na dziś dwa czytadełka, na które natknęłam się szukając dobrych fików z Żółwi Ninja:

Adventures in Turtle Sitting – ot, miły, ciepły obraz rodzinki żółwiowej w alternatywnym wszechświecie, w którym April spotyka Splintera, gdy żółwie są jeszcze małe i sporo mu pomaga w ich wychowywaniu. Typowa historia na ukojenie nerwów o kochającej się rodzince. Język angielski

April’s Diary – komedia nastoletnia :). Inaczej się tego nie da nazwać. Żółwie są nastolatkami i pakują się w różne problemy związane z byciem nastolatkami. Jest wesoło i szalenie, czasem mądrze, czasem głupiutko. Humor miejscami cudowny, miejscami tragiczny, fabuła wartka jak potoki w Tatrach, zwroty akcji niebywałe i bardzo bywałe, bardzo dużo gadania o seksie (samego seksu niet), bywa gorzej, bywa lepiej, ogólnie bawi i wciąga o wiele bardziej niż na to zasługuje ;). Język angielski

Pamiętajcie, że to czytadła, więc nie spodziewajcie się cudów i proszę mnie nie obwiniać, jak nie przypadnie do gustu ;).

Do zobaczenia w kolejnym wpisie, który będzie już niedługo (le shock!). Jak tylko zdecyduję się, czy Lifelines z Batmana umieścić w czytadłach (trochę jest zbyt dobre) czy w normalnym wpisie (trochę jest zbyt słabe). Czyli biorąc pod uwagę, że codziennie zmieniam decyzję, to owo „niedługo” może być przedmiotem dyskusji. I bardzo bym chciała, żeby moje życie składało się z takich właśnie problemów :). Jeśli ktoś Lifelines zna, proszę o kontakt w celu dysputy merytorycznej! :D

Post Navigation

Twój czas

Twój blog o zegarkach

Moja Strefa

Dobrze spędzony czas.

Trzy Cyki

Czyli co warto przeczytać

Dosiakowe Królestwo

Czyli co warto przeczytać

Recenzentka

Czyli co warto przeczytać

Open Beta

Czyli co warto przeczytać

読書と映画

Czyli co warto przeczytać

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

tokfm.pl/Najważniejsze informacje

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

Maltreting.pl

Czyli co warto przeczytać

ZORROBLOG

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Dorota smakuje

Czyli co warto przeczytać

Kulinarne Rzuty Wolne

Czyli co warto przeczytać

KuchniaBreni

Czyli co warto przeczytać

Stary zeszyt z przepisami

Czyli co warto przeczytać

Eksplozja smaku

Czyli co warto przeczytać

Przysmaki Karolki

Czyli co warto przeczytać

Magia w kuchni

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny