Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Archive for the category “Czytadła”

Star Trek 2009 Czytadełko #05

Mta, nie ukrywajmy, znowu trochę zapchajdziura – króciutkie czytadełko o charakterze humorystycznoromantycznym (z naciskiem na to drugie). W sumie przyjemne, jeśli lubi się Star Treka i romansidła. Linka:

https://www.fanfiction.net/s/5084949/1/Three-People-Captain-Kirk-Did-Not-Sleep-With

I postaram się poprawić w końcu i wrzucić coś z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że jeśli w końcu uda mi się znaleźć lepszą pracę, w związku z czym nie będę już sobie zajmować głowy dokwalifikowaniem się i znalezieniem lepszej pracy, to będę czytać więcej i wrzucać więcej :).

Reklamy

Czytadło ze Star Trek 2009 #04

Za górami, za lasami żyła sobie Aśka z bloga Dobra Fanfikcja i łudziła się, że pewnego pięknego czasu będzie na jej blogu przynajmniej chociaż minimum bodaj raz w miesiącu wpis. Pewien piękny czas póki co nie nadszedł, ale nadeszło czytadełko ku zapchaniu pustek.

Czytadełko, jak nadmienia tytuł wpisu, jest na bazie serialu Star Trek z 2009 roku i jest króciutkim jednostrzałem opisującym sytuację bezpośrednio po niesubordynowanych wyczynach Kirka, w ramach których dowodził on statkiem Enterprise, a konkretnie rozmowę tegoż z komandorem Pike’iem. W sumie nie ma w tym czytadełku nic wybitnie wyróżniającego, ale jest napisane dobrze i ludziom, którym zawsze za mało fików startrekowych polecam. iwcaleniejesttakżetopróbazagłuszeniawyrzutówsumieniazpowodumałejilościwpisów

Język angielski, linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/5104111/1/A-Captain-s-Regrets

Życzę Wszystkim udanej majówki (nawet takim, co pracują, jak ja)

Czytadło z Herkulesa #01

A dziś wrzucam kolejne czytadełko – tym razem z dawno już chyba zapomnianego uniwersum serialu „Herkules”. Ktoś poza mną pamięta przygody sympatycznego siłacza (jakoś tak mniej kontrowersyjnego niż w oryginalnym micie ;) ) i jego pomocnika Jolaosa? Na pewno ktoś z Was się znajdzie w tym gronie. A jeśli jeszcze ma ochotę na krótkie czytadełko z gatunku takich, w których niewiele się dzieje, a ważna jest atmosfera (w tym wypadku przyjaźni między dwoma bohaterami), to można sobie przypomnieć ów serial poniższym fanfikiem:

https://www.fanfiction.net/s/1004468/1/Norse-by-Norsewest-Revisited

Jak mówię, niewiele tam się dzieje, ale jest coś w atmosferze, co przykuwa uwagę i mimo wszystko pozostaje w pamięci. Albo może to tylko ja :). Tak czy siak w te zimowe lutowe wieczory, wśród zgiełku i hałasu beznadziejnych narracji fanfikowych, lepszy rydz niż nic :).

Czytadełko ze Star Wars #01

Dziś kolejna „sezonówka”, jak to mawiają w moim miejscu pracy, czyli kolejny wpis okolicznościowy, razem tym związany z jakże lubianym i niekontrowersyjnym świętem świętego Walentego :). Stwierdziłam, że może takie sezonowe wpisy bardziej mnie zmuszą do regularnych publikacji moich wystukań na klawiaturze dotyczących fanfikcji. Choć, wiadomo, jeśli nie znajdę niczego przyzwoitego na necie, to cudów nie wymyślę.

Na szczęście jednak udało się coś znaleźć na tę okazję, choć jest to czytadełko bardziej niż nie wiadomo jak ambitny i poważny fanfik. Ma swoje potknięcia i słabości, niemniej jest na tyle dobrze i ciekawie napisane, że można poczytać i przymknąć na nie oko, przynajmniej jeśli ma się ochotę na przyjemny i dość lekki romans.

Akcja toczy się w alternatywnym uniwersum Star Wars wokół popularnej w fikcji pary – czyli Darth Vadera i Padme Amidali. Odejście od oryginału – o ile dobrze się orientuję, a orientuję się umiarkowanie, bo filmy oglądałam dość dawno i akurat mnie nie utopiły w miłości do tej serii – polega na fakcie, że Anakin zostaje Lordem Vaderem znacznie wcześniej, zanim poznaje Padme, i oboje spotykają się, gdy Palpatine jest już imperatorem dążącym do wytępienia rebeliantów. Palpatine doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że senator Amidala należy do buntowników i obmyśla wcale niegłupi plan osadzenia Padme pod bezpośrednią opieką swego jakże czułego i pełnego empatii Dziedzica Tronu, który ma doprowadzić ją do osłabienia psychicznego i, prędzej czy później, potknięcia, którym udowodni swoją przynależność do rebelii, a z drugiej strony zamiesza trochę w szeregach przeciwnika, który może zacząć podejrzewać Amidalę o załamanie się, współpracę i dekonspirację jej przyjaciół. Jak się wszyscy domyślają, plan ma skutki oczywiste natury stosunkowo romantycznej.

Mimo że są słabe momenty, typowe zwroty akcji czy pewne (na szczęście niezbyt wielkie) naiwności, jak to w czytadłach romansowych, generalny poziom jest całkiem niezły i czyta się dobrze. Padme nie razi głupotą (choć są momenty czasem, gdy podejmuje dość nieuzasadnione decyzje), choć niestety nieraz spędza cały rozdział na rozważaniach, które można streścić w jednym akapicie ;)), Vader jest sobą, a nawet wręcz mroczniejszy i groźniejszy niż w oryginale, jest wciągająco, są sceny seksu, na Walentynki jak najbardziej fanowie i fanki Star Warsów mogą poczytać.

Język angielski i linka tutaj:

https://www.fanfiction.net/s/9621350/1/Eros-Turannos

Zastrzegam, że przeczytałam dopiero kilkanaście rozdziałów (z sześćdziesięciu!), więc nie ręczę za to, co dzieje się później, aczkolwiek mam nadzieję, że poziom fanfikcjowania tego fanfika nie spada w dalszych rozdziałach. Popularnością też się cieszy ogromną, więc nie jestem sama w dość pozytywnej ocenie tego opowiadanka, aczkolwiek wiecie dobrze, jak to z tą popularnością bywa (przeczytałam już kilka opowiadań romansowych ze Star Warsów o znacznie większej popularności, co wcale im nie przeszkodziło w byciu bardzo kiepskimi ;) ).

 

EDIT

Niestety, okazało się z czasem, że poziom powoli, ale stabilnie się obniża i coraz więcej czasu zajmują rozważania iście z kiepskiego romansu, a coraz mniej ciekawe, w miarę realistyczne rozdziały. No cóż. A zapowiadało się przyzwoicie… :(. Ja dałam sobie spokój w połowie, jeśli ktoś doczyta dalej i stwierdzi, że jednak warto, niech da znać :).

Czytadło ze Star Treka 2009 #03

Znów nie było mnie tu dwa miesiące. Stwierdzam ów fakt z najwyższym zażenowaniem dodatkowo zakrapianym wyraźnym nieukontentowaniem z moich osiągnięć w dziedzinie blogowania. I nawet nie bardzo jest to czym usprawiedliwić… Cóż, przynajmniej wciąż nie jest to smętny poziom pisania raz na kwartał. Niemniej pamiętam o Was i brnę sobie powoli przez różne kwiatki wyrosłe na żyznej glebie fantazji początkujących pisarzy.

Póki co, to nie mam nadal niczego wybitnego, więc będziemy musieli poprzestać na kolejnym czytadle (w dodatku kolejnym ze Star Treka), które zatrzymało mnie na tyle, by chciało mi się czytać do końca. Czytadełko jest na podstawie serialu z 2009 roku, a jego akcja zaczyna się w Akademii, po wesołej działalności Nerona.

Pierwsze rozdziały opisują podnoszenie się Akademii po ciosie, jakim była utrata dużej części kadry profesorskiej, w czym czynny udział bierze James T. Kirk; następne zabierają nas na kilka pierwszych misji Enterprise pod nowym dowództwem wyżej wspomnianego młodego kapitana. Całość obserwujemy oczami Spocka i w teorii jest to kolejny spirk (czyli romans między owym Wolkanem a jego dowódcą). Czemu w teorii? Bo w praktyce przez dobre trzy czwarte historii nie dzieje się tam zupełnie nic romansowego, no może poza bardzo rzadkimi pojedynczymi myślami Spocka, zresztą iście wolkańsko powściągliwymi. Romans rozkręca się dopiero w kilku ostatnich rozdziałach, a i tu obywa się bez żadnych scen seksu. Tak więc mimo iż zamierzeniem autorki była opowieść o miłości pomiędzy oboma panami, to w praktyce wyszła jej typowa przygodowa opowiastka, wykorzystująca wszystkie dobrze znane nam chwyty z seriali przygodowych – ataki w niespodziewanych momentach (najczęściej tych cichych i pogodnych, żeby był większy szok i smutek ;) ), chytre intrygi arcywrogów Kirka, pełne akcji misje, dramatyczne sceny umierania-ale-jednak-nie-do-końca kluczowych charakterów itp itd. Jest też trochę przyzwoitego, a w kilku momentach nawet i bardzo dobrego humoru, jest trochę przesadnie rozdramatyzowanych (w akcji, nie zachowaniach bohaterów) czy zakrawających na podniosłość scen, trochę nieśmiertelnego kiczu w momentach okołośmiertelnych i co prawda nie jest to zdecydowanie nic wybitnego, ale w swojej kategorii czytadełka przygodowego jest napisane mocno wciągająco i nie razi jakąś koszmarną naiwnością. Ludzie liczący na dobry romans raczej się zawiodą, aczkolwiek jego zaletą jest to, że jego największą wadą jest, że prawie go nie ma ;) (autorka chyba podświadomie wyczuwała swoje ciągoty do Wielkiego Romantycznego Kiczu, więc ograniczała się, jak mogła, zatem efekt jest całkiem do przeżycia).

Tak więc można przeczytać, jeśli jest się fanem Kirka bądź Spocka bądź Star Treka w ogólności i chciałoby się z czymś tam nowym zapoznać z tego fandomu czy po prostu rozerwać się nad typowo przygodowym, pełnym akcji czytadełkiem.

Język jest angielski, rozdziałów 25 i linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/5344838/1/Atlas

Swoją drogą, fanfik ten cieszy się NIESAMOWITĄ wręcz popularnością na FFnet, mając prawie pięć tysięcy uwielbień, co jak na ten portal jest liczbą ogromną. W sumie to dziwi mnie to, bo aż TAK wybitny nie jest. Ale z drugiej strony przynajmniej nie jest tragiczny (a jak wiadomo, takie „50 twarzy Greya” też się cieszy ogromną popularnością… tak więc gustów ludzi biez wodki nie razbieriosz).

PS Już całkowitym offtopem, jeśli chcecie słodki niekanoniczny komiks spirkowy, to bardzo prosię:

neetols.tumblr.com/post/160880083698/prequel-a-prequel-to-whatever-this-is-pre

(link sobie skopiujcie, bo jak wstawiam działający, to mi całą stronkę wkleja)

Czytadła ze Star Treka #02

Nie było mnie tu znów prawie dwa miesiące. Uczciwie mówię jednak, że nie obijałam się, ino szczęście mi nie bardzo sprzyja w odnajdywaniu dobrej fanfikcji. Przez ile blubrów się przedarłam przez ten czas, nawet nie pytajcie. Póki co niestety nie mam na oku niczego wybitnego, ale przynajmniej ostatnio parę przyjemnych czytadełek się trafiło – dobre i to.

Czytadełka dzisiejsze oba są ze Star Treka; jedno z The Original Series, drugie z 2009 (choć to drugie na dobrą sprawę mogłoby równie dobrze być z TOS, na moje oko). Oba są spirkami, czyli promują ideę romantycznego związku między Jamesem T. Kirkiem a S’chn T’gai Spockiem, więc jeśli to nie Wasza bajka, to nie polecam. Jeśli jednak popieracie ten pomysł lub przynajmniej Was on ani ziębi ani parzy, byleby jakiś romans był, to czemu nie spróbować.

Czytadełko jedno to „Ad Astra Per Aspera” autorstwa lahmrh, gdzie pod tym jakże wiele dramatu i angstu sugerującym tytułem kryje się cieplutkie, pogodne opowiadanko o tym, jak to pewien studiujący w Akademii Gwiezdnej Floty ludzkowolkański mieszaniec zaprzyjaźnia się i zakochuje w pewnym człowieku kształcącym się na kapitana okrętu. Typowa łagodna, wręcz kojąca serce historyjka idealna na Boże Narodzenie (które się w niej zresztą pojawia) czy po prostu na jakiś chłodny, ciemny wieczór, gdy człowiek ma ochotę na ciepły kocyk, gorącą czekoladę, mruczącego kota i coś przyjemnego i odprężającego do poczytania. Nie ma tu żadnych dramatów, nie ma zbyt wiele akcji, ot, po prostu obserwowanie interakcji Jamesa i Spocka od ich poznania się po pierwsze pocałunki (plus epilog już na Enterprise). Czyta się bardzo przyjemnie – nie ma żadnych zgrzytów ani językowych ani fabularnych. Coś tam pewnie można by się przyczepić do kanoniczności postaci, zwłaszcza Spocka (choć tak po prawdzie to ja o Star Treku wiem malutko, ledwie go pamiętam z dzieciństwa i teraz nadrabiam fanfikcją, na którą natrafiam i wyrwanymi z kontekstu scenami ze Spockiem na youtube ;) ), ale z drugiej strony trzeba brać poprawkę na to, że Spock jest tu znacznie młodszy, więc i jego charakter i zachowania mogły być odrobinę inne w czasach akademickich niż w czasach, gdy jest już uznanym Pierwszym Oficerem otoczonym zaprzyjaźnioną załogą.

Tak czy siak polecam, jeśli na taki przyjemny, cieplutki romansik macie ochotę. Całość po angielsku, raptem pięć rozdziałów plus epilog, pod linkiem:

https://www.fanfiction.net/s/9830423/1/Ad-Astra-Per-Aspera

 

Drugie czytadełko, a w zasadzie to strzęp czytadełka, bo autorka napisała raptem dwa rozdziały i olała nas radośnie, to również romansidło, ale tym razem komiczne. Zarys fabuły dość odstręczający – Jim próbuje uwieść Spocka z dość mizernym skutkiem, więc idzie kapitan do lekarza i pyta, co ma zrobić, żeby starania zwieńczone zostały sukcesem. Po pierwszym sukcesie, jakim jest nie zostanie wyrzuconym za drzwi przez McCoya, następują kolejne, w efekcie nowo wprowadzonej strategii manipulacji Spockiem (zaimplementowanej z wydatną pomocą Sulu) . Fabuła zdecydowanie nienowatorska i nieambitna, ale przezabawnie prowadzona – zwłaszcza kluczowe dla tego typu historyjek interakcje różnych postaci są warte zapoznania się z :).

Tak więc dla niezbyt może wyrafinowanego, ale też nie zbytnio prostego czy ordynarnego humoru, polecam :). Rozdziały są tylko dwa, jak wspomniałam, więc wiele czasu nie zmarnujecie. Język angielski i linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/6043891/1/Hard-To-Get

Do poczytania znowu, za milion lat, gdy uda mi się coś normalnego odgrzebać w netach :).

Czytadło z Dragon Age #01

Znów mnie trochę nie było tutaj – życie jak zawsze ma swoje pomysły. Dzięki rehabilitacji i poznaniu nowego człowieka na potencjalnego partnera mój czas na czytanie się drastycznie skurczył, co nie zmienia faktu, że będę nadal pracować nad tym, by tutaj wciąż się coś ciekawego ukazywało jak najczęściej.

Dziś mamy czytadło przyjemne z serii gier Dragon Age, które to gry swoją drogą gorąco polecam każdemu, nawet osobom, które nie bardzo umią w gry (jak ja) ;), bo fabuła przezacna (zwłaszcza Dragon Age Origins), a na poziomie easy każdy z łatwością sobie powinien poradzić (w każdym razie na pewno w DAO).

Czytadełko, autorstwa Arsinoe de Blassenville, jest napisane w języku angielskim, a jego akcja zaczyna się tuż po słynnym sejmie w Ferelden, na którym Loghain Mac Tir traci ostatecznie władzę w kraju, by ciągnąć się przez całą historię z Dragon Age Awakening po Dragon Age II włącznie – w sumie to 50 rozdziałów! Choć główną bohaterką przez cały czas pozostaje Bohaterka Ferelden – w tej wersji historii jest to Maude Cousland, ludzka szlachcianka wyspecjalizowana w walce w stylu rzezimieszka – to całą opowieść widzimy oczami Loghaina Mac Tira, który bardziej nie chcąc niż chcąc, w wyniku znanych nam wydarzeń dołącza do Strażników na początku tejże fanfikcji.

Trzon tej historii to właśnie przedstawienie losów Maude Cousland i Loghaina Mac Tira od momentu ich sławetnego pojedynku przez kilka następnych lat, a także dość realistyczne przedstawienie tego, jak, zdaniem autorki fika, powinny kształtować się dzieje Ferelden w okresie po Zarazie. Maude jest tu bohaterką bardzo charakterną, jak dla mnie trochę kontrowersyjną, momentami zbliżającą się do granic szaleństwa, ale równocześnie nad wyraz twardą i praktyczną, choć również mocno przekonaną o swojej nieomylności, emocjonalną i posiadającą wybitny dar manipulowania ludźmi. Niektóre z decyzji, które podejmuje w fiku, nie pojawiają się w grach i niosą rezultaty wprowadzające nas w pewnym sensie do alternatywnego uniwersum, są jednak zazwyczaj na tyle realistyczne i dobrze utwierdzone w kanonie, że nie można mieć do nich krytycznych uwag (z jednym poważnym wyjątkiem, o którym napiszę później).

Zdecydowanym plusem tej historii jest świetne poczucie humoru przez kilkanaście pierwszych rozdziałów – autorka doskonale odnajduje się w odrobinę parodiującym mechanikę gry, lekkim, sarkastycznym, lecz równocześnie pogodnym stylu pisania – przyznam szczerze, że śmiałam się jak pacjent zakładu zamkniętego czytając tego fika po nocach i budząc zapewne Bogu ducha winnych współlokatorów ;). Świetnie się czyta opisy rozdawnictwa prezentów uskutecznianego przez Maude, obrabowywania i okradania wszystkiego, co się rusza i nie rusza, używania charyzmy w każdy możliwy sposób – zwłaszcza, że widzimy to wszystko oczami z lekka zirytowanego i z bardziej niż lekka zaskoczonego i krytycznie nastawionego Loghaina. W późniejszych rozdziałach humor wyraźnie schodzi na dalszy plan, a szkoda, bo to bardzo duży atut tego fika.

Drugi plus tego czytadła to świetne rozeznanie w realiach średniowiecznych autorki (przynajmniej na tyle, na ile ja, nie mając większej wiedzy o średniowieczu, mogę to ocenić) – cały czas mam przed oczami na przykład sceny porodów, przy których obecna była połowa szlachty, by mieć pewność, że dziecko urodziło się żywe i na pewno nie było podmienione :).

Trzeci plus to doskonałe snucie intryg politycznych. Arsinoe ma świetną inteligencję i wyobraźnię polityczną – dostrzega najdrobniejsze powiązania i ich logiczne konsekwencje, tworzy bardzo realistyczne biegi wydarzeń i doskonale obrazuje walkę o władzę inherentną dla kręgów szlachty w takim kraju jak Ferelden. Przyznam, że wielokrotnie zaskoczyła mnie ona swoją przenikliwością i logiką biegu różnych sytuacji – posunęłabym się wręcz do stwierdzenia, że idzie jej to nawet lepiej niż samym autorom Dragon Age.

Pozostaje więc pytanie, czemu historia ta wylądowała mimo wszystko w czytadłach? Ano cóż, jest jeden gigantyczny moim zdaniem minus, który mocno zniechęca – pomimo powyższych zalet – do czytania tego opowiadnia, zwłaszcza później, gdy humor schodzi na drugi plan i ma być poważniej i realistyczniej. Otóż jest nim główny wątek romantyczny. Maude zakochuje się i ląduje w łóżku z Loghainem. Samo w sobie nie byłoby to może i takie złe, bo obie postaci są ciekawe i nie widzę nic złego w ich połączeniu, jeśli byłoby ono sensownie uzasadnione. Problem w tym, że nie jest. O ile Arsinoe świetnie sobie radzi z polityką, gospodarką i wszelkiego rodzaju intrygami, o tyle słabiej sobie radzi z emocjonalnością bohaterów (albo może swoją). Przy samym opisie głównej naszej drużyny mamy wrażenie, że autorka zapomniała o logice i dystansie, by po prostu na siłę przerzucić swoją wizję relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami. Szczególnie drażni to właśnie w wątku romantycznym – Maude zakochuje się w Loghainie bardzo szybko i w zasadzie bez większej logiki. Na upartego można to wyjaśnić faktem, że bohaterka ta istotnie nie jest do końca logiczna, za to jest mocno rozchwiana emocjonalnie, co jest wyjaśnione w historii, niemniej wciąż dziwi, że miałaby ona tak szybko zakochać się w kimś, kto współpracował z Howe, odpowiedzialnym przecież za wyrżnięcie prawie całej jej rodziny. A ze strony Loghaina to już jest w ogóle tragedia w ciapki, bo zachowuje się on nie jak starszy mężczyzna (w sumie nie jestem pewna, ale obstawiam, że ma 40-50 lat), bohater z River Dane, człowiek obdarzony władzą, sławą i pieniędzmi i równocześnie zniszczony życiem, tylko jak – przepraszam że tak to ujmę – szesnastoletni prawiczek, któremu wystarczy machnąć gołym cyckiem przed okiem, by się zakochał. A już do białej gorączki mnie doprowadziło stwierdzenie tegoż Loghaina, że aby zrobić dobrze mężczyźnie wystarczy stanąć przed nim nago. No, przepraszam, ale to jest wiedza na temat seksu na poziomie gimbusa czytającego memy z internetu. Bardzo to kontrastuje z ogólnie realistycznie i dojrzale prowadzoną resztą fabuły. Całemu romansowi brakuje jakiejkolwiek głębi, nawet przy założeniu, że to opowiadanie ma być raczej realistyczne i sarkastyczne niż romantyczne, a z drugiej strony sceny seksu, choć napisane krótko i zwięźle, są mimo wszystko zbyt idealistyczne. I zdecydowanie niepotrzebnie często wspominane. Tak, wiemy, że się kochają. Nie musi być napisane w co drugim rozdziale, że znowu poszli do łóżka. Domyślamy się. Ogólnie zgrzyta ten element mocno.

Trochę mniej, ale podobnie zgrzyta przenoszenie osobistych sympatii autorki (lub Maude) na przedstawianie niektórych postaci: niesamowicie irytuje Alistair – postać co prawda rzeczywiście irytująca w grze, niemniej jednak zasadniczo dobra charakterem i od czasu do czasu pokazująca jakiś tam pazur – tu miałam wrażenie, że zrobiono z niego kompletnego pantoflarza, całkiem pozbawionego jakiegokolwiek rozumu i w dodatku nie bardzo przejmującego się swoimi przyjaciółmi. Również i Wynne jest przedstawiona jako osoba przez nikogo nie lubiana, dwulicowa, mająca sie za najmądrzejszą, męcząca i, gdy w pewnym momencie znika bez śladu, Maude ani nikt inny palcem nie kiwnie, by ją znaleźć i jej pomóc, co jest dość przykre, biorąc pod uwagę, że Wynne w grze walczyła po ich stronie do samego końca i ryzykowała znacznie swoim życiem, by wszystkich uratować.

Tak więc czytadło ma swoje minusy, niemniej czyta się ciekawie. Jeśli przełkniecie irytujący wątek romansowy, to polecam, zwłaszcza kilkanaście pierwszych rozdziałów.

Linka:

https://www.fanfiction.net/s/5875082/1/The-Keening-Blade

Czytadło ze Star Trek: 2009

Znowu dłuższa przerwa, póki co jednak nie wracamy jeszcze do moich rekordów wynoszących po kwartale niebytności tutaj (przodkom i innym tam stwórcom dzięki). W dzisiejszym poście mamy znowu czytadło, dość ciekawe i niedługie, z uniwersum Star Trek: 2009. Sama z dawnych, dziecięcych Star Trekowych czasów pamiętam tylko, że byłam zachwycona Enterprise i oglądałam serial zachłannie, choć chyba niezbyt wiele z niego do mnie docierało. Star Treka: 2009 nie widziałam, miałam zatem dość uzasadnione podejrzenia, że niezbyt wiele wyniosę z tego opowiadanka, nie posiadając praktycznie żadnej wiedzy na temat tego świata, ale jak widać się myliłam.

Opowiadanko napisane jest przez Tori Angeli, tytuł nosi „Katra” i jest na tyle ciekawe i dobrze napisane, że fani Star Treka (a konkretnie Spocka i McCoya) przeczytają je z przyjemnością. Zwłaszcza jeśli lubią trochę dramatyzmu, sporo wycieczek w stosunki interpersonalne (głównie tych dwóch wymienionych w poprzednim nawiasie panów – bez romansu, od razu uprzedzam), sporo emocjonalnych rozmyślań i trudnych decyzji.

Co do bardziej konkretniejszego zarysu fabuły: Wolkanie zmierzają na planetę, która ma być ich nową ojczyzną, niestety wskutek wrażego ataku sprawy, jak zwykle bywa, się komplikują – Ambasador Spock umiera, a ostatnią osobą, z którą ma kontakt jest Leonard McCoy. Lekarz staje się umiarkowanie szczęśliwy, gdy okazuje się, że w rezultacie owego kontaktu zaczyna się czuć, bardzo oględnie mówiąc, wytrącony z równowagi.

Opowiadanie ma siedem rozdziałów i jest – jakżeby inaczej – nieukończone, niemniej przynajmniej urwane w takim momencie, że można jakoś to przeżyć emocjonalnie, a nawet na upartego wyobrazić sobie, że to zamierzone otwarte zakończenie. W sumie z mojej perspektywy, czyli perspektywy osoby, którą najbardziej interesuje psychika i najróżniejsze rozkminy, smutki i radości postaci, najważniejsze sceny już się rozegrały. Ludzie, których wciąga konkretniejsza akcja zakończenie będą musieli sobie dopisać na własne pióro. Jako że to czytadełko, to więcej rozpisywać się nie będę. Nie jest to coś, co absolutnie koniecznie musicie przeczytać z uwagi na wybitność tematu czy sztuki pisarskiej, raczej taki przyjemny, ciekawy, dobrze napisany kąsek dla fanów Spocka i McCoya. Język angielski. A poniżej linka:

https://www.fanfiction.net/s/5084989/1/Katra

PS: Tak, mam zamiar kiedyś zrecenzować znów coś po polskiemu, jednak – niestety – biorąc pod uwagę, jak ciężko znaleźć coś dobrego w otchłaniach anglojęzycznych fików, to podejrzewam, że w znacznie skromniejszej społeczności fanfikowej polskiej byłoby jeszcze gorzej, ergo wpisy byłyby raz na pół roku ;). Ale kiedyś coś znajdę i po polsku. Na pewno :*

PS2: Już niedługo (stosunkowo) Dragon Age tu zawita! Chwalmy Przodków! (tak mój Strażnik to krasnoludzica :) ). W postaci bądź to dwóch czytadeł bądź jednego czytadła i jednego Świetnego Fika, co się jeszcze wyklaruje, jak doczytam :).

Czytadło z Naruto #01

I znowu czytadło. Chciałabym, żeby w końcu pojawiła się jakaś pełnoprawna recenzja, ale póki co to bóstwa internetu mi nie sprzyjają i w najlepszym razie trafiam na jakieś w miarę przyjemne, ale nie wybitne utworki.

Tym razem trafił się nam fik z cieszącego się ogromną popularnością fandomu Naruto. Sama przeczytałam raptem kilkanaście tomów tego komiksu, wspominam mile je, ale nie mam pojęcia, co było później (ponoć im później, tym gorzej :( ). Opowiadanko jest trochę w AU (alternatywny wszechświat), jako że autorka też w pewnym momencie czytać przestała ;) i popisała, co tam uważała, że się stało następnie. A w jej wydaniu stało się to, że Naruto zostaje kapitanem jednej z drużyn ANBU, w skład której wchodzą Tenten i Iwashi.

Historia opowiadana jest z punktu widzenia Tenten i jest spokojna, pogodna i przyjemna w odbiorze. Wad nie brakuje – błędy gramatyczne od czasu do czasu (autorka to nie native), czasem błędy rzeczowe, problem z utrzymaniem stabilnego punktu widzenia i największa wada – jest nieukończone. Sam Naruto też trochę odbiega od swojego charakteru z mangi, co jest wyjaśnione jego dorosłością (i mi w sumie całkiem pasowało do niego). Mimo tych problemów spędzi się z tym opowiadaniem trochę przyjemnego czasu.

Język jest angielskim, a link poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/1944746/1/Behind-a-Mask

Czytadło z Fullmetal Alchemist #03

Za oknami śnieg i na moim blogu też śniegiem sypie w fanfikcji. Nawet sypie to mało powiedziane – zamieć śnieżna na całego na dalekiej północy Amestris, a Edward Elric próbuje przetrwać ograniczenie racji żywnościowych przebywając tamże razem z resztą oddziałów dowodzonych przez Płomienistego Alchemika, zwanego również przez poniektórych kurdupli „tym wnerwiającym draniem”. Czytadło BARDZO udatnie napisane – jest to krótkie, jednorozdziałowe opowiadanie, ukazujące nam niewielki wyimek z życia obu braci Elriców w armii. Świetnie obrazuje ono problemy fizyczne, jakich doświadczają oni po tragicznej transmutacji; nie pozbawione jest też delikatnego, ale umiejętnie wzruszającego zarysowania uczuć wiążących rodzeństwo. I mamy też troszkę Roya z poczuciem winy, co każdy lubi. Tak więc polecam, czytadełko bardzo bardzo dobre, co prawda brakuje mu tego czegoś więcej, aby trafiło do moich wypaśnych recenzji ;) – jakoś nie ma się wrażenia, że nie wiadomo co wybitnego wnosi w nasze życie – niemniej jest naprawdę bardzo przyjemne w odbiorze i nasyca nas nieposkromioną ochotą, by przytulic Ala, co też zawsze jest dobre :). Nie ma za to kotów ukrytych w zbroi i zbytnio humoru (choć nie znaczy to, że jest dołujące), co jest pewnym minusem. Ale i tak polecam. Po angielskiemu znowu niestety.

https://www.fanfiction.net/s/2660116/1/Abstention

A, i PS: Wiecie, że autorka tego fanfika słusznie przewidziała, że Ed je (czy raczej żre ;) ) za Ala? Czytając to opowiadanie myślałam, że po prostu napisała je po tym, jak manga wyszła, właśnie zainspirowana pomysłem Arakawy na żywienie ich obu poprzez gardziołko Eda. A tu tymczasem okazuje się, że to opowiadanko wyszło lata wcześniej! Kudoz!

Post Navigation

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Subiektywnie o finansach - Maciej Samcik

Prześwietlam produkty finansowe, informuję o nowościach w świecie pieniędzy, daję porady dotyczące rodzinnego portfela

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny