Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Archive for the tag “humor”

Czytadła ze Star Treka #02

Nie było mnie tu znów prawie dwa miesiące. Uczciwie mówię jednak, że nie obijałam się, ino szczęście mi nie bardzo sprzyja w odnajdywaniu dobrej fanfikcji. Przez ile blubrów się przedarłam przez ten czas, nawet nie pytajcie. Póki co niestety nie mam na oku niczego wybitnego, ale przynajmniej ostatnio parę przyjemnych czytadełek się trafiło – dobre i to.

Czytadełka dzisiejsze oba są ze Star Treka; jedno z The Original Series, drugie z 2009 (choć to drugie na dobrą sprawę mogłoby równie dobrze być z TOS, na moje oko). Oba są spirkami, czyli promują ideę romantycznego związku między Jamesem T. Kirkiem a S’chn T’gai Spockiem, więc jeśli to nie Wasza bajka, to nie polecam. Jeśli jednak popieracie ten pomysł lub przynajmniej Was on ani ziębi ani parzy, byleby jakiś romans był, to czemu nie spróbować.

Czytadełko jedno to „Ad Astra Per Aspera” autorstwa lahmrh, gdzie pod tym jakże wiele dramatu i angstu sugerującym tytułem kryje się cieplutkie, pogodne opowiadanko o tym, jak to pewien studiujący w Akademii Gwiezdnej Floty ludzkowolkański mieszaniec zaprzyjaźnia się i zakochuje w pewnym człowieku kształcącym się na kapitana okrętu. Typowa łagodna, wręcz kojąca serce historyjka idealna na Boże Narodzenie (które się w niej zresztą pojawia) czy po prostu na jakiś chłodny, ciemny wieczór, gdy człowiek ma ochotę na ciepły kocyk, gorącą czekoladę, mruczącego kota i coś przyjemnego i odprężającego do poczytania. Nie ma tu żadnych dramatów, nie ma zbyt wiele akcji, ot, po prostu obserwowanie interakcji Jamesa i Spocka od ich poznania się po pierwsze pocałunki (plus epilog już na Enterprise). Czyta się bardzo przyjemnie – nie ma żadnych zgrzytów ani językowych ani fabularnych. Coś tam pewnie można by się przyczepić do kanoniczności postaci, zwłaszcza Spocka (choć tak po prawdzie to ja o Star Treku wiem malutko, ledwie go pamiętam z dzieciństwa i teraz nadrabiam fanfikcją, na którą natrafiam i wyrwanymi z kontekstu scenami ze Spockiem na youtube ;) ), ale z drugiej strony trzeba brać poprawkę na to, że Spock jest tu znacznie młodszy, więc i jego charakter i zachowania mogły być odrobinę inne w czasach akademickich niż w czasach, gdy jest już uznanym Pierwszym Oficerem otoczonym zaprzyjaźnioną załogą.

Tak czy siak polecam, jeśli na taki przyjemny, cieplutki romansik macie ochotę. Całość po angielsku, raptem pięć rozdziałów plus epilog, pod linkiem:

https://www.fanfiction.net/s/9830423/1/Ad-Astra-Per-Aspera

 

Drugie czytadełko, a w zasadzie to strzęp czytadełka, bo autorka napisała raptem dwa rozdziały i olała nas radośnie, to również romansidło, ale tym razem komiczne. Zarys fabuły dość odstręczający – Jim próbuje uwieść Spocka z dość mizernym skutkiem, więc idzie kapitan do lekarza i pyta, co ma zrobić, żeby starania zwieńczone zostały sukcesem. Po pierwszym sukcesie, jakim jest nie zostanie wyrzuconym za drzwi przez McCoya, następują kolejne, w efekcie nowo wprowadzonej strategii manipulacji Spockiem (zaimplementowanej z wydatną pomocą Sulu) . Fabuła zdecydowanie nienowatorska i nieambitna, ale przezabawnie prowadzona – zwłaszcza kluczowe dla tego typu historyjek interakcje różnych postaci są warte zapoznania się z :).

Tak więc dla niezbyt może wyrafinowanego, ale też nie zbytnio prostego czy ordynarnego humoru, polecam :). Rozdziały są tylko dwa, jak wspomniałam, więc wiele czasu nie zmarnujecie. Język angielski i linka poniżej:

https://www.fanfiction.net/s/6043891/1/Hard-To-Get

Do poczytania znowu, za milion lat, gdy uda mi się coś normalnego odgrzebać w netach :).

Reklamy

Czytadła z Żółwi Ninja #01

Zaskakująco szybko znów ja. Słusznie domyślacie się, że coś w tym podejrzanego jest i istotnie, dziś nie będzie porządnej pełnoprawnej recenzji. Wynika to z faktu, że ostatnimi czasy zaczynają mi coraz bardziej naprzykrzać się fanfiki, które nie są na tyle świetne, abym mogła je uczciwie zachwalać, ale i tak wsysają jak chipsy czy inne tam śmieciowe żarcie, do którego koneserzy dobrych restauracji się przecież na swoim blogu nie przyznają ;). Z drugiej strony trochę żal faktu, że miałyby przepaść całkiem w bezkresach internetu, gdy jednak jakąś tam przyjemną rozrywkę dostarczają, zwłaszcza że, cóż, dobre czytadło też trzeba umieć napisać. I czasem też miło przeczytać, oczywiście nie przyznając się do nikogo.

Tak więc, streszczając się (czego, jak zauważyliście, nie lubię), mówię wszem i wobec, że od tej pory będę też Wam nieoficjalnie podrzucać czytadła i czytadełka. Nie będą one porządnie recenzowane, bo znęcać się nie lubię, a i niesmacznie bym się czuła jadąc po czymś, co czytałam łapczywie do późnej nocy ;). Ot, po prostu, co jakiś czas wrzucę posta oznaczonego jako #czytadła, gdzie będą linki i bardzo krótki opis. Nie będą też one w swoich właściwych kategoriach, żeby nie robić bałaganu między ambitnymi fikami, tylko będą wszystkie hurtem w „Czytadłach” właśnie. I tak, psze bardzo mie tu nie oceniac po nich, chipsy też czasem cza wszamać ;).

Tak więc na dziś dwa czytadełka, na które natknęłam się szukając dobrych fików z Żółwi Ninja:

Adventures in Turtle Sitting – ot, miły, ciepły obraz rodzinki żółwiowej w alternatywnym wszechświecie, w którym April spotyka Splintera, gdy żółwie są jeszcze małe i sporo mu pomaga w ich wychowywaniu. Typowa historia na ukojenie nerwów o kochającej się rodzince. Język angielski

April’s Diary – komedia nastoletnia :). Inaczej się tego nie da nazwać. Żółwie są nastolatkami i pakują się w różne problemy związane z byciem nastolatkami. Jest wesoło i szalenie, czasem mądrze, czasem głupiutko. Humor miejscami cudowny, miejscami tragiczny, fabuła wartka jak potoki w Tatrach, zwroty akcji niebywałe i bardzo bywałe, bardzo dużo gadania o seksie (samego seksu niet), bywa gorzej, bywa lepiej, ogólnie bawi i wciąga o wiele bardziej niż na to zasługuje ;). Język angielski

Pamiętajcie, że to czytadła, więc nie spodziewajcie się cudów i proszę mnie nie obwiniać, jak nie przypadnie do gustu ;).

Do zobaczenia w kolejnym wpisie, który będzie już niedługo (le shock!). Jak tylko zdecyduję się, czy Lifelines z Batmana umieścić w czytadłach (trochę jest zbyt dobre) czy w normalnym wpisie (trochę jest zbyt słabe). Czyli biorąc pod uwagę, że codziennie zmieniam decyzję, to owo „niedługo” może być przedmiotem dyskusji. I bardzo bym chciała, żeby moje życie składało się z takich właśnie problemów :). Jeśli ktoś Lifelines zna, proszę o kontakt w celu dysputy merytorycznej! :D

The Road Less Traveled, Sherlock BBC

Dziś zaczniemy od paru słów od prowadzącego, jako że pasowałoby się usprawiedliwić może. Nieliczni czytelnicy mojego bloga pewnie żyją w przekonaniu, że nastąpiła śmierć tegoż tudzież mojej osoby. Spieszę więc radośnie oznajmić, że póki co świat ten cieszy się nadal mą nieocenioną obecnością. Blog rzeczywiście zastygł w milczeniu, co jednak nie wynika z mojego porzucenia jego idei, a raczej z problemów związanych właśnie z tą ideą. A ideą, żeby sobie popowtarzać to piękne, pełne samogłosek słówko, było recenzowanie najlepszych fanfików. A znalezienie takowych jest trudniejsze niż by się mogło zdawać. Przyznaję też uczciwie, że życie też ma swoje pomysły na mnie, w tym dwie prace, kilka hobby plus chwilowy związek. Tak więc, no, wiadomo. Niemniej jednak przedzieram się przez różne opowiadania szukając tych, których bym się nie wstydziła polecić każdemu i wybieram tylko te najlepsze. Bądźcie więc w kontakcie.
W dzisiejszym odcinku, ad rem przechodząc, zrobię coś, czego nigdy w planach robić nie miałam, a jakby mi tak kto powiedział, że to zrobię, to bym go zelżywie wyśmiała. Niemniej okazało się to silniejsze ode mnie, a i moje współczucie nad Waszą egzystencją pozbawioną poniżej opisanych radości odegrało tu niemałą rolę. Porzucając więc nadmiernie zawiły styl wynikający z późnej godziny i braku leków na rozum mówię krótko: dziś recenzuję kawałek fanfika. Bynajmniej nie dlatego, że nie chciało mi się go doczytać do końca alboliteż by ponabijać posty recenzując od dziś fiki po rozdziale.
Właściwą przyczyną jest fakt, że fanfik ów genialny jest przez pierwsze 6 rozdziałów. Śmiałam się, czytając je, jak dziki chomik (nie urażając szacownych i poważnych przedstawicieli tego gatunku, którym daleko do frywolności i beztroski) i pochłonęłam z zapałem godnym płatnej sprawy. Po 6 rozdziałach jednakże opowiadanie skręciło w odrobinę innym kierunku niż ten, na który liczyłam i niestety stało się zdecydowanie mniej fascynujące. Przeskok był wielki do tego stopnia, że bez odpowiedniej tzw. fazy nie byłabym (i w sumie nie byłam) w stanie przez nie przebrnąć. Wybitność pierwszych kilku rozdziałów jest jednak tak niezaprzeczalna, że po krótkiej walce stwierdziłam, że konieczne jest byście zapoznali się z nimi, gdyż vita jest zbyt breva, by przepuszczać dobrą okazję oplucia klawiatury. Tak więc przedstawiam Wam niniejszym recenzję kawałka fanfiku.
Opowiadanie nosi tytuł ‚The Road Less Traveled’, a stworzone zostało w języku angielskim przez verityburns, autorkę (autora?) specjalizującą się w opowiadaniach z fandomu Sherlocka. Na stronie Archive of Our Own uzyskało ono prawie 1800 kudosów, więc popularnością się cieszy, o czymkolwiek by to nie świadczyło. Istnieje nawet jego polskie tłumaczenie (aczkolwiek nie czytałam, jego jakości zatem nie znam). Akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie Sherlocka BBC, lecz alternatywność ta nie jest zbyt wielka i polega głównie na tym, że zalicza się ono do tzw. johnlocków. Ci, którzy są w temacie w tym momencie bądź piszczą z radości bądź uciekają z krzykiem. W powstałym hałasie pozostałym objaśniam, że johnlockami nazywamy te opowiadania, które z żarliwością wielką wspierają przedstawianie panów Holmesa Sherlocka i Watsona Johna w postaci rozmiłowanej w sobie pary. Cóż, ja tego w serialu nie widzę ani, stety lub niestety, nie marzę o tym, niemniej każdy ma swoje fazy i fantazje, nikogo więc nie oceniam*. Opowiadania te jednakże często są mizernej jakości, czy to fabularnie czy językowo czy pod kątem przedstawienia postaci.
‚The Road Less Traveled’ szczęśliwie jest wyjątkiem od tej reguły. Przynajmniej w tej części, na której się skoncentrujemy. Fabuła, jak to nieraz bywa nawet przy bardzo dobrych fanfikcjach, jest w sumie dość schematyczna w streszczeniu – przychodzi Mycroft do dok… do Sherlocka i uderza w te słowa: „Sherlocku, ja, Brat Twój,  Ci mówię, że John Ci ubieży w podskokach w ramiona lubieżnej kobiety”. No, dobrze, może nie do końca tak powiedział, ale sens pierwszego, wprowadzającego rozdziału jest właśnie taki – Mycroft zwraca uwagę Sherlockowi, że uganianie się Johna za kobietami, mimo iż do tej pory bezproduktywne, w końcu pewnego dnia może zakończyć się sukcesem. A gdy zacznie się jego życie rodzinne, czas poświęcany słynnemu detektywowi  nieuchronnie się skróci, słowem skończy się szerlokowanie. Sherlock rozważył przestrogę i na mocy metody dedukcji i doskonałej swej znajomości ludzkiej psychiki doszedł do jakże trafnego, w swoim mniemaniu, wniosku, że skoro John generalnie preferuje przebywanie z nim (co ewidentnie widać po jego zachowaniach) i bardzo ceni jego wspaniałą osobowość i fascynujący sposób bycia, to jedynym zadowalającym wyjaśnieniem przyczyny, dla której w ogóle potrzebna mu jakaś kobieta jest brak seksu i ewentualnie ogólnej bliskości psychofizycznej. Dla genialnego aktora i manipulatora, jakim jest Sherlock, rozwiązanie problemu jest całkiem proste. Dajemy Johnowi to, czego mu brakuje, w efekcie John nie ma już żadnego powodu, by uganiać się za kobietami i w ogóle spędzać bez sensu czas z kimkolwiek innym niż Sherlock. Proste i logiczne, by nie rzec banalne…
Opowiadanie udanie wykorzystuje metodę zmian punktów widzenia. Co drugi rozdział obserwujemy snucie i wykonywanie genialnego planu oczami zadowolonego z siebie Sherlocka, a co drugi rozdział współczujemy biednemu skonfundowanemu do reszty, zakłopotanemu i momentami nawet chyba odrobinę przerażonemu heteroseksualnemu Johnowi, któremu najwyraźniej genialny współlokator zwariował. To znaczy współczujemy w tych momentach, gdy nie rzęzimy ze śmiechu, czyli w sumie rzadko. Po pierwszym rozdziale, który będąc rozdziałem wprowadzającym, nie reprezentuje sobą niczego szczególnego, choć zachęca do dalszej lektury, autor rozwija skrzydła w dziedzinie doskonałego poczucia humoru, lekkiego prowadzenia fabuły i dość wiernego przedstawiania sposobu myślenia i zachowania zarówno Johna, jak i Sherlocka. Krztusimy się ze śmiechu śledząc myśli detektywa, przekonanego o swej szerokiej (z internetu wziętej) wiedzy na temat sposobów uwodzenia mężczyzn pokroju Johna i obserwując jego kolejne starannie rozważone kroki. Płaczemy z radości poznając reakcje Johna na te jakże doskonałe kroki i przyglądając się jego rosnącemu przerażeniu będącemu odpowiedzią na niespotykane zjawisko będące ewidentnie zalecającym się doń Sherlockiem. Wiernie kibicujemy każdej rysie w planie i zastanawiamy się, kto pierwszy skończy za oknem – John z własnej nieprzymuszonej ochoty czy Sherlock z nieprzymuszonej ochoty Johna.
Język jest przyjemny, niezbyt zawiły, ale też nie przesadnie prosty; charaktery dobrze oddane, no może z wyjątkiem Mycrofta, który momentami odstaje trochę od swojego pierwowzoru, aczkolwiek tragedii nie ma. Zwroty akcji może nie są zbyt nowatorskie, ale też, dzięki dawce humoru, nie są rażące we wtórności, a wszystko rekompensują zachowania obu głównych bohaterów pełne zdecydowanie niezamierzonego przez żadnego z nich komizmu, choć wciąż pasujące do ich osobowości. Mimo iż cała historia z wymyśleniem takiego planu  przez Sherlocka może wydawać się z początku trochę naciągana, to jednak po chwili czytania dochodzimy do wniosku, że w sumie nie byłoby to tak dziwne dla tego dość egoistycznego i oderwanego od relacji międzyludzkich bohatera.
Zdecydowanie więc polecam. Czy się jest fanem johnlocków czy wrogiem, te kilka rozdziałów warte są poświęcenia części wieczoru, gdyż, jak powszechnie wiadomo, śmiech to zdrowie.

Czuję się jednakże zobowiązana do krótkiego przedstawienia reszty opowiadania, by wrogowie johnlocków nie zapuścili się zbyt daleko narażając się na nieuchronną traumę. Niestety po szóstym rozdziale zmienia się zdecydowanie atmosfera tej powiastki skręcając dość zaskakująco i gwałtownie w stronę typowego romansu. Oczywiście autor, który stworzył kilka tak dobrych pierwszych rozdziałów, nie spada nagle na łeb, na szyję na poziom ledwie klecącego zdania nowicjusza o zerowej znajomości sztuki pisarskiej, widać niemniej, że jest zbyt opanowany wizją czułej miłości obu bohaterów. Reszta opowiadania doskonale pasowałaby do osobnej powiastki, będącej stereotypowym johnlockiem, ale z przyzwoitym stylem i dość rozbudowaną, choć schematyczną narracją; w ogóle jednak nie pasuje do lekkiego i zabawnego początku. Do bardzo małych ilości topnieje dotychczasowy humor, zastąpiony romantycznymi uniesieniami, wzruszeniami i przemyśleniami. Wesoła akcja ustępuje romansowi z Dramatycznym Zwrotem w postaci Bolesnego Rozczarowania i Rozstania zakończonym, jakże by inaczej, Szczęśliwym Zakończeniem. Oczywiście nie może zabraknąć scen coraz śmielszych macanek, a w końcu i krótkich opisów seksu. Gdzieś międzyczasie pojawia się niewybaczalna scena Sherlocka chlipiącego w ramionach Mycrofta. Apage Satanas. Również sam fakt, że heteroseksualny ponoć John jednak znajduje przyjemność w byciu z Sherlockiem, mimo wyjaśnienia w tekście, zdecydowanie mnie nie przekonuje. Tak więc, powiem szczerze, że jeśli johnlock jest tym, czego aktualnie potrzebujecie do szczęścia, można czytać dalej. Nie jest tragicznie, a wiadomo, że jeśli ma się zapotrzebowanie na dany typ romansu w danym momencie, to przymyka się oko na różne rzeczy, bo w sumie nie o to w tym chodzi, tylko o to, by działo się, co ma się dziać. Troszkę jak z porno ;). Ale jeśli nie macie takiej potrzeby, to myślę, że nie ma najmniejszego powodu, by kontynuować czytanie. Przyznam sama, że przeczytałam dokładnie parę następnych rozdziałów, a następne już tylko przejrzałam, bo przeczytanie wnikliwe jednak było odrobinę ponad moje wątłe siły.
Ale te sześć rozdziałów przeczytajcie koniecznie! Albo sobie zapiszcie na dysku na czarną, wymagającą śmiechu, godzinę!.

Podsumowując: polecam sześć rozdziałów!

Pokrótce:

Ogólna ocena: 5/6

Postaci: 4,5/6 (za Mycrofta :( )

Humor: 6/6

Akcja: 4/6

Styl: 5/6

Kanoniczność: 5/6

Język: angielski (dostępne tłumaczenie)

Fandom: Sherlock (BBC)

Adres: http://archiveofourown.org/works/331205/chapters/534451

*Albowiem Pismo mówi: nie osądzajcie, a nie osądzą Waszych własnych opowiadań o Sengoku i Akainu tudzież Garpie

Post Navigation

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Subiektywnie o finansach - Maciej Samcik

Prześwietlam produkty finansowe, informuję o nowościach w świecie pieniędzy, daję porady dotyczące rodzinnego portfela

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny