Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Archive for the category “Podsumowania noworoczne”

Podsumowanie 2018

Hejho, ludki kochane. Kolejny rok minął, nowy się zaczął, więc czas na tradycyjne podsumowanie zeszłego roku od strony kulturowej opracowane. Czyli co mi się najbardziej podobało z tego, co mi pod oczka przywiało z poszczególnych dziedzin twórczości ludzkiej. Przypominam, że nie jest to żadne zebranie najlepszych utworów, które pojawiły się w tym roku, lecz takich, z którymi ja zapoznałam się w tym okresie, więc znając życie będą to starocie sprzed 10 czy 20 lat, które wszyscy znają :). Tak więc polecam poniższe świetności:

Książka roku – „Morderstwo pod cenzurą”, Marcin Wroński

Co jest w sumie dość rzadkie w moich podsumowaniach zaczniemy od czegoś lekkiego, tj. od świetnie napisanego kryminału. Co prawda można się przyczepić, że wprawne w sztuce pisarskiej oko od razu wychwyci „kto zabił”, ale nie zmienia to faktu, że książka warta pochłonięcia dzięki swej wartkiej akcji, świetnemu poczuciu humoru, realistycznemu rysowi postaci i pracy przedpisarskiej autora – nie ma tu pisania z palca, wszystko jest podparte rzetelną wiedzą na temat międzywojnia w Lublinie czy Lublina w międzywojniu, bo tam dzieje się akcja. Polecam gorąco! (za to już niekoniecznie polecam dalsze części serii o Maciejewskim. Ale tę jedną warto!)

Komiks roku – „Maus”, Art Spiegelman

No i tyle było lekkiego. „Maus” to klasyka klasyków i myślę, że wszyscy „siedzący” w komiksie przeczytali, a pozostali, a przynajmniej ci, którzy choć trochę interesują się kulturą, na pewno słyszeli. Zwłaszcza w Polsce, gdzie na utwór ten poleciało gromów od (nomen omen) groma, bo POLACY ZOSTALI PRZEDSTAWIENI W TYM KOMIKSIE JAKO ŚWINIE. I niestety dla wielu na tym znajomość tego komiksu się skończyła, czego efektem były krytyczne recenzje ludzi, którzy mieli jego tak doskonałą znajomość, że aż „zapomnieli”, jakiej płci był główny bohater. Tak czy siak, nietypowy ten – bo przedstawiający Holokaust (i nie tylko) za pomocą antropomorfizowanych zwierząt – komiks to zapis rozmów autora z własnym ojcem, który Shoah przeżył. Nie jest to „tylko” odmalowanie zagłady, ale przede wszystkim szczery opis ludzi, w czasie wojny, ale też przed i po niej – Żydów, Polaków, Niemców. Wbrew opiniom nic tu nie jest zafałszowane – ani Żydzi nie są wybieleni ani Polacy pogrążeni, nawet ojciec autora jest nakreślony prawdziwie i raczej niekoniecznie pozytywnie. Ot po prostu prawdziwi ludzie, dobrzy, byle jacy, źli, niejednoznaczni. Mimo że pewnie każdy już swoją dawkę o Holokauście przeczytał, to warto do tego komiksu zajrzeć, gdyż bardziej niż o samej Zagładzie jest to opowieść właśnie o człowieku.

Film roku – „Scena zbrodni”, Joshua Oppenheimer

Skoro już jesteśmy przy masowych mordach…. chociaż zwykle nie używam stwierdzeń typu „musicie”, „każdy powinien”, „koniecznie trzeba”, to tu wyjątkowo stwierdzam, że każdy powinien „Scenę zbrodni” obejrzeć i kropka. Nieważne, czy lubicie poważną tematykę czy nie, czy lubicie dokumenty czy nie, czy w ogóle oglądacie filmy czy nie. Po prostu każdy człowiek powinien ten film zobaczyć (nawet jeśli nic z niego nie wyniesie, bo nie wątpię, że i takich osób nie brakuje, choć mam nadzieję, że nie wśród Czytelników tego bloga). „Scena zbrodni” to swoisty reportaż z rozmów z uczestnikami zagłady (ponad pół miliona żyć) komunistów w Indonezji (głównie tymi mającymi wówczas wpływy i wydającymi rozkazy). Dokument ten jednak wyreżyserowany w sposób zupełnie inny niż można by się spodziewać, co nie umniejsza wstrząsu i niedowierzania. Utwór wybitny.

Serial roku – „Jigoku Shōjo” (ang. „Hell Girl”), Takahiro Omori

Uczciwie przyznam, że seriali praktycznie nie oglądałam w tym roku i Jigoku ląduje tu trochę na zasadzie najlepszego spośród praktycznie niczego ;), co wielkim osiągnięciem niestety nie jest, niemniej to świetny serial animowany dla młodszej młodzieży (w tzw. wieku gimnazjalnym); dla dorosłych już może mniej świetny, bo jednak uderza w oczy powtarzalność odcinków i – z dorosłego punktu widzenia – stęchlizną zalatują różne problemy w nim przedstawiane, a także cały pomysł, na którym bazuje fabuła. Z punktu widzenia gimbusików natomiast serial w niezwykle lubianej w tym wieku mrocznej otoczce porusza różne ważkie kwestie, z którymi życie ich zetknie i powinien dać im trochę do myślenia. A o czym jest? Otóż ludzie, którzy pragną na kimś zemsty o północy mogą wysłać „Piekielnego Maila”, a wówczas Ktoś Z Zaświatów zemsty owej dokona. Oczywiście za drobną opłatą w postaci obu dusz (mszczącego się i jego oprawcy/ofiary). Tak więc nie powiem, że bardzo gorąco polecam, ale jeśli nie macie czego polecić swoim dzieciom/kuzynom/młodszemu rodzeństwu, to Hell Girl powinno być naprawdę dobrym wyborem.

Gra roku – Mass Effect (trylogia), BioWare

Dla odmiany w grach było sporo ciekawych tytułów do wyboru (skąd ja miałam czas w nie grać? A, no tak, grało się zamiast szukać fików na bloga), zwyciężyć jednak musiał klasyk klasyków, trylogia Mass Effect, która znana jest nie tylko graczom i popularna nie bez sensownych powodów. Grającym w gry przedstawiać nie muszę, nie grającym natomiast powiem tyle, że jest to shooter (znaczy się strzelasz) RPG (znaczy się fabuła jest ważna, rozwój postaci jest ważny) w klimatach podróży międzygwiezdnych. Polecam owe gry właśnie z uwagi na fabułę, a konkretnie wiele trudnych, zdecydowanie niebiało-czarnych decyzji, jakie trzeba w nich podejmować, a także interakcje z innymi postaciami (czyt. romanse ;) ) a także miejscami dość posępny realizm (zwłaszcza w niesłusznie krytykowanym zakończeniu). Muszę ostrzec uczciwie, że pierwsza gra dopiero nabiera rozpędu pod tym względem – większość decyzji tak naprawdę nie jest żadnymi decyzjami, tylko kwestią, czy będziemy mili czy chamscy ;), niemniej jest parę jaskółek zwiastujących to, co będzie się działo w kolejnych częściach. Polecam nie przeskakiwać jej jednak, albowiem wszystkie trzy gry stanowią dość zwartą całość, nawet jeśli odrobinkę nierówną. A o czym jest? Ano zostajemy dowódcą statku kosmicznego, dowiadujemy się o Niecnych Planach Pewnego Złoczyńcy, Ale Nikt Nam Nie Wierzy. Tak więc ogólna fabuła nie powala na kolana, ale renegat tkwi w szczegółach ;). A, i jak ktoś jest tak upośledzony, jak ja, to przed zagraniem niech obejrzy trochę jakiegoś let’s playa na Youtubie, bo tutorial nawet na poziomie easy może zdenerwować.

Utwór roku – „Jingle Bells Sad Christmas”, Toms Mucenieks

Pamiętajmy, że tradycyjnie świąteczne piosenki w naszym kraju powinno się śpiewać po, a nie przed świętami ;). Dlatego polecam tę przepiękną i jakże pozytywną aranżację, którą można znaleźć na Youtubie :).

Wystawa roku – Centrum Nauki Kopernik w Warszawie

W tym roku byłam na tylu świetnych wystawach, że naprawdę bardzo ciężko było wybrać jedną. Mimo wszystko obiektywnie wygrywa jednak Centrum Kopernik, ze względu na niezmierne rozmiary, różnorodność, interaktywność i atrakcyjność zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Jeśli chcecie spędzić cały dzień na różnych przyjemnych eksperymentach, to gorąco polecam. (tu pozdrowienia i kryptoreklama dla Gosi, z którą tam byłam, autorki bloga Przez Okulary (https://pearlsvision.blogspot.com/)

Deviant roku – Oer-Wout

Przyroda u Oer-Wout jest po prostu piękna. Nie wątpię, że w zdjęciach tego artysty (artystki?) jest sporo obróbki i być może są to bardziej grafiki niż fotografie, ale są niesamowicie przyjemne dla oka i zwracające uwagę spośród wielu, jakie są na internetach. Pewnie Prawdziwi Artyści będą się denerwować, że to nie jest Prawdziwa Sztuka, ale i tak polecam rzucić okiem :).

Restauracja roku – Sztolnia, Katowice

Smakoszem nie jestem, wiem tylko, czy mi coś bardzo smakuje. I w Sztolni smakowało mi niezmiernie i do tego wszystko, co wzięłam. Co prawda byłam tylko raz, ale jeśli się nadarzy jeszcze okazja nawiedzić stolicę Górnego Śląska, to bez wahania znów tam pójdę :).

To by było na tyle. Wybaczcie, że miejscami się rozpisałam, ale niestety uważam, że lepiej napisać więcej niż mniej, choć być może nie zawsze jest to słuszne ;). Życzę tradycyjnie szczęśliwego kolejnego roku!

PS żarciowy: alkohole z Lidla polecam w ogólności z tegorocznych żarciów i kremy czekoladowe wegańskie, które można odkopać jak się dobrze poszuka w tym samym Lidlu (nie, niestety Lidl mi nie płaci za reklamę :( )

Reklamy

Podsumowanie roku 2017

Skończył się nam stary 2017 rok, nadszedł nowy 2018, a z nim tradycyjne podsumowanie kulturalne minionego roku na moim blogu. Jak już wspominałam rok temu, mimo iż niby jest to podsumowanie minionego roku, to tak naprawdę jest to toplista rzeczy, z którymi JA zapoznałam się w ubiegłym roku, a nie takich, które zostały wydane w tym roku. Zatem może być i tak (i raczej będzie, znając moje tempo zapoznawania się z osiągnięciami kulturalnymi), że znajdą się tu utwory wydane 10 czy 15 lat temu.

…i tak po prawdzie, jak naszkicowałam sobie w umyśle swym, co chcę tu wrzucić, to wyszła lista klasyków, które prawie wszyscy znają… no cóż, pocieszam się, że skoro istnieję ja, która dopiero się z nimi w tym roku zapoznałam, to może istnieją i inne rodzynki, które jakimś cudem tych tytułów/nazw nie znają…. No nic, jakby nie było, to i tak zaczynamy :):

Blog roku – Rybie udka

Blog traktujący o komiksach (głównie superbohaterskich) i książkach sci-fi i fantasy, który odwiedzam co jakiś czas już od kilku lat. W tym roku jednak zaskarbił sobie wyjątkowo moją wdzięczność, albowiem w końcu przeczytałam „Młot” i „Zabójczy żart”, które polecał. Warto było :).

Książka roku – „Młot”, K. J. Parker

Ten rok wyjątkowo mi obrodził w dobre książki, w efekcie czego ciężko było wybrać tę jedną, zwłaszcza jeśli porównuje się tytuły z różnych gatunków. Koniec końców wygrał „Młot” Parkera, gdyż niemal wszystkie elementy, których oczekuję w książce są w tym tytule dopieszczone – tj. jest wciągająco, jest realistycznie, są i rozważania moralne poważne. Jedyna wada, która niezmiennie niezmiernie mnie irytuje to niestabilny punkt widzenia narratora. Ewentualnie kogoś może drażnić też, że autor sprawia wrażenie, jakby nie mógł zdecydować się, jaką książkę pisze… Przygodową? Kryminał? Psychologiczną? Coś jeszcze innego? Mnie tam nie przeszkadzało, i tak nie lubię ani nie umiem szufladkować książek. Tak czy siak polecam.

Komiks roku – „Zabójczy żart”, Alan Moore, Brian Bolland

Klasyka klasyków. Ludziom czytającym komiksy nawet nie ma sensu polecać. Ludziom nie czytającym komiksów powiem tyle, że to jeden z najważniejszych tomów Batmana przedstawiający historię Jokera. Z mojego punktu widzenia wart uwagi przede wszystkim ze względu na genialny monolog Jokera dający wgląd w to, jak może wyglądać świat szaleńca „od wewnątrz”.

Film roku – „Biała wstążka”, Michael Haneke

Film, którego zapewne (znowu) nie trzeba przedstawiać kinomanom, aczkolwiek recenzje są rozbieżne i często widzę zarzuty wtórności. Powiem szczerze, że filmów oglądam mało, Hanekego obejrzałam pierwszy, więc problemu nie widzę. Zwłaszcza że filmów o smętnej ludzkiej naturze nigdy nie jest za mało, a przynajmniej takie jest moje zdanie. Ja zatem polecam, jeśli tylko chcecie wciągający i równocześnie przygnębiający film o tym, jak ponure potrafią być (i często są) interakcje międzyludzkie, zwłaszcza w małych, zamkniętych społecznościach.

Serial roku – „Breaking Bad”

Tak, tak, znam tylko jedną osobę, która tego nie widziała i zapewne jest jedyną osobą na świecie. Jeśli jednak jest Was więcej i macie ochotę na coś wciągającego i przygnębiającego (bo „Biała wstążka” to było za mało), to polecam szczerze, przynajmniej pierwszy sezon (bo na razie tyle obejrzałam). Co mnie zaskakuje tylko, to ogromna popularność tego serialu. Jest realistyczny. Jest przygnębiający. Nie bardzo jest to połączenie cieszące się wzięciem mas… a jednak. Ktoś mi to wyjaśni? Społeczeństwo ma przebłyski dojrzałości między „Zmierzchem” a Grayem?

Gra roku – Dragon Age Origins, BioWare

To w ogóle jest mój utwór roku w ogólności i uzależnienie roku i miłość roku i jak to tam jeszcze nazwiecie. I tradycyjnie klasyk klasyków. Jeśli jednak nie gracie w gry i nie znacie tego tytułu, to może warto zacząć właśnie od niego? Przynajmniej jeśli chcecie bardzo dobrą historię, z bardzo szerokim wachlarzem wyborów, z których część jest wcale nieoczywista moralnie, z wciągającymi romansami, interesującymi bohaterami, no i niezbyt trudną (jeśli ja dałam radę, co tutoriala w Mass Effect nie jestem w stanie przejść, to każdy da radę), to zdecydowanie bardzo niezmiernie niesamowicie gorąco z całego serca POLECAM! Chyba że macie alergię na fantasy. Choć myślę, że nawet z alergią na fantasy warto choć troszkę spróbować (wówczas szczególnie polecam zacząć grę, pomimo Waszej alergii na elfy, właśnie elfem, ale nie magiem czy dalijskim, ale koniecznie miejskim).

Album roku – Undertale, Toby Fox

Przyznam, że jakoś ubogi był ten rok w albumy. Z tych nielicznych, które przesłuchałam, ścieżka dźwiękowa do gry Undertale była jedyną, która pozostała mi na dłużej w pamięci ze względu na mój wielki sentyment do muzyki ze starych gier, tj. gier stworzonych na NESa, SNESa czy wczesnego PSXa. Autor Undertale ewidentnie jest wielkim miłośnikiem tejże, gdyż w swoich utworach doskonale oddaje nastrój tamtych gier, perfekcyjnie wychwytując charakterystyczne dlań motywy i doskonale przywołując atmosferę tamtych lat. Prywatnie szczególnie uwielbiam utwory Heartache i ASGORE :).

Utwór roku – ‚Sing me to sleep’ Marshmello remix

O ile albumów ciekawych było mało, o tyle pojedynczych kawałków więcej. Po długich trudach wybrałam po prostu ten utwór, którego słuchałam najwięcej razy. Polecam szczerze, bo gitara elektryczna jest tam cudowna (co prawda ja się nie znam, ale co tam, słucha się świetnie :) )

Wystawa roku – Najpiękniejsza szopka, Muzeum Etnograficzne we Wrocku

Oj, było tych wystaw ciekawych w tym roku całkiem sporo… koniec końców wybrałam szopki robione przez dzieci, bo mimo wszystko jednak nieskończona pomysłowość dzieciaków (a pewnie i rodziców trochę też ;) ) jest nie do przebicia przez żadnego, najbardziej nawet twórczego artystę :). Poza tym zawsze to pozytywny akcent. Wystawa organizowana jest co roku, ale nie gwarantuję, czy co roku jest równie ciekawa, bo, wiadomo, eksponaty się zmieniają :). …chyba ;).

Deviant roku – https://bowenbonsai.deviantart.com/gallery/

Przepiękne minidrzewka bonsai wykonane z drutu

Restauracja roku – „Bułka z masłem” na Włodkowica we Wrocku

Trochę tytuł dostaje na kredyt, bo byłam tam tylko raz i to na raptem przystawce (która była olbrzymia nota bene, jak na przystawkę) i drinku, ale oba były przepyszne. Ilość pozytywnych opnii na Google Maps też raczej sugeruje, że warto się wybrać. Tu wstawiam też niedokońcakryptoalenapewnoreklamę bloga, którego autorka mnie wyciągnęła do tej restauracji – http://pearlsvision.blogspot.com/

Przepis roku – łagodny żurek

Bardzo prosty przepis. Czyli taki, jakie uwielbiam :). Do przeczytania na https://www.przyslijprzepis.pl/przepis/delikatny-zurek-z-jajkiem

PS:

Żarełko roku – pierożki z grzybami z Bacówki :)

Alkohol roku – każda Soplica smakowa <3 ;)

PS2

Jak ktoś już dotarł aż tak daleko, to życzę świetnego kolejnego roku! Jak najmniej problemów, wsparcia w nich i jak najwięcej przyjemnych chwil (w tym spędzonych na fajnej fanfikcji poznanej dzięki mnie :) ), a także pinionszkuf, oczywista rzecz

Post Navigation

Czasopismo Lege Artis

Prawie wszystko, co chcieliście wiedzieć o prawie -- i nie tylko

Węglowy Szowinista

Czyli co warto przeczytać

Subiektywnie o finansach - Maciej Samcik

Prześwietlam produkty finansowe, informuję o nowościach w świecie pieniędzy, daję porady dotyczące rodzinnego portfela

Tasteaway

Czyli co warto przeczytać

猫に逢いに行こう

Czyli co warto przeczytać

Czytanki Anki

Czyli co warto przeczytać

AIIC Blog

Czyli co warto przeczytać

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać