Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

The Road Less Traveled, verityburns

Dziś zaczniemy od paru słów od prowadzącego, jako że pasowałoby się usprawiedliwić może. Nieliczni czytelnicy mojego bloga pewnie żyją w przekonaniu, że nastąpiła śmierć tegoż tudzież mojej osoby. Spieszę więc radośnie oznajmić, że póki co świat ten cieszy się nadal mą nieocenioną obecnością. Blog rzeczywiście zastygł w milczeniu, co jednak nie wynika z mojego porzucenia jego idei, a raczej z problemów związanych właśnie z tą ideą. A ideą, żeby sobie popowtarzać to piękne, pełne samogłosek słówko, było recenzowanie najlepszych fanfików. A znalezienie takowych jest trudniejsze niż by się mogło zdawać. Przyznaję też uczciwie, że życie też ma swoje pomysły na mnie, w tym dwie prace, kilka hobby plus chwilowy związek. Tak więc, no, wiadomo. Niemniej jednak przedzieram się przez różne opowiadania szukając tych, których bym się nie wstydziła polecić każdemu i wybieram tylko te najlepsze. Bądźcie więc w kontakcie.
W dzisiejszym odcinku, ad rem przechodząc, zrobię coś, czego nigdy w planach robić nie miałam, a jakby mi tak kto powiedział, że to zrobię, to bym go zelżywie wyśmiała. Niemniej okazało się to silniejsze ode mnie, a i moje współczucie nad Waszą egzystencją pozbawioną poniżej opisanych radości odegrało tu niemałą rolę. Porzucając więc nadmiernie zawiły styl wynikający z późnej godziny i braku leków na rozum mówię krótko: dziś recenzuję kawałek fanfika. Bynajmniej nie dlatego, że nie chciało mi się go doczytać do końca alboliteż by ponabijać posty recenzując od dziś fiki po rozdziale.
Właściwą przyczyną jest fakt, że fanfik ów genialny jest przez pierwsze 6 rozdziałów. Śmiałam się, czytając je, jak dziki chomik (nie urażając szacownych i poważnych przedstawicieli tego gatunku, którym daleko do frywolności i beztroski) i pochłonęłam z zapałem godnym płatnej sprawy. Po 6 rozdziałach jednakże opowiadanie skręciło w odrobinę innym kierunku niż ten, na który liczyłam i niestety stało się zdecydowanie mniej fascynujące. Przeskok był wielki do tego stopnia, że bez odpowiedniej tzw. fazy nie byłabym (i w sumie nie byłam) w stanie przez nie przebrnąć. Wybitność pierwszych kilku rozdziałów jest jednak tak niezaprzeczalna, że po krótkiej walce stwierdziłam, że konieczne jest byście zapoznali się z nimi, gdyż vita jest zbyt breva, by przepuszczać dobrą okazję oplucia klawiatury. Tak więc przedstawiam Wam niniejszym recenzję kawałka fanfiku.
Opowiadanie nosi tytuł ‚The Road Less Traveled’, a stworzone zostało w języku angielskim przez verityburns, autorkę (autora?) specjalizującą się w opowiadaniach z fandomu Sherlocka. Na stronie Archive of Our Own uzyskało ono prawie 1800 kudosów, więc popularnością się cieszy, o czymkolwiek by to nie świadczyło. Istnieje nawet jego polskie tłumaczenie (aczkolwiek nie czytałam, jego jakości zatem nie znam). Akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie Sherlocka BBC, lecz alternatywność ta nie jest zbyt wielka i polega głównie na tym, że zalicza się ono do tzw. johnlocków. Ci, którzy są w temacie w tym momencie bądź piszczą z radości bądź uciekają z krzykiem. W powstałym hałasie pozostałym objaśniam, że johnlockami nazywamy te opowiadania, które z żarliwością wielką wspierają przedstawianie panów Holmesa Sherlocka i Watsona Johna w postaci rozmiłowanej w sobie pary. Cóż, ja tego w serialu nie widzę ani, stety lub niestety, nie marzę o tym, niemniej każdy ma swoje fazy i fantazje, nikogo więc nie oceniam*. Opowiadania te jednakże często są mizernej jakości, czy to fabularnie czy językowo czy pod kątem przedstawienia postaci.
‚The Road Less Traveled’ szczęśliwie jest wyjątkiem od tej reguły. Przynajmniej w tej części, na której się skoncentrujemy. Fabuła, jak to nieraz bywa nawet przy bardzo dobrych fanfikcjach, jest w sumie dość schematyczna w streszczeniu – przychodzi Mycroft do dok… do Sherlocka i uderza w te słowa: „Sherlocku, ja, Brat Twój,  Ci mówię, że John Ci ubieży w podskokach w ramiona lubieżnej kobiety”. No, dobrze, może nie do końca tak powiedział, ale sens pierwszego, wprowadzającego rozdziału jest właśnie taki – Mycroft zwraca uwagę Sherlockowi, że uganianie się Johna za kobietami, mimo iż do tej pory bezproduktywne, w końcu pewnego dnia może zakończyć się sukcesem. A gdy zacznie się jego życie rodzinne, czas poświęcany słynnemu detektywowi  nieuchronnie się skróci, słowem skończy się szerlokowanie. Sherlock rozważył przestrogę i na mocy metody dedukcji i doskonałej swej znajomości ludzkiej psychiki doszedł do jakże trafnego, w swoim mniemaniu, wniosku, że skoro John generalnie preferuje przebywanie z nim (co ewidentnie widać po jego zachowaniach) i bardzo ceni jego wspaniałą osobowość i fascynujący sposób bycia, to jedynym zadowalającym wyjaśnieniem przyczyny, dla której w ogóle potrzebna mu jakaś kobieta jest brak seksu i ewentualnie ogólnej bliskości psychofizycznej. Dla genialnego aktora i manipulatora, jakim jest Sherlock, rozwiązanie problemu jest całkiem proste. Dajemy Johnowi to, czego mu brakuje, w efekcie John nie ma już żadnego powodu, by uganiać się za kobietami i w ogóle spędzać bez sensu czas z kimkolwiek innym niż Sherlock. Proste i logiczne, by nie rzec banalne…
Opowiadanie udanie wykorzystuje metodę zmian punktów widzenia. Co drugi rozdział obserwujemy snucie i wykonywanie genialnego planu oczami zadowolonego z siebie Sherlocka, a co drugi rozdział współczujemy biednemu skonfundowanemu do reszty, zakłopotanemu i momentami nawet chyba odrobinę przerażonemu heteroseksualnemu Johnowi, któremu najwyraźniej genialny współlokator zwariował. To znaczy współczujemy w tych momentach, gdy nie rzęzimy ze śmiechu, czyli w sumie rzadko. Po pierwszym rozdziale, który będąc rozdziałem wprowadzającym, nie reprezentuje sobą niczego szczególnego, choć zachęca do dalszej lektury, autor rozwija skrzydła w dziedzinie doskonałego poczucia humoru, lekkiego prowadzenia fabuły i dość wiernego przedstawiania sposobu myślenia i zachowania zarówno Johna, jak i Sherlocka. Krztusimy się ze śmiechu śledząc myśli detektywa, przekonanego o swej szerokiej (z internetu wziętej) wiedzy na temat sposobów uwodzenia mężczyzn pokroju Johna i obserwując jego kolejne starannie rozważone kroki. Płaczemy z radości poznając reakcje Johna na te jakże doskonałe kroki i przyglądając się jego rosnącemu przerażeniu będącemu odpowiedzią na niespotykane zjawisko będące ewidentnie zalecającym się doń Sherlockiem. Wiernie kibicujemy każdej rysie w planie i zastanawiamy się, kto pierwszy skończy za oknem – John z własnej nieprzymuszonej ochoty czy Sherlock z nieprzymuszonej ochoty Johna.
Język jest przyjemny, niezbyt zawiły, ale też nie przesadnie prosty; charaktery dobrze oddane, no może z wyjątkiem Mycrofta, który momentami odstaje trochę od swojego pierwowzoru, aczkolwiek tragedii nie ma. Zwroty akcji może nie są zbyt nowatorskie, ale też, dzięki dawce humoru, nie są rażące we wtórności, a wszystko rekompensują zachowania obu głównych bohaterów pełne zdecydowanie niezamierzonego przez żadnego z nich komizmu, choć wciąż pasujące do ich osobowości. Mimo iż cała historia z wymyśleniem takiego planu  przez Sherlocka może wydawać się z początku trochę naciągana, to jednak po chwili czytania dochodzimy do wniosku, że w sumie nie byłoby to tak dziwne dla tego dość egoistycznego i oderwanego od relacji międzyludzkich bohatera.
Zdecydowanie więc polecam. Czy się jest fanem johnlocków czy wrogiem, te kilka rozdziałów warte są poświęcenia części wieczoru, gdyż, jak powszechnie wiadomo, śmiech to zdrowie.

Czuję się jednakże zobowiązana do krótkiego przedstawienia reszty opowiadania, by wrogowie johnlocków nie zapuścili się zbyt daleko narażając się na nieuchronną traumę. Niestety po szóstym rozdziale zmienia się zdecydowanie atmosfera tej powiastki skręcając dość zaskakująco i gwałtownie w stronę typowego romansu. Oczywiście autor, który stworzył kilka tak dobrych pierwszych rozdziałów, nie spada nagle na łeb, na szyję na poziom ledwie klecącego zdania nowicjusza o zerowej znajomości sztuki pisarskiej, widać niemniej, że jest zbyt opanowany wizją czułej miłości obu bohaterów. Reszta opowiadania doskonale pasowałaby do osobnej powiastki, będącej stereotypowym johnlockiem, ale z przyzwoitym stylem i dość rozbudowaną, choć schematyczną narracją; w ogóle jednak nie pasuje do lekkiego i zabawnego początku. Do bardzo małych ilości topnieje dotychczasowy humor, zastąpiony romantycznymi uniesieniami, wzruszeniami i przemyśleniami. Wesoła akcja ustępuje romansowi z Dramatycznym Zwrotem w postaci Bolesnego Rozczarowania i Rozstania zakończonym, jakże by inaczej, Szczęśliwym Zakończeniem. Oczywiście nie może zabraknąć scen coraz śmielszych macanek, a w końcu i krótkich opisów seksu. Gdzieś międzyczasie pojawia się niewybaczalna scena Sherlocka chlipiącego w ramionach Mycrofta. Apage Satanas. Również sam fakt, że heteroseksualny ponoć John jednak znajduje przyjemność w byciu z Sherlockiem, mimo wyjaśnienia w tekście, zdecydowanie mnie nie przekonuje. Tak więc, powiem szczerze, że jeśli johnlock jest tym, czego aktualnie potrzebujecie do szczęścia, można czytać dalej. Nie jest tragicznie, a wiadomo, że jeśli ma się zapotrzebowanie na dany typ romansu w danym momencie, to przymyka się oko na różne rzeczy, bo w sumie nie o to w tym chodzi, tylko o to, by działo się, co ma się dziać. Troszkę jak z porno ;). Ale jeśli nie macie takiej potrzeby, to myślę, że nie ma najmniejszego powodu, by kontynuować czytanie. Przyznam sama, że przeczytałam dokładnie parę następnych rozdziałów, a następne już tylko przejrzałam, bo przeczytanie wnikliwe jednak było odrobinę ponad moje wątłe siły.
Ale te sześć rozdziałów przeczytajcie koniecznie! Albo sobie zapiszcie na dysku na czarną, wymagającą śmiechu, godzinę!.

Podsumowując: polecam sześć rozdziałów!

Pokrótce:

Ogólna ocena: 5/6

Postaci: 4,5/6 (za Mycrofta :( )

Humor: 6/6

Akcja: 4/6

Styl: 5/6

Kanoniczność: 5/6

Język: angielski (dostępne tłumaczenie)

Fandom: Sherlock (BBC)

Adres: http://archiveofourown.org/works/331205/chapters/534451

*Albowiem Pismo mówi: nie osądzajcie, a nie osądzą Waszych własnych opowiadań o Sengoku i Akainu tudzież Garpie

Advertisements

Single Post Navigation

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Twój czas

Twój blog o zegarkach

Moja Strefa

Dobrze spędzony czas.

Trzy Cyki

Czyli co warto przeczytać

Dosiakowe Królestwo

Czyli co warto przeczytać

Recenzentka

Czyli co warto przeczytać

Open Beta

Czyli co warto przeczytać

読書と映画

Czyli co warto przeczytać

Artysta nie posiada ciała.

Czyli co warto przeczytać

tokfm.pl/Najważniejsze informacje

Czyli co warto przeczytać

Półeczka z książkami

Czyli co warto przeczytać

Maltreting.pl

Czyli co warto przeczytać

ZORROBLOG

Czyli co warto przeczytać

RYBIEUDKA blog

Czyli co warto przeczytać

Pogderanki wachmistrzowe

Czyli co warto przeczytać

Dobra fanfikcja

Czyli co warto przeczytać

Dorota smakuje

Czyli co warto przeczytać

Kulinarne Rzuty Wolne

Czyli co warto przeczytać

KuchniaBreni

Czyli co warto przeczytać

Stary zeszyt z przepisami

Czyli co warto przeczytać

Eksplozja smaku

Czyli co warto przeczytać

Przysmaki Karolki

Czyli co warto przeczytać

Magia w kuchni

Czyli co warto przeczytać

Wędlinki bez świnki

Blog o produktach bez wieprzowiny

%d blogerów lubi to: